Kilka plansz, a ile wzruszeń. Zachwycająca „prywatna” wystawa o Płocku, którego już nie ma. Byliśmy przy jej urządzaniu [FOTO]. PS. Wiecie, czemu marynarze pływali na barkach w gaciach?
Dlaczego biedota z Abisynii dziurawiła wielką rynnę przecinającą z góry na dół wzgórza tumskie i jaki ma to związek z kultową kawiarenką „Słoneczko”? Ile kosztowało „porzygowne”? Czemu latarnie na starym moście mają kształt litery „P”? Odpowiedzi na tego typu pytania szukajcie na Nowym Rynku 10.
Fajnie, gdy ludziom się chce. Ci akurat znają się od zawsze. Jeden udostępnia prywatną kamienicę (a dokładnie Galerię Brama), drugi dzieli się prywatnymi zbiorami, trzeci nie odmawia konsultacji i… siły fizycznej. Mniej więcej tak, w skrócie, powstała wystawa „Płock w starej fotografii”.
Z czymś, choć nie do końca, nam się kojarzy.
Dlatego zaczniemy od… Poznania. Rzuciła nam się kiedyś w oczy taka wzmianka-zaproszenie, gwarowo zatytułowana – było to kilka lat temu, więc 100-procentowej gwarancji, że piszemy dobrze, nie damy – „Kimcie na wystawa”. Czyli… To proste: autor sugerował, by iść na wyjątkową ekspozycję w kamienicy w podwórzu przy Alejach Marcinkowskiego 11.
Charakterystyczny to budynek z dwubiegowymi schodami zbudowanymi w stylu hiszpańskim, kojarzy się niektórym z tajemniczym zamkiem.


To akurat jest jednak dla nas najmniej ważne.
Rzecz w tym, że na początku tej dekady otwarto tam wyjątkową wystawę fotografii. Zostali na niej uwiecznieni poznaniacy mieszkający w tym miejscu, w tej kamienicy przez ostatnie 100 lat! Sami sąsiedzi skrzyknęli się i utworzyli – jak czytamy na oficjalnej stronie poznańskiego samorządu – „wspólny album zdjęć, które dotychczas leżały sobie spokojnie w szufladach, pamiętnikach i albumach rodzinnych. Są to materiały nigdzie i nigdy niepublikowane, informacje, które dotychczas były jedynie w pamięci krewnych, a teraz wzbogacają historię Starego Miasta”.




Pozujące przed obiektywem bobasy i kulające się przedszkolaki. Sceny na sankach…

… O unikatowej wystawie pisała też poznańska „Wyborcza”: „Małgosia Piotrowska w komunijnej sukience. I kilka lat wcześniej, na początku lat 40. Może roczna? Urodzony na Litwie Mieczysław Kitkiewicz, plutonowy podchorąży wojsk pancernych w 1939 r., dowódca plutonu w oddziale >>Łupaszki<< w latach 1943-43. Obok – portret uśmiechniętej Marianny z Pazików Kitkiewicz. Mieczysław z synem Janem na spacerze. Zdjęcia ślubne z różnych okresów. Pozujące przed obiektywem bobasy i kulające się przedszkolaki. Sceny na sankach. Kadry z poznańskich ulic, na których chętnie uwieczniali się zamożni mieszkańcy międzywojnia. Książeczka wpłat za czynsz. Damy w futrzanych kołnierzach. PRL i Polska odradzająca się po I wojnie światowej”.
To właśnie mieszkańcy tworzą codzienną, unikatową rzeczywistość tego fyrtla [poznaniacy mówią tak na określenie części miasta, dzielnicy]. Dziś – my, współcześni członkowie sąsiedzkiej wspólnoty składamy im swoisty hołd i przywołujemy ich twarze na powrót w przestrzeń Starego Miasta.
Organizatorzy wystawy
A gdyby coś takiego zrobić w Płocku?
Galeria Brama u Kamińskich
Płock, Nowy Rynek 10. Kilka lat temu Beata i Mieczysław, małżonkowie Kamińscy, za własne pieniądze wyremontowali zniszczony budynek, otworzyli piękne apartamenty dla turystów (za taki przykład rewitalizacji zostali nominowani do tytułu Płocczanina Roku 2019). Na tym nie koniec – podczas podróży po Europie zachwycali się podwórkami, w których kwitło życie, ludzie jedli i pili, a artyści śpiewali, więc podobny postanowili urządzić – w klimacie śródziemnomorskim – u siebie. Dodatkowo zaprosili do kawiarni Pierwsza Kawa.
I do… bramy, w której wymyślili Galerię Brama.
U Szychułdy i Pięty można było zjeść gorącą kaszankę…
Mirosław Łakomski, artysta plastyk, kronikarz najnowszej historii Płocka*, pokazywał tam swoje prace już kilka razy. Jego obecna wystawa nie jest duża, to niespełna 10 plansz, ale ta zachwyca szczególnie.
Nie jest – kopiuj-wklej – jak ta poznańska, traktuje raczej o całym mieście, niż o konkretnej kamienicy, ale…






Łakomski pokazuje zdjęcia (opatruje je opisami) przedstawiające stary Płock – zapomniane, nieistniejące już miejsca, dawnych mieszkańców miasta. Niektórych fotografii nigdy dotąd nie prezentował. Na Nowym Rynku rozwieszał ją z przyjaciółmi-płockofilami: Mieczysławem Kamińskim i Januszem Łabuzem, wybitnym architektem. Nie organizował wernisażu, oficjalnego otwarcia, bo powstała trochę z marszu i jako taka ma być przez maszerujących między sklepami czy pracą a domem płocczan oglądana.
Tu macie przedsmak tego, czego na przykład się na wystawie dowiecie:

- Słynna Podkowa: „(…) wewnątrz znajdowały się stoły, gdzie sprzedawano mięso, kiełbasy, masło zawijane w liść chrzanu czy w końcu pijawki. Był tu też wyszynk z piwem, wódką. Przed knajpą dozorca umieścił napis-przestrogę dla klientów knajpy – >>Porzygowne – 5 zł<<. Jeżeli ktoś zapaskudził obejście knajpy, musiał za to zapłacić”. Końskie jatki: „Miejsce handlu dla okolicznych fornali. Były tu tanie rzeźnie, gdzie u Szychułdy i Pięty można było zjeść gorącą kaszankę”.
- Ze spichlerza prowadziła ogromna rynna ułożona na całej długości usypiska tumskiego. Zboże wsypywano luzem do tej rynny, która prowadziła prosto do barki. Okoliczna biedota z Abisynii robiła w rynnach dziury i szczeliny, co powodowało, że ziarno przesypywało się na zewnątrz. Wieczorem ludzie sprzątali te skarby, wracali do domu, mając za pazuchą chleb w stanie sypkim. W latach 70. ub. wieku mieściła się tu kultowa kawiarenka >>Słoneczko<<. Była mekką płockiej bohemy”.
- Rankiem barka z towarem płynęła do Włocławka, szyper lub inny marynarz mieszkał właściwie na barce, bo podróż była długa, więc z higieną osobistą był pewien problem. Umyć można się było do woli, wody wokół po horyzont, a ubrania świecące się od brudu. Był i na to sposób. Ubrania należało przywiązać do liny i wrzucić do wody tuż przy śrubie wirującej. Gigantyczna pralka. Bywało jednak, że na wysokości Troszyna ostał się ino sznur. Marynarz dalszą drogę odbywał w gaciach”.

Są zdjęcia i historia dworca rzecznego wybudowanego przez Żeglugę Parową Maurycego Fajansa pod koniec XIX wieku i dopiero w 1972 r. przekazanego Klubowi Wodnemu przy FSO Żerań i zacumowanego w Porcie Handlowym na warszawskiej Pradze. W stolicy dokonał żywota, był nawet projekt jego odtworzenia. Przystań miała – jak kiedyś – służyć jako dworzec dla statków pasażerskich. Dodatkowo miał na niej powstać hotel dla 14 osób, sala wykładowa, punkt sprzedaży płockich pamiątek. Planów nie udało sie zrealizować z powodu zbyt wysokich kosztów.


Można obejrzeć foty starego mostu, dowiecie się, że latarnie oświetlające drogę mają kształt stylizowanej litery „P”. To nawiązanie do pierwszej litery nazwiska marszałka Józefa Piłsudskiego. Żal przebija z planszy dotyczącej płockich kuczek. Ludzie odpowiedzialni za zabytki pozwolili je zniszczyć, wartość jednej z nich musieli dostrzec ludzie z Warszawy. Drobiazgowo ją odrestaurowali i teraz chwalą się w swoim mieście. Mniej szczęścia miała kuczka z ul. Małachowskiego – o niepowtarzalnym kształcie, z podnoszonym dachem. Przy przyzwoleniu władz miasta (to wtrącenie od redakcji) „po przebudowie budynków kuczkę zdemontowano. Jej miejsce zajęła marna replika tej starej”.


Bezpowrotnie odeszły też charakterystyczne przed laty płockie budynki: synagoga, do której przychodziło się również na nabożeństwa z okazji imiemin Ignacego Mościckiego, rocznicy powstania styczniowego, odparcia bolszewików czy Święta Morza. Do 1941 r. na koronie skarpy stał Teatr Miejski, którego poprzednikiem od XVI aż do początku XIX w. były kościół Świętej Trójcy i klasztor dominikański. Nie ma już także kawiarni Klubu Artystycznego Płocczan, ostała się za to wieża ciśnień z 1894 r. Zbiornik miała umieszczony na najwyższej kondygnacji – miał pojemność siedmiu tysięcy wiader.



Największe wrażenie robią jednak ludzie – na spacerze na Tumach, z katedrą i opactwem w tle, na tarasie kawiarni KAP. Obraz starego Płocka dopełniają dorożki, Na wystawie obejrzycie też zdjęcia płockich dorożek, dorożkarzy i ich pasażerów. I stuprocentowo „ludzką” planszę zatytułowaną „Fotka na pamiątkę…” z pozującymi przed fotoaparatem płocczanami sprzed lat w towarzystwie rowerów, motocykli, retroosobówek, miniciężarówek, a nawet traktora.
Niech ludzie się dowiedzą
Tak jest na klimatycznym Nowym Rynku 10, można poczuć się jak w starym Płocku. Do przyjścia zachęca Marian Różycki – pochodzi z Gdańska, ale czuje się bardzo związany z naszym miastem, do którego przyjechał przed laty do pracy w Orlenie. Był pierwszym oglądającym gotową już wystawę. – Bywam tu często, w ogóle kocham to, co jest związane z lokalną historią. Podobne miejsce, też niezwiązane z jakąś wielką instytucją, było w Gdańsku, nie wiem, czy jeszcze istnieje – mówi.
Panu Marianowi najbardziej przypadła do gustu plansza z dworcem rzecznym:

– Przed dekadami całe nabrzeże było sercem Płocka, tam było życie. Później ten teren podupadł, ostatnio są podejmowane próby, żeby go na powrót ożywić, bulwar został wyremontowany, ale trzeba więcej. Mam np. taką małą podpowiedź, z którą nie musicie się zgodzić: molo nie kończyłbym w rzece, tylko poprowadziłbym dalej, aż do nabrzeża. Ale to jest szczegół, trzeba w to miejsce jeszcze bardziej tchnąć ducha, sprowadzić jeszcze więcej ludzi, edukować ich pod kątem dawnego wielkiego znaczenia Wisły dla miasta.
Czekamy na Wasze podpowiedzi
Czy w Płocku są kamienice (a może bloki?), w których można by urządzić wystawę na wzór tej poznańskiej, przypisanej ludziom z jednego tylko konkretnego adresu? Piszcie: redakcja@gazetaplocka.com.pl.
* Mirosław Łakomski

Artysta plastyk. Malarz, grafik, fotograf. Fan wszystkiego, co płockie. Na początku lat 70. pracował jako dekorator w PSS Zgoda, następnie związał się z Teatrem Dramatycznym – jako specjalista rzemiosł teatralnych i kierownik pracowni malarsko–modelarskiej. Tam zrealizował swoje pierwsze projekty scenograficzne do „Róbmy swoje” Wojciecha Młynarskiego i „Ławeczki” Aleksandra Gelmana. Jest autorem okładek płyt (50) i znaków graficznych (100), plakatów teatralnych i filmowych (ponad 300) – m.in. do „Imperium kontratakuje”, „Poszukiwaczy zaginionej Arki”, „E.T.”, „Seksmisji”. Wydał 20 książek poświęconych naszemu miastu (zadebiutował w 2006 r. albumem „W 80 stron dookoła Płocka”). Brał udział w blisko stu wystawach indywidualnych i zbiorowych. Jest laureatem wielu nagród, m.in. Kongresu Polonii Amerykańskiej za projekt Znaczka Kopernikańskiego dla poczty USA w 1973 r. i I Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego „Sacrum we współczesnej plastyce polskiej” w 1979 r. Może się też pochwalić wyróżnieniem honorowym 15 Key Art Awards – The Hollywood Reporter w 1986 r. oraz nagrodę w konkursie na plakat z okazji 25-lecia Międzynarodowej Rady Stowarzyszeń Grafików Projektantów Icograda w 1987 r.
Udostępnij artykuł:
Zobacz także

Skala negatywnych skutków jest już niewyobrażalna i nie dotyczy wyłącznie młodych. Peron odjechał przede wszystkim nam, dorosłym
Autor: Jarosław Wanecki
Zagłębiak z Sosnowca, który sympatyzował z Górnikiem Zabrze, ale serce i sześć dekad życia oddał Płockowi i Wiśle. Szczepan Targowski nie żyje
Autor: Arkadiusz Adamkowski
Jedna osoba ranna po zderzeniu ciężarówki z autem osobowym
Autor: Gazeta Płocka
Rok bezwarunkowego więzienia, dożywotni zakaz prowadzenia aut, przepadek równowartości samochodu – sąd bezwzględny dla 33-latka…
Autor: Gazeta Płocka
Statek pasażerski z Warszawy do Płocka omijał zator lodowy. Zniesiony przez prąd rzeki rozbił się o filar mostu od strony Radziwia
Autor: Michał Kacprzak
Napady złości, agresja, izolacja, wady postawy, pogorszenie wzroku, zakłócenia snu, zaniedbanie szkoły… Co ci grozi, jeśli nadużywasz internetu
Autor: Jarosław Wanecki
Awaria na Podolszycach. Zimne kaloryfery i brak ciepłej wody w kranach w blokach, budynkach przy blisko 20 ulicach
Autor: Gazeta Płocka
Poszukiwany listem gończym „prokurator okręgowy” przez kilka tygodni zacierał za sobą ślady. Wpadł na jednym z płockich osiedli
Autor: Gazeta Płocka

