Marcin Siwek: Chcieliśmy zrobić krok dalej, ale… Dostaliśmy ważną lekcję. Mocno wybrzmiało, że plaża nad Wisłą to DNA festiwalu [ROZMOWA]

A może to miasto i partnerzy się przestraszyli tak zdecydowanej reakcji w sieci i powrót na plażę na was wymusili? – Nie było żadnego wymuszania. To była spokojna rozmowa partnerów, którzy wspólnie uznali, że warto wsłuchać się w głos uczestników.

ROZMOWA Z MARCINEM SIWKIEM

Arkadiusz Adamkowski: I po co to panu było?

Marcin Siwek, pomysłodawca i współorganizator Polish Hip-Hop Festivalu: – Szczerze? Chcieliśmy zrobić krok dalej. Po 11 edycjach zaczęliśmy bardzo mocno myśleć o nowym etapie PLHHF. O nowej, innej produkcji, nowym doświadczeniu festiwalowym i bardziej miejskim formacie wydarzenia. Bardzo wierzyliśmy w ten kierunek. Jednocześnie ta sytuacja pokazała nam też ogromną siłę emocjonalnego przywiązania ludzi do plaży nad Wisłą. I to też była dla nas ważna lekcja.

PÓŁ CZWARTKU I PÓŁ PIĄTKU, CZYLI… PRZEZ DOBĘ FESTIWAL BYŁ NA STADIONIE

Zacznijmy od początku. W czwartek ogłosiliście i jeszcze w piątek do wczesnego popołudnia utrzymywaliście, że decyzja o zmianie lokalizacji – z plaży na stadion – była „efektem dłuższego procesu i świadomego planowania zmian”. Kiedy po raz pierwszy pomyśleliście, że PLHHF powinien wyprowadzić się po dekadzie z plaży?

– To dojrzewało w nas od dłuższego czasu. Nie było jednej konkretnej daty czy jednej rozmowy. Coraz częściej czuliśmy, że produkcyjnie i infrastrukturalnie dochodzimy do pewnych ograniczeń. Plaża ma niesamowity klimat, ale jednocześnie praktycznie każdego roku musimy budować całe wydarzenie od zera.

A kiedy o przeprowadzce zdecydowaliście ostatecznie? To była wasza autonomiczna decyzja? Czy wspólna – razem z partnerami, miastem?

– Zdecydowaliśmy po wielu analizach, wizjach lokalnych i rozmowach z partnerami. To był świadomy proces, a nie spontaniczna decyzja. Wypracowaliśmy to wspólnie z partnerami projektu, analizowaliśmy na wielu poziomach. Rozmawialiśmy o różnych wariantach festiwalu w tym roku.

Dlaczego uznaliście, że plaża nad Wisłą nie jest już idealnym miejscem dla festiwalu? Postanowiliście poświęcić ją dla Urban Takeover? Co to w ogóle jest to Urban Takeover? I naprawdę nie da się go pogodzić, połączyć z plażą?

– Urban Takeover miał być symbolem nowego etapu PLHHF. Bardziej miejskiego, bardziej nowoczesnego, mocniej osadzonego w tkance miasta. Nie chodziło o „poświęcenie” plaży, tylko o próbę budowy nowego formatu wydarzenia. Szukaliśmy nowego doświadczenia dla uczestników i nowej jakości produkcyjnej.

A klimat, jedyna taka atmosfera w Polsce? Nie szkoda było?

– Oczywiście, że szkoda. I właśnie reakcja ludzi bardzo mocno nam pokazała, jak ważnym miejscem dla społeczności PLHHF pozostaje plaża nad Wisłą. Sami też jesteśmy emocjonalnie związani z tym miejscem.

Wspominał pan, że początkowo zastanawialiście się nad elewatorami na Radziwiu, mówił ogólnie o kolejnych miejscach jako ewentualnych lokalizacjach dla imprezy. Jakich?

– Analizowaliśmy różne kierunki. Bardziej industrialne, bardziej miejskie, bardziej eventowe. Szukaliśmy miejsca, które pozwoliłoby rozwinąć festiwal organizacyjnie i produkcyjnie.

Czy np. lotnisko też wchodziło w grę?

– Rozważaliśmy różne warianty, ale nie chciałbym dziś wchodzić w szczegóły wszystkich analizowanych lokalizacji.

Co takiego zauroczyło was na stadionie, że tam postanowiliście przenieść imprezę?

– Przede wszystkim możliwości organizacyjne. Większa kontrola nad produkcją, logistyką, bezpieczeństwem, dostępnością dla osób z niepełnosprawnościami. Stadion dawał nam możliwość zbudowania dużo bardziej uporządkowanego wydarzenia.

Co wyjątkowego, odjazdowego planowaliście tam zorganizować?

– Chcieliśmy zbudować bardziej immersyjny, miejski format wydarzenia. Mocniej pracować przestrzenią, scenografią, strefami partnerów i experience’em wokół samego festiwalu. Bardziej „urban” niż klasycznie festiwalowo.

Festiwale hip-hopowe są gdzieś organizowane na stadionach?

– Tak, takie formaty funkcjonują zarówno w Polsce, jak i za granicą. Hip-hop dawno wyszedł poza klasyczne schematy koncertowe i festiwalowe.

Jak zareagowali na tę zmianę – z plaży na stadion – artyści?

– Bardzo dobrze. Wielu artystów i managementów widziało w tym świeży kierunek i potencjał do stworzenia nowego doświadczenia koncertowego.

Co z główną płytą stadionu? I trybunami? Miały być wyłączone z festiwalu?

– Sama infrastruktura stadionowa miała pełnić głównie funkcję organizacyjną i logistyczną. Główna część wydarzenia planowana była wokół stadionu i terenów przyległych. Stadion to dom piłkarzy nożnych i nie chcieliśmy ingerować w te przestrzenie przed startem rozgrywek, tak, aby pierwszy zespół miał komfort przygotowania się do startu Ekstraklasy.

Czy planowaliście pole namiotowe?

– Analizowaliśmy różne rozwiązania organizacyjne związane z noclegami i infrastrukturą towarzyszącą. A samo pole namiotowe miało pozostać w nowej lokalizacji nad Wisłą.

Czy dobrze odczytuję nieaktualną już dziś, w piątek po południu, stadionową mapę? Scena main stage miała być skierowana w stronę Orlenu? A mniejsza scena w kierunku budynku politechniki? Publiczność miała się bawić pośrodku, tam, gdzie jest duży parking?

– Tak projektowaliśmy przestrzeń, żeby maksymalnie ograniczyć potencjalne niedogodności dla mieszkańców i świadomie pracować kierunkiem nagłośnienia. Dlatego scena główna miała grać w kierunku Orlenu a mniejsza scena w stronę stadionu, a nie politechniki.

Mieszkańcy pobliskich osiedli zdążyli podobno napisać petycję z żądaniem wycofania festiwalu ze stadionu. Jak chcieliście ich przekonać, że przez trzy dni nie będą narażeni na głośne dźwięki docierające ze stadionu?

– Rozumieliśmy te obawy i absolutnie ich nie lekceważyliśmy. Dlatego przygotowaliśmy rozwiązania mające ograniczyć wpływ wydarzenia na okolicę. Natomiast finalnie bardzo mocno wybrzmiał również głos uczestników związanych emocjonalnie z plażą.

A parkingi? Mieszkańcy niedalekich bloków protestują już podczas meczów – narzekają, że nie mają gdzie zaparkować na swoim osiedlu, mimo że te wydarzenia trwają ledwie parę godzin.

– To również był temat analizowany organizacyjnie. Chcieliśmy przygotować dodatkowe rozwiązania komunikacyjne i parkingowe. Zasadniczo mieliśmy je już gotowe do zakomunikowania.

Pojawiły się też głosy ludzi obawiających się reakcji zwierzaków z praktycznie sąsiadującego ze stadionem schroniska…

– Rozumiemy te emocje i dlatego bardzo poważnie analizowaliśmy ten temat. Nigdy nie chcieliśmy robić niczego kosztem mieszkańców czy zwierząt.

Najostrzej zareagowali jednak sami fani hip-hopu. Część spośród tych, którzy już kupili karnety, a niektórzy nawet zarezerwowali noclegi, zapowiedziała, że nie przyjedzie na stadion i będzie się domagać zwrotu pieniędzy. Oni byli przekonani, że kupują wejściówki na plażę, a nie na stadion. Zwrócilibyście im kasę?

– Oczywiście, opracowaliśmy możliwości zwrotu biletów dla tych, u których pojawił się błąd systemowy na bilecie z podaną lokalizacją plaży. Po decyzji o powrocie na plażę temat przestał istnieć. Natomiast wcześniej analizowaliśmy indywidualnie wszystkie przypadki związane z początkiem sprzedaży i błędem systemowym operatora.

A czemu tak późno, dopiero w tym tygodniu, poinformowaliście o stadionie? Padają zarzuty, że celowo zbyt wcześnie nie chcieliście zrazić jakiejś części potencjalnych nabywców karnetów, a pierwsze takie info nieprzypadkowo opublikowaliście 1 kwietnia, w prima aprilis. Zostało potraktowane jako żart, a wy mieliście wymówkę, że news poszedł już przecież w świat wcześniej…

– Nie było żadnej gry ani próby manipulacji, publikacja 1 kwietnia to był klasyczny teaser i zajawka kierunku świadomie zaplanowana na ten dzień. Po prostu bardzo długo pracowaliśmy nad nową koncepcją wydarzenia i chcieliśmy mieć wszystko dopięte organizacyjnie przed oficjalnym komunikatem.

Szczerze – spodziewaliście się tak zdecydowanej reakcji bywalców PLHHF?

– Spodziewaliśmy się emocji, ale skala reakcji bardzo mocno pokazała nam, jak silną częścią tożsamości PLHHF pozostaje plaża nad Wisłą.

OD PIĄTKOWEGO POPOŁUDNIA – FESTIWAL ZNÓW NA PLAŻY

W piątek po południu poinformowaliście, że przywracacie ustawienia fabryczne, czyli jednak rezygnujecie ze stadionu, wracacie na plażę. W związku z tym jeszcze tylko kilka ostatnich pytań. Pierwsze: ono już raz padło, ale zadam je ponownie: to była wasza autonomiczna decyzja czy wspólna – z partnerami i urzędem miasta?

– To też była, podobnie jak i ta pierwsza, wspólna decyzja wypracowana po rozmowach z partnerami i analizie całej sytuacji.

Co przeważyło szalę?

– Głos ludzi. Bardzo mocno wybrzmiało, jak ważną częścią historii i DNA PLHHF pozostaje plaża nad Wisłą.

A może miasto się przestraszyło tak zdecydowanej reakcji w sieci i wam zmianę lokalizacji zasugerowało (nie chcę mówić: wymusiło)? Tym bardziej, że już zaczęły się w tej sprawie pojawiać pierwsze głosy polityków.

– Nie. Nie było żadnego wymuszania. To była spokojna rozmowa partnerów, którzy wspólnie uznali, że w tym momencie warto wsłuchać się w głos uczestników.

W oświadczeniu padają mocne słowa. Piszecie: Widzimy, jak ważną częścią historii PLHHF jest dla Was plaża nad Wisłą i jak mocno identyfikujecie z nią ten festiwal. Wsłuchaliśmy się w ten głos. (…) Jeżeli poczuliście się zdezorientowani albo odebraliście całą sytuację inaczej niż chcieliśmy, to po prostu przepraszamy”… Jak dziś, z perspektywy czasu ocenia pan pomysł z przeprowadzką na stadion?

– Nadal uważam, że kierunek rozwoju, o którym myśleliśmy, był ciekawy i miał ogromny potencjał. Ta sytuacja pokazała nam jednak bardzo wyraźnie, że rozwój festiwalu trzeba prowadzić razem z ludźmi, którzy tworzą tę społeczność od lat.

Zdążycie z przygotowaniem imprezy na plaży?

– Tak. Wracamy do przestrzeni, którą bardzo dobrze znamy organizacyjnie.

Ilu będzie się bawić na niej osób?

– Zakładamy frekwencję porównywalną do poprzednich edycji PLHHF.

Rozmawiał Arkadiusz Adamkowski

Na zdj.: Marcin Siwek. Arch. prywatne

Kategoria: Kultura, News

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl