Jaroslaw WaneckiJaroslaw Wanecki
NASTĘPNY PROSZĘ

Wolna amerykanka parkometrów, czyli płocka choroba parkingowa. Nie zgadzam się z polowaniem na kierowcę i niejednolite zasady

Zbyt łatwo i cicho dajemy się wykorzystywać przez zewnętrzne podmioty żerujące na źle zaplanowanej infrastrukturze. Nie podobają mi się „niemiejskie” parkometry wyrastające jak grzyby po deszczu: pod włoską restauracją, katedrą, Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, szpitalem Świętej Trójcy.

Na początek zrobię pierwsze zastrzeżenie. Nie jestem przeciwnikiem opłat za postój samochodów w centrach miast. Rozumiem, że parkometry w pewnym sensie regulują ruch. Także z punktu widzenia ekologicznego dobrze jest, gdy tani transport publiczny zatrzymuje w garażach prywatne auta. Wrzucenie do automatu kilku złotych czy abonament miesięczny jest, w moim odczuciu, do przyjęcia.

Nie zgadzam się jednak z polowaniem na kierowcę i niejednolite zasady. Nie jestem w tym wypadku od wystawiania recept, ale wielu moich rozmówców prosi, abym wyraził dezaprobatę obywateli, chorych z bezsilności.


Kilka lat temu zaprojektowano w naszym mieście płatne strefy parkowania i wprowadzono aplikację PlocKarta z możliwością między innymi kupna biletów Komunikacji Miejskiej i uiszczania opłat parkingowych. W pakiecie mieszkańca znajduje się nawet 30 minut dziennie parkowania za darmo. W wielu wypadkach jest to czas wystarczający do załatwienia prostych spraw w śródmieściu. Dodatkowo, mając samochód hybrydowy lub elektryczny, można wykupić w KM naprawdę tanio, miesięczny abonament.

Cóż więc mi się nie podoba?

Nie podobają mi się parkometry innych niż miejskie podmiotów, które wyrastają, jak grzyby po deszczu: pod włoską restauracją, katedrą, Sanktuarium Miłosierdzia Bożego (naprzeciw ratusza) i szpitalem Świętej Trójcy.

W części tych miejsc strefa innej opłaty, najczęściej całodobowej i całotygodniowej, zaciera się i po prostu wprowadza w błąd, co nakłada na mniej uważnych quasimanadaty.

Zatem postawienie samochodu wzdłuż pałacu biskupiego jest pod opieką spółki miejskiej, ale już za rogiem znajduje się pod jurysdykcją warszawskiego cerbera, który telefonów nie odbiera, a reklamacje związane z uszkodzeniem własnych urządzeń odrzuca.

Puste bilety w pobliżu markowego fastfoodu, sklepów sieciowych, supermarketów i w garażach galerii handlowych, jak to już dawniej opisywałem, uważam za żenujące.

Znam oczywiście podobne sytuacje w innych miastach. Znam kierowców, którzy mają kilka abonamentów i aplikacji, a mimo to płacą kary umowne, bo nie zauważyli, że do gry wszedł kolejny zbieracz datków. Znam sytuacje, w których wyznaczona strefa ma zatartą farbę na jedni i jest to dobry powód do wezwania straży miejskiej i pouczenia.

Rozumiejąc zasadę regulacji ruchu śródmiejskiego, nie akceptuję rosnącej w siłę wolnej amerykanki parkometrów, wynikającej z braku pomysłu na postój przybywających wokół aut. Z jakiegoś powodu ludzie kupują samochody, przyjeżdżają nimi do pracy i chcą załatwiać swoje sprawy bez korzystania z autobusów. To ich prawo.

Tymczasem zatrzymanie się w pobliżu wydziałów miejskich graniczy z cudem. Idea stref płatnego parkowania nie służy łataniu budżetu, który w przypadku Płocka jest naprawdę duży, ale ułatwieniu życia. Jeśli lekarstwo nie działa, a może wręcz zaczynają być odczuwalne jego skutki uboczne i denerwuje obywateli, trzeba zastanowić się nad zmianą terapii.

Jarosław Wanecki

Lekarz, były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku

Kategoria: News, Opinie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl