Jarosław WaneckiJarosław Wanecki
NASTĘPNY PROSZĘ

Czy nam się to podoba, czy nie, system ochrony zdrowia potrzebuje dziś pomocy lekarzy-cudzoziemców

Przynajmniej do czasu, gdy szansę na skrócenie kolejek dadzą absolwenci kilkudziesięciu wydziałów lekarskich, którzy pracę podejmą za kilka lat.

Kiedy w przychodni i szpitalu spotykamy lekarza lub pielęgniarkę mówiących z dziwnym akcentem, przekręcających polskie słowa, a od czasu do czasu różniących się kolorem skóry, zastanawiamy się, czy trafiliśmy pod dobry adres. Podobne myśli mogą przyjść do głowy chorym w innych krajach, którym pierwszej pomocy udzielają Polacy.

Polska niezmiennie znajduje się w czołówce państw kształcących medyków dla systemów ochrony zdrowia za granicą. Najpopularniejszymi kierunkami emigracji absolwentów znad Wisły i Odry są Niemcy, Szwajcaria, Szwecja i Kanada.

Najpierw kilka liczb. W 38 krajach należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) pracuje – zgodnie z tegorocznym raportem – ponad 830 tys. lekarzy i prawie 2 mln pielęgniarek. Wynika z tego, że nawet co czwarty lekarz urodził się i uczył medycyny poza państwem, w którym przyjmuje pacjentów.

Są kraje, które w praktyce nie kształcą własnych kadr i bardzo chętnie zatrudniają cudzoziemców, nie ponosząc kosztów prowadzenia uczelni. Skrajnym przykładem jest Luksemburg, gdzie 100 proc. personelu uzyskało swoje dyplomy za granicą. Do ścisłej czołówki należą Norwegia i Szwecja, traktowane przez Polaków jako niezwykle przyjazne miejsca pracy.


Dominującym regionem, z którego pochodzą lekarze i pielęgniarki, świadczący swoje usługi w obszarze OECD, jest Azja. W rankingach nie brak jednak także polskich lekarzy. Do 2020 roku z Polski wyjechało 16 tys. specjalistów, głównie do Niemiec, ale także do Szwecji, gdzie moje koleżanki i moi koledzy po fachu stanowią najliczniejszą grupę udzielającą pomocy na drugim brzegu Bałtyku.

W zamian do Polski przyjeżdżają cudzoziemcy. Według szacunkowych danych w latach 2010-2022 wzrost chętnych do pracy w naszym kraju wyniósł 130 proc. Najczęściej należą do nich obywatele Ukrainy, Białorusi i Rosji. W trosce o weryfikację ich umiejętności i znajomość języka polskiego na poziomie dobrej komunikacji samorząd lekarski od lat zabiega o ścieżkę nakazującą nostryfikację dyplomów spoza Unii Europejskiej. Nie wszyscy podzielają to zdanie.


Tymczasem w listopadzie w Centrum Dydaktycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zakończył się Światowy Zjazd Polonijnych Środowisk Medycznych „Save a life”, którego głównym założeniem była promocja dobrych praktyk w zakresie przedszpitalnego ratowania życia (BLS). Organizatorzy założyli, że algorytm podstawowych zabiegów resuscytacyjnych powinien łączyć ludzi, niezależnie od tego skąd pochodzą. Po raz pierwszy w wymianie doświadczeń wzięli zatem udział nie tylko lekarze polscy i polonijni, ale przede wszystkim pielęgniarki, położne i ratownicy medyczni.

Migracja medyków nie jest niczym nowym. Jej przyczyny, w różnych okresach historycznych, były bardzo podobne. Najczęstszymi powodami wyjazdu z Polski są rozwój zawodowy i ekonomia. Cudzoziemcy w polskich placówkach, pochodzący z biedniejszych stron świata lub obszarów wojny, mają tożsame motywacje.

Nie demonizujmy więc ich obecności, pamiętając jednocześnie o wentylach bezpieczeństwa, które powinien lekarzom i pacjentom zapewnić system ochrony zdrowia. Wówczas hasło „uratować życie” połączy ludzi ponad międzynarodowymi i zawodowymi podziałami.

Jarosław Wanecki

Lekarz, były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku

Fot. Freepik

Kategoria: News, Opinie, Zdrowie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl