Aśka GrochulskaAśka Grochulska

„Wszyscy patrzą na mnie krzywo. Z oburzeniem lub ze strachem. Chcą usunąć mózg fatalny. Jestem dla nich nienormalny”. Siostra wspomina Piotrka, cytując Dezertera

Punks not dead!

Na wstępie chciałabym Państwa z góry przeprosić, że – po pierwsze – daleko temu tekstowi do wypacykowanej laurki, a po drugie – ciężko było mi pisać o Piotrku “po prostu”, nie mając swoich własnych doświadczeń jak soczewki. 

Rzadko się zdarza, byśmy tak na co dzień zastanawiali się, kto jak na nas wpłynął, od kogo coś sobie wzięliśmy – czasem świadomie, czasem przez osmozę. 

Nie wiem, czy też tak macie, ale u mnie wspomnienia są jak stopklatki w filmie, slajdy rzucone na ekranie. Dziś pokażę Wam kilka takich osobistych slajdów, które być może ukażą  Wam Piotrka w nieco innym świetle, albo może właśnie w takim, w którym widzieliście go na co dzień? Mam nadzieję, że może Was trochę rozbawią, nawet jeśli to będzie – jak dla mnie – czasem śmiech przez łzy. 

Stopklatka numer 1

Mam jakieś 8-9 lat, jestem wielka fanką Micheala Jacksona, a Piotrek, starszy ode mnie o 8 lat, w ramach mojej edukacji muzycznej, pokazuje mi kasetę z pływającym w basenie dzieckiem, mówiąc że “to dopiero jest prawdziwa muzyka”. Dziecko, basen, dolar – wygląda to całkiem śmiesznie. Słucham całości, tego samego dnia na ścianie ląduje plakat Kurta Cobaina, a moje małe muzyczne życie już nigdy nie jest takie samo. 

Wtedy uczę się, że jest świat, gdzie ludzi coś boli i można ten ból wyrazić, i można to zrobić autentycznie.

Stopklatka numer 2

Mam jakieś 12 lat i wciąż nie umiem pływać. Wtedy nie ma jeszcze działki, wtedy jeździmy pod namioty, dwie rodziny razem,  Czuję się zażenowana, a przede wszystkim mocno wściekła, bo wszyscy pływają na wyspę – wujek Krzysiek, Piotrek, Paulina, mój Tata, tylko ja z nosem na kwintę obserwuję ich z daleka. 12 lat i nie umieć pływać… “straszna siara”, myślę. Tata z Wujkiem powoli mnie uczą. Sama nie wiem, co jest bardziej żenujące – nie umieć pływać czy pływać pieskiem? Chowam jednak moją nastoletnią dumę do kieszeni i próbuję tym nieszczęsnym pieskiem. Zajmuje to kilka dni, powiedzieć, ze jestem wciąż początkująca to spory eufemizm. Piotrek jednak, przy kolejnej wyprawie na wyspę. mówi “Dawaj Siora, płyniemy” Moja Mama w panice, ja mówię, że nie dam rady, panika max, na co Piotrek, bardzo w swoim stylu, mówi “No co Ty, Ty nie dasz rady? Jesteś pewna? No ale tak, może masz rację, nie dasz rady, zostań na brzegu i patrz jak płyniemy”. Wściekam się fest i drałuję tym pieskiem. 

Tego dnia nie tylko dopływam na wyspę, ale uczę się też, czym jest ambicja. 

Stopklatka numer 3 

Mam jakieś 14 lat, moim marzeniem jest iść do polityki (sic!), codziennie rano czytam „Wyborczą” jak mój Ojciec i chyba nawet mogę już pić kawę, a mój brat Piotrek zostaje punkiem. Nosi glany, plecak, tzw. kostkę, z naszywkami i irokeza na głowie. Na naszywkach A w kółeczku. Pytam, co to znaczy. Mówi że to znaczek Anarchii. “Co to anarchia”? A Siora, wiesz, to taka sytuacja, kiedy nie łykasz jak pelikan wszystkiego, co Ci mówi system, ani tego, co widzisz w telewizji, mówisz to. co myślisz, nawet gdy to dla innych straszne i niewygodne”

Bardzo mi się podoba ta koncepcja. Postanawiam zostać punkiem, postanawiam, ze jak dorosnę, będę jak Piotrek.

Dostaję od niego kasety – Dezertera, Włochatego, The Exploited, próbuje zrobić sobie irokeza, a przynajmniej jakoś fikuśnie postawić włosy na sztorc. Nie wiem, czy czytam to w „Bravo” czy to jakaś szkolna legenda, że uda się na wodę z cukrem, ale próbuję. Nie udaje się, a ja potem muszę mycćwłosy pięć razy. 

Ku nieszczęsciu moich rodziców drę japę do Dezertera:

“Jestem głupi mam pierdolca

W uchu kolczyk w dupie stolca

Ciągle płyną na mnie skargi

Ciągle z ludźmi mam zatargi

*

Je je jestem wredny leń

Je je jestem wredny leń

*

Nie chcę pracy w żadnym biurze

Nie chcę chodzić w garniturze

Jeździć pełnym autobusem

I pracować pod przymusem

*

Je je jestem wredny leń

Je je jestem wredny leń

Ach.

*

Jestem inny mamo tato

Czy dostanę w mordę za to

Mózg mam jakiś opuchnięty

Jestem chyba pierdolnięty

*

Jestem zwierzę nic nie czuję

Włóczę się i konsumuję

Nic nie myślę nic nie robię

Bo mam burdel w mojej głowie

*

Wszyscy patrzą na mnie krzywo

Z oburzeniem lub ze strachem

Chcą usunąć mózg fatalny

Jestem dla nich nienormalny”.

Skargi już płyną, bo drę koty z zakonnicą na religii, kwestionuje każde “bo tak”, które słyszę, odmawiam siedzenia na kolędzie, uznając to za farsę, ostatecznie żądam wypisania się z religii. 

Wtedy już wiem, że ludzie dzielą się na tych, co albo w życiu płyną z prądem, albo pod prąd. 

Ja, tak jak Piotrek, wybieram pod prąd. 

Stopklatka numer 4 

Mam jakieś 16 lat, okres punka jest za mną, teraz jestem mroczoną metalówą – chodzę ubrana na czarno,  oczy maluję czarną kredką, udaję, że rozumiem, co oni tam growlują w tych ich numerach (nie rozumiem nic, muszę czytać książeczkę z tekstami), a długie kręcone włosy farbuję na bordowo, który to kolor wydaje mi sie wtedy niezwykle tajemniczy i radykalny, a dziś wiem, ze bardziej przypominał hennę starszych pań pracujących w kiosku ruchu. To wtedy Piotrek postanawia zostać fotografem i pyta mnie, czy nie popozuję mu testowo do zdjęć, żeby się trochę poduczył.

Trochę jestem oporna, bo to mój ultranastoletni czas, co może oznaczać tylko jedno – pryszcze jak kratery Etny. No ale zgadzam się. 

Piotrek ogarnia pierwsze studio w swoim pokoju, głównie, ku mojej rozpaczy, robi portrety. Daje mi jakieś miśki, jestem megaoburzona, bo przecież jestem mroczna i dorosła, no ale on widzi lepiej – jestem totalnym dzieciakiem. Zdjęcia wyglądają nawet nieźle, tzn. ja nawet siebie tam akceptuję, choć też nieśmiało pytam czy da się usunąć te kratery z czoła, na co Piotrek mnie ofukuje, ze tak ma być, nic tu nie będzie czyścił i sztucznie wygładzał. 

Wtedy jeszcze myślę, ze to może taka jakaś jego zajawka, ale potem się okazuje, że Piotrek zostaje fotoreporterem w „Wyborczej”, jest wszędzie i zna wszystkich. Jestem dumna, bo przecież czytam namiętnie tę „Wyborczą”. W moich oczach Piotrek staje się Kimś, przez duże K,

Wtedy też uczę się, że można żyć po swojemu, można iść za pasją i co najważniejsze – można być artystą. Trzy lata później lata później ląduję na reżyserii w Krakowie, potem na Akademii Sztuk Pięknych. Dziś mam 39 lat i tylko raz miałam epizod, że przez 10 miesięcy pracowałam na etacie.  

Stopklatka numer 5 

Mam 29 lat i odwiedzam Piotrka na jego działce, Właśnie wygrzebałam się z poważnej depresji, wciąż jestem na lekach, ale już jest lepiej. Siedzimy i gadamy, a ja jestem coraz bardziej przerażona, bo Piotrek jest jak lustro. Zaczynam widzieć ten Cień, który go zjada i kompletnie nie wiem, co mam zrobić.

Myślę, że to doświadczenie, ten kalejdoskop emocji – chęć pomocy, niemoc, bezsilność, zmęczenie – może być Państwu znany. Depresja to okropna choroba. Prowadzi zarówno chorującego, jak i bliskich przez dziwny taniec przybliżania i oddalania, działania i niemocy, momentów nadziei i chwili kompletnego załamania. Ja myślę, ze wielu z nas myśli, ze może mogło zrobić coś więcej, coś lepiej, coś bardziej i mówię to wprost, przynajmniej o sobie. I wiem, że Piotrek, by to docenił. 

Jest taki dowcip o terapeutach – ilu potrzeba terapeutów, żeby wykręcić żarówkę? Jednego, ale żarówka musi chcieć daż się wykręcić.

W tym przypadku nie dość, że ta szczególna żarówka była dość oporna, to jeszcze świeciła na wielokolorowo, jasno, wręcz oślepiająco. I tak sobie myślę, ze zamiast rozstrząsać, jak długi padał cień, lepiej pomyśleć o tym, co w nas dzięki niej się oświetliło,  co się otworzyło, czego się o sobie w tej relacji dowiedziałem.

Ja wybieram tę drugą drogę i myślę, ze Piotrek by się niezmiernie ucieszył, że tak bardzo doceniam to, jaką drogę oświetliło dla mnie jego własne, wewnętrzne wielokolorowe światło. 

Punks not dead!

Aśka Grochulska, siostra cioteczna Piotrka 

Fot. Archiwum Dziennika Płockiego

Kategoria: News, Opinie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl