Najpierw robimy porządek z dużymi reklamami. Efekty już widać. Ale będziemy dalej odsłaniać miasto. Pracy jest multum

– Gdyby miasto zdecydowało się wycofać z uchwały krajobrazowej, zrobiłoby ogromny krok wstecz. Byłoby to również nie w porządku w stosunku do tych, którzy do przepisów uchwały się zastosowali – mówi Michał Balski.

Ustawa krajobrazowa – tym mianem określa się uchwaloną w kwietniu 2015 r. nowelizację Ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym. Upoważnia ona rady gmin do podejmowania uchwał regulujących zasady i warunki umieszczania na ich terenie obiektów reklamowych. Do końca ub.r. zdecydowało się na to ok. 80 gmin.

W Płocku projekt wprowadzającej ład uchwały krajobrazowej* po raz pierwszy został wyłożony do wglądu i konsultacji w 2018 r. Część uwag uznano za zasadne, więc projekt został napisany od nowa.

Radni przyjęli go w 2020 r. i wszystkie nowe nośniki reklamowe musiały już być wtedy zgodne z ustalonymi zasadami i mieć zgodę na zamontowanie. Dwa lata później radni musieli jeszcze tylko dostosować uchwałę do ówcześnie obowiązujących przepisów, co dało właścicielom reklam kolejne dwa lata na spełnienie wynikających z nich wymagań.

W tym roku ratusz zaczął sprawdzać, kto się (nie) dostosował do uchwały, posypały się o decyzje o usunięciu nielegalnych reklam. Kto jest zadowolony z nowych przepisów, a kto czuje się przez nie skrzywdzony? Czy widać już efekty uchwały, czy może nasze otoczenie zmienia się za wolno?

Rozmowa z Michałem Balskim

ARKADIUSZ ADAMKOWSKI: Dopiero co, jesienią ub.r., minął czas na dostosowanie się do nowej uchwały, a już kilka miesięcy później miasto ogłosiło konsultacje w sprawie jej nowelizacji. Czyżby była aż tak niedoskonała? Nie spełniała waszych oczekiwań?

MICHAŁ BALSKI, dyrektor ratuszowego wydziału Strategii, Architektury i Urbanistyki: – Nic podobnego, nie w tym rzecz. Nowelizacja nie jest żadną narzuconą koniecznością, nie wywracaliśmy zapisów obowiązującej uchwały do góry nogami. Nazwałbym to naturalnym procesem – bo dopiero, gdy uchwała zaczęła obowiązywać, mogliśmy dostrzec pola, na których można coś poprawić. O niektórych przepisach można powiedzieć, że okazały się, powiedzmy, mało życiowe, więc uznaliśmy, że należy je – z korzyścią dla tych, których one dotyczą – w większym czy mniejszym stopniu udoskonalić.

Na przykład?

– Jest zapis, że billboardy powinny mieć powierzchnię 18 m kw. Jeśli poprawki wejdą w życie, to będą one mogły być mniejsze. Albo taki: w 1. strefie**, tzw. zabytkowej, obejmującym Stare Miasto, eksponowany w celu zareklamowania się element musi być monochromatyczny. Czyli dopuszczany jest tylko jeden kolor. Według naszej propozycji takie kolory będą mogły być dwa, ułatwi to promowanie się wielu przedsiębiorcom.

Co jeszcze?

– W przypadku szyldów zamieszczanych nad witryną, między oknami a gzymsem, teraz mogą one zajmować maksymalnie 75 proc. pola reklamowego. Wzięliśmy jednak pod uwagę, że bywa, że ta przestrzeń ma tylko pół metra wysokości albo mniej. W takiej sytuacji szyld mógłby zajmować całe to pole.

W dalszym ciągu nie zgadzamy się na wyklejanie całych szyb, podtrzymujemy, że takie meganaklejki, czasem wyjątkowo pstrokate, nie mogą przesłaniać wnętrza sklepu, zakładu, instytucji… Ale rozumiemy – i tu powrócę do wzmianki o życiowym podejściu do przepisów – że są rodzaje działalności, przy których klienci mogą nie życzyć sobie, by oglądać ich z ulicy. Najprostszy przykład to gabinety lekarskie, salony kosmetyczne, fryzjerskie. Zgadzamy się więc w nowelizacji na stosowanie tzw. folii mrożonej.

O ile zmiany zostaną przegłosowane przez radnych, dopuścimy też umieszczanie szyldu nad furtką, jeśli byłby on w linii ogrodzenia. Dopuszczalne byłoby również choćby oznakowanie pojemników na odpady, umieszczanie – w strefie 2. i 3. – tablic kierunkowych.

Do 5 czerwca każdy mógł też przesłać swoje propozycje zmian uchwały, potem miało być przygotowane podsumowanie…

– … i prace nad nim jeszcze trwają. Gotowy raport zostanie przedstawiony radnym.

Kilka tygodni temu w ratuszu było spotkanie, podczas którego trudno było nie odnieść wrażenia, że obecni na nim przedsiębiorcy, właściciele nośników reklamowych nie podzielają waszego entuzjazmu. Najbardziej zadowoleni byliby, gdyby miasto wycofało uchwałę krajobrazową w całości, ewentualnie wydłużyło okres dostosowawczy…

– … który – pamiętajmy o tym – tak naprawdę trwał cztery lata.

Były głosy o zbieraniu podpisów pod petycją w sprawie wycofania się z uchwały, tym bardziej, że miasto wcale nie musiało jej wprowadzać – krótko mówiąc: okazało się nadgorliwe.

– Nic mi nie wiadomo, aby taki dokument wpłynął do urzędu miasta.

A gdyby wpłynął?

– Wtedy zajęliby się nim radni.

Czyli wycofanie się z uchwały krajobrazowej jest hipotetycznie możliwe?

– To zależy od radnych.

A gdyby za tym zagłosowali?

– Miasto zrobiłoby ogromny krok wstecz. Byłoby to również nie w porządku w stosunku do tych, którzy do przepisów uchwały się zastosowali.

Podczas spotkania w ratuszu przedsiębiorcy podnosili, że muszą ponosić niemałe koszty usuwania reklam. Jeden z uczestników zwrócił się nawet do rzeczoznawcy, by ten przeanalizował uchwałę i ocenił możliwości umieszczenia nowych reklam na jego obiektach. I ten ocenił, że są one zerowe.

– Nie zgadzamy się z tą ekspertyzą. Nie chcę teraz wymieniać nazw obiektów, ale na konkretnych przykładach jestem w stanie wskazać, że takie możliwości reklamowania się – na elewacjach budynków, pylonach itd. – jednak są. Powtarzam to, o czym mówię od początku – zapraszam do rozmowy z nami, jesteśmy od tego, aby takie możliwości podpowiadać, rozwiewać wątpliwości. Jednocześnie nie możemy przystać na to, by – jak we wspomnianym przypadku – przed obiektem, w strefie staromiejskiej, stał billboard bez pozwolenia, na ogrodzeniu wisiały inne wielkie reklamy albo żeby ogromną część ściany frontowej zajmowała kolejna, w dodatku promująca coś, czego w ogóle już w środku nie ma.

A jeśli ktoś nie uzna waszej argumentacji?

– Jeszcze raz: bardzo zależy nam tym, żeby porozmawiać i jednak ostatecznie się porozumieć. Ale jak nie będzie takiej woli, konieczne będą kary. Niestety, takie decyzje są już wydawane.

Ile?

– Cztery. W stosunku do operatora i właścicieli pojedynczych nośników. To kilka-kilkanaście tysięcy zł.

Postawię się w roli adwokata przedsiębiorców. Załóżmy, że w czasie, gdy montowałem reklamy, nie musiałem ich legalizować. Czy w związku z tym teraz nie powinno się ich uznać za legalne? Czy prawo może działać wstecz? I czy ja mam prawo czuć się skrzywdzony – najpierw przez ustawę, a potem uchwałę?

– Dlatego każdy przypadek analizowany jest przez nas oddzielnie. Musimy ustalić wszystkie aspekty związane z posadowieniem takiej reklamy, kiedy to miało miejsce i jakie przepisy wówczas obowiązywały. Ale nade wszystko podkreślenia wymaga fakt, że Trybunał Konstytucyjny w swoim wyroku odnosi się do reklam mających zgodę budowlaną, a nie tych, na które nie było wymaganej zgody. Dlatego też uważam że takie reklamy podlegają obowiązkowi dostosowania.

Jeszcze jedna rzecz. Kolorystyka. Padła podczas spotkania sugestia, że proponuje się reklamy jednokolorowe, smutne, a przecież wiadomo, że aby była skuteczna, reklama musi być krzykliwa, powinna przyciągać wzrok…

– Jeden kolor obowiązuje obecnie jedynie w strefie zabytkowej.

Pan też, jak jeden z uczestników spotkania, uważa, że nowe czarno-białe szyldy reklamowe na galerii Mazovia wyglądają żałobnie, pogrzebowo?

– Jestem pełen uznania dla Mazovii, która w obliczu wejścia w życie uchwały zrobiła wszystko z własnej nieprzymuszonej woli. Wynajęli tam projektanta, który zajął się stroną wizualną. I on to zrobił. W nic nie ingerowaliśmy, nie narzucaliśmy kolorystyki.

A jakie jest pana osobiste zdanie na jej temat?

– Galeria nabrała elegancji, wszystko jest bardzo czytelne, bardzo mi się podoba.

Też tak uważam. Ale nie tylko Mazovia ubrała się w nowe szyldy.

– Galeria Wisła usunęła wielką siatkę reklamową, która zasłaniała obiekt, do tego pozmieniała szyldy, mają teraz te same rozmiary. Ona w odróżnieniu od Mazovii zdecydowała się na pozostawienie kolorów. Zmieniają się również Mosty.

Gdzie jeszcze widać zmiany?

– Świetny przykład to budynek starego dworca przy Jachowicza i jego otoczenie. Nie ma już śladu po billboardzie i reklamach na zdecydowanej większości elewacji.

Korzystnie zaczynają wyglądać okolice Trasy ks. Popiełuszki po lewej stronie Wisły. Trochę trwało dochodzenie, kto ustawił tam billboardy i czy miał pozwolenie, ale stopniowo krajobraz jest już odsłaniany. Podobnie – Wyszogrodzka w okolicy skrzyżowania z Graniczną i salonu Volvo; ogromny billboard zniknął m.in. z sąsiedztwa pasa drogi prowadzącego do centrum. Na tej samej ulicy, ale na Podolszycach, w pobliżu banku PKO BP, pozostały tylko dwa billboardy, które mają pozwolenie, pozostałe zniknęły. To przykład sytuacji, w której ci, którzy mieli więcej nośników, skupiają się tylko na legalnych.

Całkiem blisko, wzdłuż Wyszogrodzkiej – widać to z McDonalda i stacji Orlenu – billboardy jednak wciąż stoją. Są przedmiotem naszego postępowania. W ogóle, jeśli chodzi o billboardy, to spotykamy się z twierdzeniami, że jeśli nie są związane z gruntem, to takie można było kiedyś stawiać bez przeszkód. A przez to wciąż są legalne. My uważamy inaczej – osadzenie w betonowym fundamencie nie powoduje, że nośnik nie jest związany z gruntem.

Kolejne charakterystyczne miejsce. Rzuca się w oczy brak reklam na większej części dość pokaźnego ogrodzenia Nowatora na skrzyżowaniu al Piłsudskiego i Otolińskiej.

– To prawda, choć kilka sztuk jeszcze pozostało [patrz – zdjęcie]. Wydaliśmy już decyzję o ich usunięciu, to kwestia tygodni, kiedy powinny zniknąć.

Aby być sprawiedliwym, wspomnę, że są też opinie, i jest ich wcale niemało, że miasto pod względem porządkowania reklam zmienia się zbyt wolno.

– Staramy się działać dokładnie, precyzyjnie. Powtórzę, że każdy billboard, każda reklama to oddzielna sytuacja, zapoznajemy się z archiwaliami, dokumentami, które wymagają interpretacji. Wszystko musi być sprawdzone, bo trzeba się liczyć z możliwością zaskarżenia. Tak stało się w przypadku jednego z operatorów, właścicieli billboardów, którzy zaskarżyli uchwałę. Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę, teraz w drugiej instancji zajmuje się nią Naczelny Sąd Administracyjny. To po pierwsze. A po drugie – najpierw chcemy zrobić porządek z dużymi reklamami. Po to, żeby było widać efekt.

Podsumowując – robota absolutnie nie jest wykonana, nie kończymy jej.

To teraz ja podam przykład – wyklejone reklamami pawilony wzdłuż al. Kobylińskiego, począwszy od skrzyżowania z Bielską.

– To dobry przykład. One nie mogą tak wyglądać. Pracy przy odsłanianiu budynków, krajobrazu jest jeszcze multum.

Rozmawiał Arkadiusz Adamkowski

* UCHWAŁA KRAJOBRAZOWA

„W uchwale jest m.in. zakaz wieszania banerów reklamowych na ścianach budynków, ogrodzeniach i balustradach balkonów, wyklejania całych witryn sklepowych. Wiadomo też, jakie są minimalne odległości między billboardami. Kolejna zasada odnosi się do szyldów reklamowych dotyczących konkretnej działalności, umieszczanych na budynkach. Chodzi m.in. o sklepy określonych branż, działalność biurową, gastronomiczną” – pisaliśmy w „Gazecie Płockiej” dwa miesiące temu.

** TRZY STREFY

Miasto jest trzy strefy, w każdej obowiązują inne zasady:

  1. Strefa zabytkowa, staromiejska ze Starym Miastem i osiedlem Kolegialna, ale nie tylko. Od południa zaczynała się od nabrzeża Wisły, od wschodu – od al. Kilińskiego, od północy jej granicami były al. Jachowicza i Kobylińskiego, a na zachodzie najdalej sięgała do ujścia Brzeźnicy do Wisły.
  2. Blokowiska, tereny z przewagą budownictwa wielorodzinnego: Miodowa, Łukasiewicza, Tysiąclecia, Międzytorze, Wyszogrodzka, Podolszyce, Kochanowskiego, Dworcowa, Skarpa. Uwaga: granice tej strefy nie pokrywały się w 100 proc. z granicami osiedli.
  3. Reszta Płocka – np. Imielnica, Borowiczki, Trzepowo, cześć miasta na lewym brzegu Wisły.

Mnóstwo informacji na temat uchwały krajobrazowej – na stronie internetowej urzędu miasta >>

Na zdj.: ogrodzenie Nowatora na skrzyżowaniu al. Piłsudskiego i Otolińskiej; zostało tu jeszcze kilka reklam, ale miasto wydało już decyzję o ich usunięciu

Kategoria: News

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl