jJarosław Wanecki jJarosław Wanecki
CZAS WYTCHNIENIA

Wspinaczka nie jest łatwym zajęciem, co nie znaczy, że nie lubimy zdobywać szczytów na swoją miarę

Widok z wieży, kopca, wierchu, skarpy, ambony, przełęczy czy punktu krajobrazowego potrafi zawrócić w głowie. Najpierw trzeba jednak pokonać schody i pochylnie lub skorzystać z wyciągu, kolejki i windy, by znaleźć się bliżej nieba.

Najdłuższy ogonek oczekujących jest na Kasprowy Wierch. O wiele łatwiej o miejsce w podobnie przeszklonym wagoniku z widokiem na Dubrownik. Krzesełkowa kolej linowa na Czantorię była najczęściej wspominanym przeżyciem płockich rodzin wypoczywających w latach 70. i 80. XX wieku w ośrodku Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych w Jaszowcu. Panoramicznie obracający się wagonik, zmierzający na Górę Stołową w Kapsztadzie, pozwala na piękną sesję zdjęciową. Z francuskiego Chamonix w drugim etapie przesiadkowym niemal pionowo (bez podpór) wyjeżdża się na Aiguille du Midi w masywie Mont Blanc.

Ukryty w alpejskiej skale tunel prowadzi do najwyżej położonej w Europie stacji kolei zębatej na przełęczy Jungfraujoch, z możliwością letniego spaceru lub narciarskiej jazdy po lodowcu. Z japońskiej Hakone dociera się do doliny Owakudani, gdzie można spróbować „czarnych jajek”, gotowanych w gorących źródłach wulkaniczno-siarkowych.

System mijających się wagoników wciąga nie tylko na Gubałówkę, ale pozwala spojrzeć na panoramę austriackiego Grazu oraz szwajcarskich perełek z przesmykiem jezior w Interlaken i błękitem Lugano ze stacji San Salvatore. Włoskie Funicolare opiewa piosenka o zdobywaniu Wezuwiusza, ale podobne rozwiązania są na Capri i w Bergamo. Tysiąc schodów zastępuje kolejka do chińskiego Miasta Duchów wzdłuż wycieczkowej trasy po Jangcy.

Tylko wsiąść, by bez trudu móc pozować do selfie.

Wśród podróży wzwyż, które zapierały dech w piersiach, szczególnie zachowuję wspomnienie wagonika Schatzalp, zatrzymującego się na magicznej, literackiej i fikcyjnej przez to stacji „Czarodziejska Góra” z noblowskiej powieści Tomasza Manna, gdzie w sanatorium płuca wciąż leczy się czystym powietrzem i bezkresem krajobrazu.

Osobnym tematem są wszelkiego rodzaju wieże widokowe, telewizyjne, diabelskie koła i wieżowce. Windy Nowego Yorku, Osaki, Paryża, Warszawy, Berlina i Meksyku wywożą turystów, by zobaczyli niekończące się metropolie. London Eye unosi nad Tamizą, gdy tymczasem katedralne dachy Florencji i Mediolanu zapraszają na spotkanie z posągami świętych i figurami gargulców.

Z setek nadbrzeżnych latarni ludzie wypatrują cumujących na redzie statków. Przeszklone platformy pozwalają pokonać strach w wiedeńskim kościele Boromeusza i nad Kanionem Colorado. 259 metrów nad ziemią można z bijącym sercem spacerować po przezroczystej podłodze w Szanghaju. W Makao od dekady skacze się z wieży telewizyjnej na bungee. Aż 233 metry lotu dla odważnych poszukiwaczy adrenaliny.

Na szlaku górskim pozdrawiają się pielgrzymi, zmęczeni marszem po gołoborzach w drodze na Święty Krzyż i piechurzy podczas trekkingu wokół masywu Annapurny. Idą samotnie lub w grupkach, dobrze i źle wyekwipowani. Zdziwieni brakiem tchu i rozsadzającą głowę chorobą wysokościową, co bardzo utrudnia podziwianie jeziora Yamdrok z tybetańskiej przełęczy, położonej pięć kilometrów nad poziomem morza. Zaskoczeni zimnym wiatrem, zmiennością pogody i własną kondycją. Zauroczeni widokiem z Tumskiego Wzgórza na Wisłę.

„Skądkolwiek wieje wiatr, ma zawsze zapach Tatr”. Może zadeptanych i hałaśliwych, ale dzięki doktorowi Tytusowi Chałubińskiemu, tak bliskich ludziom z nizin. Na zdrowie.

Jarosław Wanecki

Lekarz, prezes Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru.

Na zdj. na górze strony: Warszawa widziana z 30. piętra Pałacu Kultury i Nauki

Fot. Jarosław Wanecki

Kategoria: Opinie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl