Jarosław WaneckiJarosław Wanecki
CZAS WYTCHNIENIA

Od Troi do Płocka. Czy warto, by mury rosły? Jedyne, co z nich pozostanie to wakacyjna atrakcja

Od niepamiętnych czasów ludzie oznaczają swoje terytoria. Na wiele sposobów.

Dawniej popularne były słupy, kopce, krzyże, znaki na drzewach i kamieniach, płoty i zasieki. Warowne twierdze z linią baszt w wysokim murze, barbakanem czy głęboką fosą wokół, chroniły średniowieczne grody przed wrogim zajazdem. Ich ślad został w herbach z otwartymi bramami, symbolicznie zapraszając gości.

Współczesne bariery budowane w celu ograniczenia przemytu, nielegalnej imigracji i handlu ludźmi, to tysiące kilometrów zabezpieczeń granicznych. Najdłuższe oddzielają Stany Zjednoczone od Meksyku i Indie od Bangladeszu. Informacja, że od początku XXI wieku, mury wokół nas rosną, niczym w ostatnim refrenie pieśni Jacka Kaczmarskiego, zaskakuje, łącząc stary i nowy świat lęków.

Wakacyjne chodzenie po murach, wokół murów jest atrakcją setek miejsc pod różnymi szerokościami geograficznymi.

Czasem są to tylko rozsypujące się ruiny, ale nierzadko przecież fortyfikacje zachowały się w doskonałym stanie lub zostały pieczołowicie odrestaurowane. Od XIII wieku także nasze miasto było obwarowane drewniano-ziemnymi konstrukcjami. 675 lat temu księstwo płockie przyłączono do Polski, stąd decyzja Kazimierza Wielkiego o budowie murów nie zaskakuje, wpisując się w trendy średniowiecznej architektury i obronności.

Z biegiem lat wymagały one jednak kosztownych napraw, a osuwiska skarpy przyczyniły się do znacznych zniszczeń. Po potopie szwedzkim rozpoczęło się powolne wyjmowanie cegieł, a strażnice adaptoano do innych celów niż obronne. W 1803 roku władze pruskie zarządziły ich całkowitą rozbiórkę. Z niespełna dwóch kilometrów dziewięciometrowej zapory na kamiennym fundamencie o grubości co najwyżej dwóch kroków, zostały w Płocku tylko fragmenty obok dawnej bramy Bielskiej oraz na rogu ulic Okrzei i Zduńskiej. Na przestrzeni obwarowań biegnących po płaskim terenie rodzime fortyfikacje poprzedzone były prawdopodobnie czterometrowej głębokości fosą i dodatkowym wałem.

Najsłynniejsze „miejsce po twierdzy” znajduje się obecnie w Turcji. Przenosi nas tam „Iliada” Homera, gdzie półtora wieku temu archeolodzy odkopali mitologiczną Troję. Między miastem króla Priama zbudowanym boską siłą Apolla i Posejdona, rzeką Skamander i obozowiskiem sił zjednoczonych pod wodzą Agamemnona, rozgrywał się epos o obleganiu i zdobywaniu murów za wszelką cenę. Zmagania zakończyły się podstępem Odysa. Koń z drzewa jodłowego, skonstruowany przez Epejosa, wjechał przez otwarte bramy Troi i stał się symbolem jej upadku. A gdy nie pozostał już kamień na kamieniu, losy zwycięzców potoczyły się źle. Czy warto było zatem bić w trojański mur przez dziesięć lat? Czy warto, by mury rosły?

Jarosław Wanecki

Prezes Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru, lekarz

Kategoria: Komentarze, opinie, analizy, News

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl