Kontuzja w piątek, diagnoza dopiero we wtorek. Szokująco-gorzkie słowa trenera Misiury o opiece lekarskiej nad piłkarzami Wisły

Na stronie klubowej ich nie znajdziecie. Tych też nie: „Posiłkujemy się wizytami w Warszawie i w innych miastach dzięki gościnności klubów Ekstraklasy”.

Przypominamy: to tekst o drużynie, która jeszcze w piątek, a wcześniej przez kilka tygodni, była liderem najwyższej klasy rozgrywkowej w polskiej piłce nożnej.

Niespodziewane słowa padły podczas konferencji prasowej po piątkowym meczu z Jagiellonią Białystok. Po całkiem niezłej grze nafciarze przegrali, mimo że z niedawnym mistrzem Polski i regularnym europucharowiczem rywalizowali jak równy z równym. O wyniku zdecydowała jedna akcja zakończona rzutem karnym po odgwizdanym dopiero po wideoweryfikacji faulu na Jesusie Imazie.

Kibice, którzy nie odsłuchali zapisu konferencji na YouTubie, a tylko poprzestali na relacji spisanej przez klubowe media, nie dowiedzieli się, co w chwili szczerości powiedział trener Mariusz Misiura.

– Nie lubię mówić o tym, co się dzieje wewnątrz w klubie, ale… – zwrócił się do dziennikarzy. – … ale jeśli zawodnik ma kontuzję, to nie możemy czekać aż lekarz będzie miał czas za dwa czy trzy dni, żeby go zobaczyć. Musimy znaleźć rozwiązanie, jak to zrobić, żeby po kilku godzinach znać diagnozę i mieć wiedzę, kiedy będzie zdolny do gry czy treningu.

Od dłuższego czasu mamy sytuacje trudne

Misiura przyznał, że jest „pod wrażeniem pracy dyrektora, który czasem dwoi się i troi, żeby zawodnik poznał diagnozę czy to w Warszawie, czy w jakimś innym mieście. Nadmienił, że tak jak drużyna robi postęp na boisku, tak jest on konieczny także „w innych obszarach, na pewno medycznym, bo diagnozy, czas, w którym wraca się do zdrowia, muszą być szybsze. Patrzymy jak zawodnicy z podobnymi urazami wylatują w innych zespołach przez kontuzje i po jakim czasie wracają, a jak to się dzieje u nas. To pozostawia coś do życzenia”.

W ciepłych słowach szkoleniowiec wypowiadał się o klubowych fizjoterapeutach – „też dają z siebie wszystko, poświęcają bardzo dużo czasu zawodnikom”. Co do żali, wyjawił, że chodzi mu „o firmę zewnętrzną, z którą współpracujemy, z którą od dłuższego czasu mamy sytuacje trudne, kiedy np. wiemy z góry, że lekarz może nas przyjąć we wtorek albo w czwartek w jakichś godzinach, gdy zawodnik wypada z gry np. w piątek”.

W samym Płocku jesteśmy w tym temacie ograniczeni

Mariusz Misiura nawiązał do meczu z Jagiellonią. – Mamy piątek wieczór i wypadł Jime. Z moich informacji wynika, że lekarz może go zobaczyć dopiero we wtorek. Wiem, że to trudna sytuacja, wszyscy mocno pracujemy, by to zmienić, ale wydaje się, że w samym Płocku jesteśmy w tym temacie ograniczeni. Te same problemy mają piłkarze ręczni i to nie jest nic nowego – mówił trener. Powtórzył: – Dlatego posiłkujemy się wizytami w Warszawie i w innych miastach dzięki gościnności klubów Ekstraklasy. Jest dużą zasługą prezesa czy dyrektora, że stają na głowie, żeby tak było.

I znów odniesienie do spotkania z Jagiellonią: – Gramy na naprawdę wysokim poziomie, toczymy momentami bój jak równy z równym, jednak w przebiegu meczu zmiany sprawiły, że to Jagiellonia wygrała. Nie mieliśmy na pozycjach, głównie na „9”, zawodników, którzy mogliby wejść i zmienić obraz meczu. Jeśli nasz gracz czuje dyskomfort, ból, dziś mogę bazować tylko na jego opinii, na zaufaniu do niego, bo lepszą informację będę miał dopiero w ciągu kilku dni…

Kategoria: News, Sport

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl