Jarosław WaneckiJarosław Wanecki
NASTĘPNY PROSZĘ

Książka pozwala na więcej niż jedno życie, wydłużając czas, zanim odprawią nad nami Dziady

Po raz piętnasty odebrałem telefon z Książnicy Płockiej z zaproszeniem do Narodowego Czytania. Tym razem wybrano „Dziady” Adama Mickiewicza, lekturę równie kochaną, jak i znienawidzoną przez kolejne pokolenia maturzystów.

(na zdjęciu powyżej Narodowe Czytanie 2026 w Książnicy Płockiej – wielu Płocczan przyszło w sobotnie popołudnie do jej ogrodu przy ul. Kościuszki)

Niestety zaplanowany wcześniej urlop uniemożliwił mi powrót do romantycznego dzieła, które stało się w 1998 roku kanwą obrzędu guślarskiego, odprawionego w Domu Darmstadt przez grupę młodych, a dziś już, co najmniej dojrzałych, lekarzy. Wówczas i jak mniemam także teraz, poszczególne kwestie przerwą chóralne wołania „ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…”. Lubię tę frazę niepokoju o przyszłość i przyznam szczerze, jestem bardzo ciekaw, kto wcieli się w poszczególne role. Jednocześnie cieszę się, że nie zagram Doktora, wspierającego rosyjski aparat represji, rażonego w III części piorunem.

W zamyśle narodowych czytań jest przekonanie, że zbudują wspólnotę wokół polskiej literatury. Inicjatorzy upatrują w corocznych maratonach skutecznej promocji czytelnictwa, które odchodzi w tradycyjnej formie do lamusa. Rozmawiając jednak w gabinecie z uczniami szkół średnich, nie mam złudzeń, że zainteresowanie książką przegrywa z pasją gry, stającej się, według badań, formą rozrywki popularniejszą nawet od muzyki. W tym kontekście intrygują amerykańskie doniesienia, że czytanie wydłuża życie i przypomina trening na siłowni.

Tomasz Zbrzezny, znany płocki filozof i bibliofil, prowadzący razem z żoną projekt „Głośne czytanie nocą” w Młodzieżowym Domu Kultury, przekonuje od wielu lat, że sensowne składanie liter i zdań, jest pracą. W tym właśnie duchu zmierzają także wnioski naukowców z Uniwersytetu w Yale, którzy zalecają wyznaczanie sobie celu czytelniczego i co za tym idzie, koncentrację na liczbie przeczytanych stron. Podobnie jak kulturyści, którzy interwałowo zwiększają zakres swoich ćwiczeń, zakochani w słowach, mogą czuć się lepiej, gdy czytają coraz więcej i więcej…

W każdej teorii są jednak pułapki, bo czy w takim sportowym podejściu do lektur, ma jakiekolwiek znaczenie ich jakość, czy tylko ilość przekartkowanych stron lub odłożonych z dumą egzemplarzy. Łatwo wpaść w natręctwa, których ze zdrowiem bym już nie kojarzył. Pasja, a nawet rytuał to jednak co innego niż kolejny „-holizm”, nawet wówczas, gdy zdefiniujemy go, jako pozytywne uzależnienie od dotykania, wąchania i układania książek, połączonego z rozwojem wyobraźni i słownictwa.

Jedno jest w moim przekonaniu pewne. Niezależnie od tego, jakie guślarskie obrzędy będziemy odprawiać nad literaturą, wymaga ona wysiłku związanego z nauką czytania we wczesnym dzieciństwie. Nawyk, osiągany w amerykańskiej publikacji poprzez trening, to nic innego niż codzienne czytanie przed snem, odpoczynek z bohaterami wielkiej prozy, przyswajanie biografii, pokochanie reportażu, ucieczka w świat fantasy i rozwiązywanie skandynawskich zagadek kryminalnych.

Książka pozwala na więcej niż jedno życie, wydłużając czas, zanim odprawią nad nami Dziady.

Jarosław Wanecki

Lekarz, prezes Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru

Kategoria: Komentarze, opinie, analizy, Kultura, News

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl