Doda na tyle rozgrzała social media, że sam prezydent pojechał do schroniska dla zwierząt kręcić lajfa. Sprawa będzie miała ciąg dalszy

Wiele kanałów informacyjnych, setki komentarzy, odezwał się nawet poseł Litewka ze Śląska… Burzę wokół schroniska dla bezdomnych zwierząt w Płocku słychać daleko poza granicami miasta.

Kłótnia po raz kolejny odsłoniła spór o warunki jakie tego typu placówki powinny zapewniać psom i kotom i w ogóle o standardy opieki nad zwierzętami.

Ta historia zaczęła się już jakiś czas temu, ale tempa nabrała przed kilkoma dniami. W czwartek, 22 stycznia schronisko tak, „z całego serca”, dziękowało na Facebooku wszystkim darczyńcom za wsparcie rzeczowe:

„W czasie ciężkiej, wymagającej pogody szczególnie mocno odczuwamy, jak wielką siłą jest ludzka życzliwość. Tym bardziej wzrusza nas fakt, że nie musieliśmy nawet prosić o pomoc – ona przyszła sama, spontanicznie, od ludzi o naprawdę wielkich sercach”.

Autor wpisu oznaczył w nim firmę Zew Natury i Dodę.

„Dzięki Państwa dobroci – kontynuuje – nasi podopieczni otrzymali wysokiej jakości karmę oraz karmę specjalistyczną, tak ważną dla zdrowia zwierząt, a także słomę, budy, wodoodporne posłania i materiały do termoizolacji, które pomagają przetrwać zimno. Ogromnym wsparciem okazały się również ubranka dla psów, koce, ręczniki, dywany, wykładziny, palety oraz miski – wszystkie te dary realnie poprawiają codzienny komfort i bezpieczeństwo zwierząt w schronisku. (…) Dziękujemy za empatię, otwartość i serce włożone w pomoc. Realnie przyczyniacie się do tego, by nasi podopieczni mieli cieplej, bezpieczniej i spokojniej”.


Tymczasem od początku tygodnia w mediach społecznościowych zaczęły krążyć zdjęcia (podobno sprzed paru lat) i relacje sugerujące, że zwierzęta przebywają w nieodpowiednich warunkach, szczególnie w czasie siarczystych mrozów. Pojawiły się konkretne zarzuty nieodpowiedniego ocieplenia boksów, ograniczania dostępu wolontariuszy, niewystarczającej reakcji na pomoc z zewnątrz.

Spór szybko przestał być lokalny. Włączyły się osoby publiczne.

Jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci, które zabrały głos jest Dorota Rabczewska – Doda. Nie przebierając w słowach, podzieliła się swoim rozczarowaniem, że przekazała schronisku dary – m.in. materiały termoizolacyjne – a nie zostały one od razu wykorzystane. Jej emocjonalny głos podgrzał atmosferę wokół schroniska. Piosenkarka dała schronisku dwa-trzy dni na reakcję na jej emocjonalny głos i m.in. ocieplenie bud.


Na zarzuty odpowiedziały władze Płocka. Prezydent Andrzej Nowakowski specjalnie podjechał do jaru Brzeźnicy, by razem z szefową schroniska Martą Krasuską nagrać wideo na żywo, pokazać boksy, budy, zaplecze weterynaryjne. – Jesteśmy otwarci na kontrole i wizyty. Każdy może zobaczyć, w jakich warunkach przebywają zwierzęta – zapewniał. Odniósł się też do zarzutów dotyczących wolontariatu, wskazując, że czasowe ograniczenia są związane z trwającymi pracami technicznymi i że wolontariat w najbliższym czasie powróci. Poza tym umowę z wolontariuszami podpisuje spółka prowadząca schronisko, a nie ono samo.

Głos zabrała również Marta Krasuska. Wyjaśniała, że słoma jest zimą lepszym izolatorem niż koce czy kołdry, które łatwo chłoną wilgoć. Tłumaczyła też, że niektóre dary – jak folie termoizolacyjne – wymagają bezpiecznego i fachowego montażu, aby nie stanowiły zagrożenia dla zwierząt. Wcześniej opublikowała w social mediach obszerne stanowisko:


Kłótnia rozlała się poza granice miasta, uaktywnili się przeciwnicy i zwolennicy szefostwa schroniska, na koniec do sprawy odniósł się również poseł Nowej Lewicy Łukasz Litewka, zaangażowany w kwestie ochrony zwierząt. „Dzięki za konstruktywną rozmowę z zarządem schroniska w Płocku. Za uderzenie się w pierś, chęci i całkowitą deklarację współpracy. Za otwarcie schroniska dla bezinteresownej pomocy dla zwierząt” – napisał.

Schronisku odpowiedziała też Doda. Po wtorkowej rozmowie z jego szefową poinformowała, że w ciągu dwóch-trzech dni płocka placówka zainstaluje maty, a poza tym przyjmuje propozycję zastosowania metody ocieplania bud metodą piankową. „Ludzie tam jadą, zobaczą, zweryfikują” – dodała.


Spór wokół Płocka toczy się w szczególnym kontekście. Niedawna afera związana ze schroniskiem „Happy Dog” w Sobolewie – zakończona jego zamknięciem po ujawnieniu rażących zaniedbań – sprawiła, że opinia publiczna jest wyjątkowo wyczulona na sygnały o nieprawidłowościach w podobnych placówkach.

To właśnie ten kontekst sprawia, że emocje są tak silne, a każda ze stron interpretuje działania drugiej z dużą nieufnością. Tym razem rykoszetem oberwał Płock, którego placówkę próbuje się zaliczyć do „patoschronisk” czy „schronisk z szemraną reputacją”. Choć wiele można w niej pewnie poprawić, np. współpracę z wolontariatem, być może także warunki, to są to słowa w dużej mierze (a nawet zdecydowanie) na wyrost. Trudno się zgodzić na stawianie płockiego schroniska w jednym szeregu np. z tym w Sobolewie. Nie ulega przy tym wątpliwości, że takie wstrząśnięcie opinią publiczną – niestety, czasem bolesne i niesprawiedliwe – też ma swoje plusy, na pewno skorzystają na tym zwierzaki.

Zresztą, „zobaczymy, ludzie tam jadą, zobaczą, zweryfikują”.

Na zdj.: Andrzej Nowakowski i Marta Krasuska. Fot. Facebook

Kategoria: Miasto, News

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl