„W razie szczęśliwego mego powrotu wolałbym zobaczyć Kochane Matczysko zdrowe, pogodne, rześkie…” – pisał do matki. Kilka dni później już nie żył

Nadjechała wojskowa ciężarówka, z której kolejno wyłaniali się mężczyźni. Poruszali się z wielkim trudem, przeszli kilkumiesięczne więzienie i śledztwo, a teraz mieli ręce drutem związane na plecach… Po latach codziennie mijamy miejscu ich mordu. Kim byli? Jakie były ich ostatnie słowa, o czym pisali w ostatnich listach?

W czwartek minęła 83. rocznica ich stracenia. Proponujemy naszym czytelnikom tekst „Egzekucje 18 września 1942 r. Płock, Bodzanów, Rościszewo”, pochodzący z najnowszego numeru „Biuletynu IPN” (9/2025, „Straty wojenne”). Jego autorem jest Waldemar Brenda.


Trzy miejscowości na północnym Mazowszu. W czasie wojny to były tereny wcielone do III Rzeszy, tzw. rejencja ciechanowska. 18 września 1942 r. historia Płocka, Bodzanowa i Rościszewa została jeszcze mocniej splątana tragicznym węzłem ludobójczej zbrodni.

Przed wybuchem II wojny światowej przy ul. Synagogalnej w Płocku mieszkało ponad 400 osób. Żydowskie sklepy i warsztaty cieszyły się dużym zainteresowaniem, m.in. ze względu na usytuowanie w pobliżu miejskiego centrum: kilka domów mód, wyroby tabaczne, sklepy spożywcze, galanteryjne i łokciowe. Oprócz tego kilka szkół religijnych.

To centrum żydowskiego Płocka zniknęło wkrótce po rozpętaniu wojny przez Rzeszę Niemiecką. Niemcy po rozpoczęciu okupacji w mieście najpierw utworzyli getto. W lutym i w marcu 1941 r. wysiedlili płockich Żydów, kierując ich do obozu w Działdowie, by w kolejnych etapach „ostatecznego rozwiązania” wymordować także i tę społeczność.

Płock: „Niech żyje Polska!”

18 września 1942 r. właśnie ten zakątek Płocka [okolice dzisiejszego placu 13 Straconych – red] stał się widownią kolejnej tragedii. Na ul. Synagogalnej od dłuższego już czasu trwały przygotowania do egzekucji. Postawiono szubienicę. Ściągnięto pracowników okolicznych zakładów i sklepów. Podobno część tłumu stanowili Niemcy, wśród nich – kobiety z dziećmi! Ta grupa „widzów” zdawała się traktować całe wydarzenie w kategoriach widowiska.

Łącznie kilka tysięcy osób. Polaków i Niemców. Dlatego, na wszelki wypadek, ustawiono kilka karabinów maszynowych wymierzonych w tłum i w szubienicę. Wreszcie wszystko było gotowe. Nadjechała wojskowa ciężarówka, z której kolejno wyłaniali się mężczyźni. Poruszali się z wielkim trudem – przeszli kilkumiesięczne więzienie i śledztwo, a teraz mieli ręce drutem związane na plecach. Antoni Szpiek, świadek wydarzenia, któremu zawdzięczamy ten opis, rozpoznał ks. Michała Serafina, proboszcza parafii w Wyszogrodzie. Ksiądz szeptał coś do pozostałych mężczyzn. Udzielał rozgrzeszenia? Ustawiono wszystkich pod szubienicą.

Volksdeutsch Walter Weber – z zawodu krawiec, pracownik gestapo, wykorzystywany przez niemieckie władze także jako tłumacz – odczytał „wyrok”, po czym wprowadzono zwiezionych Polaków na podest i zaczęło się zakładanie pętli. Według Szpieka do wykonania tej czynności zostały zmuszone osoby postronne. Ksiądz powiedział do robotnika, który miał mu założyć stryczek:

„Nie wahaj się, włóż, bo to nie twoja wina”.

Po chwili, gdy rozpoczął się najstraszniejszy moment egzekucji, ten sam skazaniec miał krzyknąć „Niech żyje Polska!”, co podobno próbowali podchwycić pozostali1.

Lista osób aresztowanych wiosną 1942 r. Krzyżykami oznaczono osoby skazane na śmierć i powieszone w czasie egzekucji w Bodzanowie, Płocku i Rościszewie, maszynopis z akt gestapo. Fot. z zasobu AIPN

Bodzanów: belka z przydrożnego krzyża

Najkrótsza droga z Płocka do Bodzanowa ma ok. 25 km. Leżąca nad rzeką Mołtawą miejscowość o małomiasteczkowej zabudowie – choć pozbawiona praw miejskich w okresie zaborów – w 1939 r. liczyła ponad 3 tys. mieszkańców. Bodzanów zawsze jednak stanowił ważny ośrodek administracyjny i handlowy w tej części Mazowsza. Gdy nadeszła niemiecka okupacja, także i tu na pierwszy ogień niemieckiego terroru poszła społeczność żydowska. Ale ofiarami represji byli także Polacy.

Dosyć dynamicznie rozwijała się tu konspiracja. Czy właśnie dlatego Bodzanów został wyznaczony na kolejne miejsce publicznej egzekucji w dniu 18 września 1942 r.? Najpierw żandarmeria nakazała sołtysom z okolicznych wiosek postawienie szubienic na placu targowym, obok ogrodzenia miejscowego cmentarza. Po południu spędzono mieszkańców. Następnie gestapo z Płocka przyprowadziło 13 Polaków przywiezionych do Bodzanowa z wyprzedzeniem; przetrzymywano ich w miejscowej szkole. Ręce z tyłu związane drutem, spuszczone głowy.

Pomnik 13 Straconych w Bodzanowie. Fot. Urząd Miejski w Bodzanowie. Fot. Miasto i Gmina Bodzanów

Wśród skazanych znajdował się kpr. Edward Gąsiorowski „Karol” z Bledzewa pod Sierpcem. Jego syn Tadeusz miał wtedy 10 lat i nie widział egzekucji. Ale po wojnie starał się dociec ostatnich chwil życia własnego ojca.

„Egzekucji dokonali przy ścianie miejscowego cmentarza od strony boiska szkolnego. Belką do wiązania pętli miał być przydrożny krzyż [z Bulkowa] dostarczony na miejsce kaźni”2.

Mężczyznom ustawionym pod szubienicą-krzyżem odczytano wyrok, a następnie nakazano sołtysom wytrącić im stołki spod nóg. Sołtys Bodzanowa Józef Szelągowski odmówił – został skatowany. Nie wyszedł już z tego. Zmarł kilka miesięcy później.

Dramatycznych momentów było ponoć więcej. Jeden ze skazańców, Zygmunt Benirowski, podczas zakładania pętli kopnął Niemca. W odwecie połamano mu nogi. Leonowi Kaliszowi z Sierpca zerwał się sznur. Tłum zaczął krzyczeć: „Niewinny!”3, ale na oprawcach nie zrobiło to wrażenia. Po chwili na szyi mężczyzny znalazła się nowa pętla…

Według Tadeusza Gąsiorowskiego wisieli na szubienicy „przez cały dzień, dopiero pod wieczór zwłoki przewieziono na żydowski cmentarz i tam legli w jednej mogile”. Z pewnością było to kilka godzin, jako że egzekucja miała miejsce po południu. Ponoć nocą na miejscu pogrzebania ofiar nieznana ręka położyła wieniec z napisem:

„Cześć bohaterom”.

Rościszewo: „Powieście i mnie…”

Rościszewo to wieś w powiecie sierpeckim. Siedziba gminy i parafia, jest i szkoła powszechna. Okolice znane z patriotyzmu i silnej konspiracji. W centrum miejscowości ładny dwór (zachował się do dziś) należący w 1939 r. do rodziny Ciechowskich. W listopadzie 1940 r. Wojciecha Ciechowskiego Niemcy wywieźli do Auschwitz i tam zamordowali. Także i w Rościszewie 18 września 1942 r. została dokonana masowa egzekucja.

Tego dnia w centrum wsi, niemal naprzeciw bramy wjazdowej do dworku, postawiono drewnianą konstrukcję, której przeznaczenie nie budziło wątpliwości. Na miejscu pełno było uzbrojonych żandarmów. Spędzono mieszkańców… Z urzędu gminy wyprowadzono kilku okolicznych sołtysów, zwołanych pod pretekstem narady. Wśród nich był sołtys wsi Lipniki o nazwisku Mazurowski. Wkrótce potem przyprowadzono 14 więźniów. W tłumie zgromadzonych dał się słyszeć szloch. Większość aresztantów była doskonale znana miejscowym. Sąsiedzi z okolicznych wiosek.

Tablica na pomniku w Rościszewie z nazwiskami powieszonych Polaków. Fot. Anna Wojnowska

Niemcy ustawili skazańców pod szubienicą. Nakazali podejść sołtysom i założyć im pętle na szyje… Bolesław Mazurowski pisał po 50 latach od tamtego wydarzenia, że jedną z ofiar był jego brat, Leopold Mazurowski. Czy to zostało zaplanowane, czy może przypadkiem się złożyło, że był on synem wezwanego do Rościszewa sołtysa.

„Ojca mojego gestapo zmuszało, ażeby powiesił swojego syna Leopolda […]. Ojciec powiedział, że »jak mi syna wieszacie, to powieście i mnie, bo więcej nie zostało mi życia« […]. Ojca mego pobili i wygnali z tego placu”.

Na miejscu egzekucji była obecna także matka Leopolda. Młodszy brat skazanego zapamiętał, że podczas egzekucji…

… „mama prześladowała [w znaczeniu: krzyczała, wyzywała – W.B.] ich od morderców […], mamie nic nie mówili, tylko że wychowała zbrodniarza […]”4.

Do dzisiaj zastanowienie budzi fakt, że według opowieści miejscowych jedna pętla pozostała pusta… W lokalnej społeczności istnieje przekonanie, że była przeznaczona dla Jana Kapeli „Sulli”, który kilka miesięcy wcześniej, w czasie aresztowania, został ciężko ranny w nogę. Niemcy zawieźli go do sierpeckiego szpitala, gdzie trwał długi proces powrotu do zdrowia. Pod stałym nadzorem żandarmów. W nocy przed egzekucją do szpitala przeniknęło kilku członków konspiracji i wyprowadzili kuśtykającego Kapelę na wolność. Gdy nazajutrz przyszli żandarmi, więzień szpitalny zniknął! Czy dlatego jedna szubienica w Rościszewie pozostała pusta?

W niemieckich dokumentach nie udało się odnaleźć informacji na ten temat. Sam „Sulla” utrzymywał, że to wolne miejsce z pewnością było przeznaczone dla niego i gdyby nie ucieczka, na liście powieszonych widniałoby jedno nazwisko więcej…

Kim byli?

Ofiary trzech publicznych egzekucji byli żołnierzami konspiracji. Wielu z nich należało do Polskiej Organizacji Zbrojnej „Znak” oraz Armii Krajowej. Na północnym Mazowszu POZ działała w ramach Okręgu III „Mazowsze” i od 1940 r. rozwijała się dynamicznie szczególnie w powiatach płockim i sierpeckim.

Aresztowań dokonywali także w innych powiatach, a ich apogeum nastąpiło w nocy z 4 na 5 maja 1942 r. (…) Łącznie w kwietniu i maju w ręce gestapo wpadło co najmniej 218 osób. Wśród nich znaleźli się także konspiratorzy z AK.

Pierwsze aresztowania 17 kwietnia 1942 r. były najprawdopodobniej wynikiem zdrady. Niemcy zatrzymali wówczas Edwarda Gąsiorowskiego „Karola”, Feliksa Gutowskiego „Witolda”, a także przedwojennego nauczyciela sierpeckiego gimnazjum, teraz członka Komendy Okręgu Stanisława Kozłowskiego „Maćka”. Dziesięć dni później wpadł w ich ręce komendant Komendy Powiatu „T-8” (Sierpc) Henryk Praśniewski „Teofil”.

Aresztowań dokonywali także w innych powiatach, a ich apogeum nastąpiło w nocy z 4 na 5 maja 1942 r. Nad ranem 5 maja Niemcy wtargnęli do domu Wincentego Peszyńskiego w Mławie, gdzie przebywał Henryk Gutowski „Olgierd”, brat „Witolda”. Dzięki bohaterskiej postawie gospodarza zdołał on uciec.

Łącznie w kwietniu i maju w ręce gestapo wpadło co najmniej 218 osób. Wśród nich znaleźli się także konspiratorzy z AK, m.in. z powiatów Płock, Sierpc, Wyszogród, Ciechanów, Rypin. Współpracowali z POZ, choćby ze względu na realizowaną właśnie akcję scaleniową. Ale ich aresztowanie mogło być też skutkiem odrębnych dochodzeń, z jakiegoś powodu połączonych ze sprawą POZ. Spotkało to również Zygmunta Wolskiego, przedwojennego komunizującego ludowca, który w czasie okupacji był związany z organizacją „Młot i Sierp”. W 1942 r. nawiązał kontakt z Polską Partią Robotniczą w Warszawie i został aresztowany, gdy z niej wracał, na granicy między Generalnym Gubernatorstwem a rejencją ciechanowską.

Śledztwo: „Aresztowani wskutek pilnego podejrzenia”

Zatrzymanych poddano brutalnemu śledztwu. Jeden z najmłodszych więźniów, nastoletni Feliks Gutowski „Witold”, wolał popełnić samobójstwo, żeby tylko nie załamać się podczas bicia. Na tortury wskazywali ci, którzy przeżyli. Józef Reda z Olszewa był żołnierzem Obwodu Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej Sierpc. On sam uniknął niemieckiego więzienia, ale zapamiętał relację krewnego na temat jednego z więźniów.

„Mój wujo – Adam Stańczak siedział razem z [Wacławem] Leszczyńskim [z Żuromina, były student Politechniki – W.B.] w więzieniu w Płocku. Według jego relacji Leszczyńskiego poddawano straszliwym torturom. Wpychano go nago do wrzącej wody – na siłę i żądano zeznań. Został powieszony w Bodzanowie – nikogo nie wydał. Pozostali urzędnicy zostali powieszeni w Rościszewie z okrzykiem »Niech żyje Polska!«. Też AK-owcy”5.

Wiemy, jak ułomna może być ludzka pamięć. Miesza wątki, ślady, wydarzenia; potrafi być też bezcenna. Bywa niekiedy wartościowym źródłem pozwalającym zrozumieć, w jaki sposób miejscowa społeczność utrwala różne wizje przeszłości…

Śledztwo trwało do lipca 1942 r. Wtedy zapadła decyzja o przedłużeniu aresztu, a gestapo podsumowało dotychczasowe dochodzenia:

„Przesyłam imienne zestawienie […] aresztowanych w ramach akcji przeciwko członkom polskich organizacji […] »POZ« i »ZWZ« z prośbą o zapoznanie się i złożenia wniosku w Głównym Urzędzie Rzeszy o wdrożenie tymczasowego aresztu ochronnego. Wymienione na liście […] osoby wskutek przeprowadzonej akcji 5 maja 1942 r. zostały aresztowane wskutek pilnego podejrzenia o przynależność do polskich organizacji ruchu oporu »POZ« i »ZWZ« i osadzone w więzieniu sądowym w Płocku. Aczkolwiek większość tych osób została już przesłuchana do sprawy, jednak dalsze dochodzenia i przesłuchania z powodu kwarantanny duru plamistego uległy znacznemu opóźnieniu. Przy wymienionych osobach od [numeru] 1 do 35, chodzi przeważnie o czołowych funkcjonariuszy, którzy […] jako powiatowi komendanci, kierownicy propagandy organizacyjnej mieli znaczny udział w ich budowie jak i działalności.

Niektórym […] udało się udowodnić, że […] wydawali polecenia śledzenia transportów wojskowych […]. Obok tych wojskowych ustaleń, były również ujmowane polecenia i sprawozdania agentów, które rozciągały się na pozostałe zbrojeniowe i gospodarcze (spożywcze) zakłady okręgu.

Przy ujęciu jednej z grup terroru polskiego ruchu oporu »ZWZ« zostały zabezpieczone materiały wybuchowe pod postacią środka do prania, które miały zostać użyte do zaplanowanych zamachów terrorystycznych i sabotażowych […].

Wszystkim zatrzymanym […] udowodniono, że brali udział zarówno w tworzeniu, jak również rozprowadzaniu nielegalnych polskich pism. Podczas gdy funkcjonariusze […] »POZ« takie pisma tworzyli pod własnym zarządem, to w przypadku »ZWZ« zostały one przeważnie sprowadzone nielegalnie z Generalnego Gubernatorstwa i według określonego planu rozdzielone pomiędzy członkami, jak również polskiej ludności […]. Jak już na początku wspomniano, wprowadzenie kwarantanny z powodu tyfusu przyczyniło się do znacznej zwłoki w zakończenie dochodzeń i przesłuchań. Tym samym proszę, by do ich zakończenia złożyć wnioski o zastosowanie aresztu ochronnego w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy”6.

W związku z przedłużeniem aresztu przynajmniej część więźniów wysłano do niemieckiego obozu w Działdowie. Jednocześnie gestapo kontynuowało niektóre czynności śledcze. We wrześniu odbył się „sąd” – a może raczej była to urzędnicza decyzja podjęta na podstawie zebranych informacji: 40 osób skazano na karę śmierci, większość z pozostałych miała trafić do obozów koncentracyjnych. To właśnie tych 40 trzy dni później stanęło pod szubienicami w Płocku, Bodzanowie i Rościszewie.

Ostatnie słowa: „Do rychłego i szczęśliwego zobaczenia się”

Konspiracja. Aresztowanie. Brutalne przesłuchania. Śmierć albo obóz. Czasem zapis jakiejś walki. Historyk zajmujący się dziejami okupacji w latach 1939–1945 tak wiele razy ociera się o podobny schemat, że łatwo o popadnięcie w rutynę: daty, nazwiska, suche fakty. Czasem jednak z czyichś głębokich szuflad pełnych pamiątek dociera świadectwo, które zapiera dech w piersiach. 36 lat temu spotkałem się z Lubomirą Grykin „Lucyną”. Jej mąż Jan Grykin, kawaler Orderu Virtuti Militari za wojnę 1920 r., i szwagier Wiktor Michalak „Wiktor” – kolejarze na sierpeckiej stacji – zostali aresztowani nad ranem 5 maja 1942 r. Jan trafił do Auschwitz i tam zginął w 1943 r. Wiktor został powieszony w Bodzanowie.

Wiktor Michalak „Wiktor”, zdjęcie sygnalityczne z więzienia. Fot. z zasobu AIPN

Pani Lubomira przekazała mi list pisany przez „Wiktora” do jego żony, a jej siostry, Eufrozyny Michalak „Zyny”:

„Moi Najukochańsi! Jesteśmy zdrowi. Znajdujemy się w więzieniu w Płocku. Każdy z nas może pisać do Was jeden list miesięcznie. Wam również wolno wysłać do nas jeden list miesięcznie. Następnie zapytuję się o zdrowie Twoje, kochana żono, Luby i Matki. Jak dajecie sobie radę? Czy ogród jest zasiany i jak rośnie? Wiem, że Wam ciężko, gdyż brak pieniędzy. Nie martwcie się o nas, gdyż ujemnie to wpływa na zdrowie. Módlcie się, abyśmy byli zdrowi, a resztę Bóg da. Luba niech zaraz napisze do Janka. Nie martw się, że może nie dam odpowiedzi co miesiąc, ale Ty bez względu na to pisz do mnie. Pozdrów moją rodzinę: matkę, braci i znajomych. Czy odebrałaś resztę pieniędzy za kwiecień. Czy ubranie służbowe zostało zabrane? Uprzejmie proszę o rychłe odpowiedzi. Całuję Cię, moja. »Wiktor«. Niech Chmielewski zawiadomi Łęską ze Studzieńca, aby napisała zaraz list do męża”7.

List Wiktora Michalaka z więzienia do żony, z pieczątką gestapo. Fotokopia ze zbiorów W. Brendy

Moja rozmówczyni nie otrzymała żadnych listów od Jana. Ten pisany przez Wiktora 5 lipca 1942 r. przechowywała jak najświętszą relikwię aż do chwili, gdy ze wzruszeniem przekazała go studentowi historii. W aktach sprawy znalazł się za to jeden z 3 listów pisanych przez Eufrozynę do męża, datowany na 14 września.

List Eufrozyny Michalak do Wiktora Michalaka. Fot. z zasobu AIPN

W trakcie poszukiwań udało się natrafić na jeszcze jeden list. Tym razem zachowany w odpisie. Napisał go do matki Stanisław Kozłowski „Maciek” 13 września 1942 r., a więc na dwa dni przed „rozprawą”. Znajdujemy w nim słowa nadziei:

„Los tak zrządził, że znalazłem się tam, gdzie nie spodziewałem się być przez całe życie, to jest w więzieniu. Zawdzięczać to można czasom wojennym, które rządzą się innymi prawami niż czasy normalne […]. W razie szczęśliwego mego powrotu wolałbym zobaczyć Kochane Matczysko zdrowe, pogodne, rześkie, a nie zmarnowane, zgnębione i schorowane. Bardzo proszę o zastosowanie się do tej rady. Mam jeszcze drugą prośbę. Nie wiem, jak będzie z zimą. Na wszelki wypadek proszę mieć dla mnie w pogotowiu sweter, cieplejsze kalesony, koszulę […]. Gdyby mi zezwolono tego używać, a nie jest to wykluczone, to dałbym znać i Mama natychmiast by mi to wszystko przysłała […]. Proszę więc do mnie napisać, jak zdrowie, jak żniwa przeszły beze mnie, czy urodzaje były dobre, bo pogoda na sprzęt była doskonała, czy kartofle się obrodziły itd. Na tym kończę, życzę zdrowia, powodzenia i nie przejmowania się. Proszę w mojej intencji o modlitwę. Podobnie przesyłam życzenia najszczersze dla wszystkich moich przyjaciół i Najbliższych. Proszę ich również o westchnienie do Boga w mojej intencji, zapewniając ich o swojej względem nich pamięci i modlitwie. A więc do rychłego i szczęśliwego zobaczenia się. Kochający syn swą dobrą Matkę – Stanisław Kozłowski”8.

Ten wzruszający list wskazuje, że Kozłowski liczył na przeżycie. W związku ze zbliżającą się zimą prosił o ciepłą odzież. Interesował się codziennymi sprawami dziejącymi się poza murami więzienia. W czuły, wręcz wzruszający sposób pocieszał matkę. Kilka dni później już nie żył.

Listy ofiar

18 września 1942 r. w Płocku, Bodzanowie i Rościszewie dokonano 3 masowych egzekucji. Wśród zamordowanych znaleźli się urzędnicy, nauczyciele, rolnicy, pracownicy fizyczni, ksiądz, oficerowie i podoficerowie rezerwy…

W Bodzanowie na liście ofiar znajdują się: Franciszek Rokicki „Kliwer” – zastępca komendanta Rejonu „M-9” (Bodzanów) POZ, Stanisław Rakowski, Zygmunt Benirowski, Stanisław Kornacki, Józef Buchwejc – członkowie POZ w Bodzanowie, Edward Gąsiorowski „Karol”, współpracownik punktu wydawniczego gazetki POZ „Polska Podziemna”, Henryk Praśniewski – komendant KP POZ Sierpc („T-8”), Wiktor Michalak „Wiktor” – właściciel lokalu konspiracyjnego POZ w Sierpcu, Kazimierz Szrejter „Kasztan” – komendant Rejonu POZ „K-16” w powiecie płockim, Czesław Rutkowski – członek POZ, Leon Kalisz „Bolesław” – członek POZ z Sierpca, Wacław Leszczyński – członek POZ z Żuromina, Jan Złotnicki.

Wśród zamordowanych w Płocku: Antoni Krzywoszyński – pracownik firmy „Zemwar”, w AK odpowiedzialny za organizowanie pomocy społecznej, Józef Jurkowski „Fez od Wisły”, „Marek” – członek Komendy Obwodu AK Płock, Władysław Piotrowski, Leon Pomierny, Stanisław Adamczyk – członkowie AK z Wyszogrodu, Stefan Trojanowski – członek AK z Płocka, Zygmunt Wolski – działacz komunistyczny, Gustaw Mossakowski – związany z referatem VI w Obwodzie AK Płock, Marek Sobczyński – członek POZ w Płocku, Józef Rudziński – związany z Obwodem AK Ciechanów, Wincenty Peszyński – komendant Komendy Powiatu POZ Mława, ks. Michał Serafin – członek POZ w Wyszogrodzie i Stanisław Kozłowski – członek Komendy Okręgu III „Mazowsze” POZ.

Nazwisko Stanisław Kozłowski zostało zapisane także w wykazie Polaków zamordowanych tego samego dnia w Rościszewie: Stanisław Kozłowski, Stanisław Bieniewski „Cichy” – dowódca kompanii POZ, Władysław Bogiel, Feliks Dziurlikowski, Józef Gołębiowski, Wacław Grześkiewicz, Ignacy Irzyk, Ignacy Dzierżanowski „Lech”, Leopold Mazurowski „Król”, „Ignac”, Stefan Kankiewicz, Ignacy Piotrowski, Wacław Sobociński, Antoni Włodarczyk – członkowie POZ z powiatu sierpeckiego, Władysława Kwiatkowska „Wanda” – łączniczka i kurierka AK, odpowiedzialna za przerzut przez zieloną granicę do Generalnego Gubernatorstwa.

Według ustaleń historyka Dawida Chomeja ofiarą egzekucji w Rościszewie nie był Stanisław Kozłowski, lecz Władysław Jackowski z pow. Rypin9. Zmaltretowany w czasie śledztwa, zgromadzonym mieszkańcom mógł się wydać podobny do Stanisława Kozłowskiego. Dalsze badania być może pozwolą zweryfikować zagadkę wynikającą z powtórzenia jednego nazwiska w dwóch egzekucjach i precyzyjnie wskazać miejsce śmierci zarówno Kozłowskiego, jak i Jackowskiego. Sprawa ta wskazuje potrzebę dalszych badań historyków. Wielu wątpliwości nie potrafimy wciąż jeszcze wyjaśnić. A każda ofiara zasługuje na pamięć.


Tekst „Egzekucje 18 września 1942 r. Płock, Bodzanów, Rościszewo” pochodzi z numeru 9/2025 „Biuletynu IPN”. Czasopismo dostępne jest w księgarniach IPN, placówkach Poczty Polskiej lub na stronie  ksiegarniaipn.pl. Cały materiał można znaleźć również na stronach Przystanku Historia. Dziękujemy za jego udostępnienie dr. Rafałowi Kościańskiemu, rzecznikowi prasowemu Instytutu Pamięci Narodowej, dyrektorowi Biura Rzecznika Prasowego IPN.

Waldemar Brenda

Urodzony w 1967 r., historyk. Absolwent Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 2012 r. obronił na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim
rozprawę doktorską pt. „Polskie organizacje niepodległościowe w woj. olsztyńskim w 1945–1956”. Był m.in. redaktorem rocznika „Znad Pisy”, dyrektorem Muzeum Ziemi Piskiej w Piszu, naczelnikiem Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Olsztynie.


  • 1 Z martyrologii kapłanów diecezji płockiej. Ks. kan. Serafin Michał, „Miesięcznik Pasterski Płocki” 1948, nr 7–8, s. 321–325.
  • 2 Relacja Tadeusza Gąsiorowskiego z 1994 r. (w zbiorach autora).
  • 3 18.09.1942 = Bodzanów i Płock, [w:] https://forum.gazeta.pl/forum/w,66,47650694,47650694,18_09_1942_Bodzanow_i_Plock.html [dostęp: 5.07.2025].
  • 4 Relacja Bolesława Mazurowskiego z 1992 r. (w zbiorach autora).
  • 5 Relacja Józefa Redy z 1990–1991 r. (w zbiorach autora).
  • 6 AIPN, IPN GK 629/2160, Akta w sprawie Stanisława Kozłowskiego, k. 33.
  • 7 List w zbiorach autora.
  • 8 Cyt. za: W. Brenda, Aby pamięć o nich nie zaginęła, Sierpc 1997, s. 58.

Kategoria: News, Stary Płock

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl