Jarosław WaneckiNASTEPNY PROSZĘ
Krokiem łyżwowym po lodzie na chodnikach i parkingach – w Płocku igrzyska zaczęły się dawno i końca nie widać. Cieszą się… producenci gipsu
Docieram do przychodni. Zlecając kolejne testy gorączkującym i kaszlącym, zbieram informacje o sytuacji na drogach. Radio kierowców (i pieszych) to ja. Słyszę, że przed pawilonami szpitala na Winiarach parkingi są ją szklanki. Całe szczęście, że niedaleko stąd do dyżurnego ortopedy i kostnicy…
Mróz ściska, jak za dawnych lat. Kubek z sezonową herbatą parzy w dłonie. Wieczory umila sportowa rywalizacja olimpiady z włoskimi Alpami w tle. Przychodnie w ramach pierwszego kontaktu masowo rozpoznają grypę A, rzadziej B lub RSV czy Covid, ale wszystko przecież przed nami. Poradnie urazowe zamawiają dodatkowe dostawy gipsu…
Tymczasem służby odpowiedzialne za bezpieczne poruszanie się po miejskich chodnikach i parkingach zapadły w zimowy sen.
„Co ten śnieg z nami robi?” – powtarzam za Magdą Umer, która w radiowym duecie z Wojciechem Mannem przywołuje z pamięci piosenkę Starszych Panów, a wraz z nią nerwowe sprawdzanie prognozy pogody i wcześniejsze pobudki z warczącymi silnikami, pomagającymi sąsiadom w porannym skrobaniu samochodowych szyb. Jeśli supernowoczesne akumulatory nie odmówiły posłuszeństwa, auta znikają, pozostawiając wolne przestrzenie między czarnymi zaspami i mkną po czyściutkich jezdniach bez większych trudności, o ile nie pada marznący deszcz, spowalniając ruch i korkując każdą uliczkę.
Idąc przez osiedla, bo zgodnie z noworocznym postanowieniem chodzę ostatnio więcej, kilkaset metrów do przychodni i z powrotem pokonując na piechotę, uważnie patrzę pod nogi. Co dnia doświadczenie kierowcy konfrontuję z nowymi doznaniami pieszego oraz od czasu do czasu z coraz większą wprawą macham ręką prawą lub lewą i bojaźliwie szuram nogami.
Niestety, nie są to ruchy przyjazne dla mojego układu kostno-stawowego ani pozdrowienia w odpowiedzi na życzliwe „dzień dobry”.
Odrywając oczy od tafli nieskutego lodu, pomazanego piaskiem sprzed tygodnia i lśniącego w słońcu jak szkło, odnotowuję upadki współbiegnących do szkoły, pracy, przychodni i sklepu. W miejskim powietrzu aż skrzy się od przekleństw i zdziwień. Tyle dni i nawet jakaś odwilż była po drodze, a chodniki, jakby zastygły w wierze, że wszystko powróci do normy samoistnie i wszyscy zapomną o kroku łyżwowym i drobnych urazach.
Docierając do przychodni, zlecając kolejne testy gorączkującym i kaszlącym, zbieram informacje o sytuacji na drogach. Radio kierowców to ja. Przed pawilonami szpitala na Winiarach parkingi są ją szklanki. Całe szczęście niedaleko stąd do dyżurnego ortopedy i kostnicy.
Przed teatrem jazdę na lodzie ćwiczą zastępy młodych widzów, zmierzających na poranne spektakle. Spóźnieni narzekają na ścieżki między blokami. Lepiej chodzić środkiem ulicy niż ryzykować stąpanie po nierównych strupach zamarzniętej wody.
Uhuha, uhuha nasza zima zła. Drogowcy obudzili się w porę, ale Andrzej Rosiewicz wciąż nie może wyrwać z zimowego snu Zenka, którego nocą zaskoczył śnieżny zdrajca. Do wyboru pozostaje zatem jazda na lodzie przed telewizorem, niosącym wieści o olimpijskich tańcach i hokejowych uwolnieniach lub osobisty piruet ku uciesze producentów gipsu, ortez i środków przeciwbólowych.
Jarosław Wanecki
Lekarz pediatra, były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku
Fot. Zdjęcie ilustracyjne
Udostępnij artykuł:
Zobacz także

Czy wiesz, że pod koniec 3. roku życia dziecko zna już 300 słów? A czterolatek używa 1500? Kiedy potrzebny jest logopeda?
Autor: Jarosław Wanecki
Dyplom to dopiero początek. Zwłaszcza w dobie fake newsów, szarlatanów, popularności antyszczepionkowców
Autor: Jarosław Wanecki
Pod Płockiem wykoleił się pociąg, a na Górze Płockiej wóz stoczył się po śliskiej drodze – jeden koń zabity, drugi potłuczony
Autor: Michał Kacprzak
Mamy to! Powiało Europą na Tumskiej – w starym nowym lokalu tłumy, do tańca gra jazzband, tylko gdzie bęben?
Autor: Michał Kacprzak
Zdrowie jest zbyt ważne, by oddać je szarlatanom. Niestety, gdy maleją możliwości porad lekarskich, budzą się demony
Autor: Jarosław Wanecki
Opowiem wam o Dzieciach Płocka, druhu Milke, swoim dzieciństwie. I o tym, jak Berlin zawojowaliśmy
Autor: Dariusz Michalski
Na płockim targu jak na bazarze Różyckiego. Miejscowi ofiarami warszawskich kombinatorów. A było nie grać w te trzy naparstki (vel kubki)…
Autor: Michał Kacprzak
Bez mapy, bez GPS-u, czasem samotnie. Jak pokonać pół świata, tysiące kilometrów i ani razu nie zgubić drogi do celu?
Autor: Aleksander Niweliński



