Jarosław WaneckiJarosław Wanecki
NASTĘPNY PROSZĘ

Od hipo- do cyberchondrii. Stara nowa choroba, dziś z AI w tle, może dotyczyć nawet co 10. z nas. Dzieci też

Hipochondria, którą niemal trzysta lat temu opisał szkocki lekarz George Cheyne, w epoce cyfrowej przybiera na sile, choć towarzyszy ludzkości prawdopodobnie odwiecznie.

Greckie pochodzenie słowa to opis „obszaru pod żebrami”, skąd bije źródło nadmiernego lęku o zdrowie, połączone często także z obawą o sposoby i skutki terapii.

Historia „szklanego ciała” Karola VI – króla Francji obawiającego się, że każdy dotyk może skończyć się zagrażającą życiu „stłuczką”, często powraca w publicystyce. W codziennej praktyce lekarskiej strach przed chorobą przyjmuje różne oblicza i nigdy nie wiadomo, czy jakakolwiek diagnoza lub zalecenia pomogą pacjentowi.

Szum informacyjny, dowolne korzystanie z oferty badań laboratoryjnych i rozpoznania podpowiadane przez AI często komplikują procedury, prowadząc w ślepe ulice.


Studenci medycyny w pierwszych latach zgłębiania tajników sztuki lekarskiej nie raz i nie dwa podejrzewają u siebie liczne schorzenia, o których wytrwale czytają, przygotowując się do kolokwiów i egzaminów przedmiotowych. Natłok objawów opisanych w podręcznikach, nieuporządkowanych w początkowej fazie nauki nagle wnika w podświadomość i wywołuje naturalny lęk, umiejętnie neutralizowany przez nauczycieli zawodu.

Znacznie trudniej z pułapki obsesji wyjść pacjentom hipochondrykom, gdy każda, nawet drobna dolegliwość, pociąga za sobą łańcuch skojarzeń piszących dramatyczne scenariusze z zawałem serca, rakiem płuc, udarem mózgu, impotencją lub wózkiem inwalidzkim w roli głównej. Koła ratunkowe porad, diagnostyki obrazowej i analiz, przynoszą wówczas krótkotrwałe uspokojenie, które zburzyć potrafi sugestywna reklama leku, tytuł książki, nekrolog celebryty i nonszalancja białego personelu.


Bywa, że nieumyślnie opowiedziana anegdota, mrugnięcie okiem, gest zbyt gwałtowny, przedłużające się milczenie, brak kontaktu wzrokowego czy ironiczna uwaga, odbierane są przez chorego niczym wyrok skazujący. Bywa, że strach jest tak silny, że zwykła rozmowa, bez konsultacji psychiatrycznej, nie przebije muru zbudowanego w głowie i nie uleczy cudownie nawet najdłuższym poglądowym referatem o braku powodów do zmartwień. Bywa, że takie same zalecenia wypowiadane są przy użyciu różnych słów, rad fachowych, innym razem pospolitych, co powoduje dysonans poznawczy i podejrzliwość o skrywanie prawdy.

A rozkręcona karuzela konsultacji wiruje coraz szybciej, segregatory dokumentów puchną od papieru i coraz trudniej jest się przebić do źródła „podżebrowego” lęku.


Pierwszym spektaklem, jaki obejrzałem na żywo po pandemicznych lockdownach, był „Chory z urojenia” Moliera z brawurową rolą Andrzeja Grabowskiego, którego Argan wmawia sobie choroby, chce, aby córka wyszła za lekarza i z godnością znosi zalecenia uzdrowicieli wykorzystujących hipochondryczne napady bogatego pacjenta. Czterysta lat później promocja suplementów, cudownych diet i odmładzających zabiegów niejednego nadwrażliwca prowadzi do bankructwa i frustracji, gdy strach o przyszłość wraca szybciej niż odszedł od kasy. Gdy leczenie nie jest według specjalistów potrzebne, budzą się nocne demony, a hochsztaplerzy z magicznymi kulkami, czekają już w pogotowiu, by zasugerować alternatywne sposoby kuracji.

Cyberchondria [nadmierne i kompulsywne wyszukiwanie informacji o chorobach i objawach w internecie, które zamiast uspokajać – prowadzi do wzrostu lęku o własne zdrowie] to nowa nazwa starej choroby. Występuje także u dzieci. Może dotyczyć nawet 10 proc. populacji i najczęściej wymaga postępowania psychoterapeutycznego, gdy definitywnie zostaną wykluczone przyczyny somatyczne.


Hipochondryk choruje tak samo, jak inni, co powinno być powodem ostrożności medyków i nielekceważenia zgłaszanych na nowo problemów. To trudne zadanie, by w walce z czujnością nie uroić sobie, że chorób nie ma.

Jarosław Wanecki

Lekarz, były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku

Fot. Freepik

Kategoria: News, Opinie, Zdrowie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl