Dorobił się Płock nowej gwiazdy. O Kamilu Kovalence, samozwańczym radnym, huczy w sieci, trąbią radio i TV, a jemu w to graj

Jeśli naiwnie wierzyć sieci – na tle plakatu wyborczego ściska dłoń Tuskowi, postuluje postawienie w Płocku pomnika Bandery, cieszy się z miejsc postojowych tylko dla Ukraińców. Prowokator? Stety dla niego, niestety dla miasta, trudno dziś znaleźć w polskim internecie postać mocniej kojarzoną z Płockiem niż on.

Ten tekst Kovalenko też pewnie wyśmieje (on albo jego „sztabowcy” z X-a) – podobnie jak różne wcześniejsze, bo przecież pseudodziennikarze „dalej nie ogarniają, o co chodzi z całym >>projektem<< Kamila Kovalenki”, nie potrafią „porządnie zweryfikować tematu”. Powinno się ich zaorać, „nigdy więcej nie powinni znaleźć poważnej roboty”. Z drugiej jednak strony ten jego „sztab” cieszy sie: „Coś pięknego! Pan Kovalenko wbija się szturmem do mass-mediów”. I: „Płock nigdy jeszcze nie był tak często na ustach Polaków (oraz Ukraińców) jak w obecnych czasach. Dziękujemy”.

Tak więc – umówmy się – na wszelki wypadek nie bierzcie tego tekstu na poważnie. Ot, takie dziwne coś.


Otwarcie mówi Kovalenko o swoim ukraińskim pochodzeniu, niespodziewanie pojawia się jako miejski radny, działacz Koalicji Obywatelskiej, a nawet potencjalny kandydat do Sejmu. Jaja sobie robi. Bo nie ma Kovalenki radnego, polityka, posła in spe. Nie ma Kovalenki. Jest tylko internetowa fikcja, która w krótkim czasie zaczęła żyć własnym życiem.

Tym bardziej więc, powtórzę, nie bierzcie tego tekstu na poważnie.

Co ciekawe, jak można wyczytać w sieci, nie został Kovalenko wymyślony od zera. Jego twórcy mieli wykorzystać wizerunek prawdziwego człowieka – znanego w internecie jako Mamm0n z Płocka. To właśnie twarz tego streamera stała się podobno twarzą rzekomego radnego z Płocka.

Zadziwiające jest w tym wszystkim, jak łatwo można stworzyć wiarygodnie wyglądającego polityka, którego nigdy nie było.


Bez problemu można to sprawdzić – na liście płockich radnych nie ma osoby o takim imieniu i nazwisku. Nie ma więc mowy o żadnym „radnym KO pochodzenia ukraińskiego”. A i tak zrobiło sie o nim głośno m.in. po wpisie w social mediach o rzekomych „parkingach dla Ukraińców”.

Zrobiło się poruszenie, padły stanowcze słowa, bo ludzie zobaczyli zdjęcia, a na nich niebiesko-żółte oznakowanie. Problem w tym, że wcale nie są to miejsca postojowe wyłącznie dla obywateli Ukrainy. Chodzi po prostu o… strefę Kiss&Ride. Fotografie pochodziły spod szkoły w Raszynie, a dobór kolorów wynika ze stosowanego oznaczenia tego rodzaju miejsc, na których kierowca może zatrzymać sie na chwilę, pożegnać się z pasażerem i odjechać.

Ale to właśnie było istotą całej konstrukcji: fikcyjna osoba z jej fikcyjną funkcją, ale prawdziwa sytuacja w wyglądającym na prawdziwe miasto, a do tego można już dopisać odpowiednio prowokacyjny komentarz.


Kovalenko nie został wymyślony jako neutralny samorządowiec. Wokół jego nazwiska zaczęły się pojawiać również inne treści dotyczące przede wszystkim Ukrainy, relacji polsko-ukraińskich i politycznego sporu o uchodźców. Jedna z rozpowszechnianych grafik przypisywała samozwańczemu samorządowcowi pomysł postawienia w Płocku pomnika Stepana Bandery. Ten przypadek jest wskazywany jako kolejny przykład wykorzystania fikcyjnej postaci do rozpowszechniania prowokacyjnych treści.

Wykorzystując grafiki wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji, Kovalenko zaczął funkcjonować przede wszystkim w mediach społecznościowych i grupach politycznych. Demagog.pl wskazuje m.in. grupy związane ze środowiskiem Grzegorza Brauna. Wpisy często publikowali anonimowi użytkownicy, a kolejne zrzuty ekranu pozwalały fikcyjnej postaci docierać do nowych odbiorców.

Mechanizm jest prosty: ktoś tworzy wpis podpisany nazwiskiem Kovalenko, inny robi zrzut ekranu, kolejna osoba publikuje go na Facebooku, X-ie i po kilku udostępnieniach informacja zaczyna żyć bez pierwotnego kontekstu. Poza tym – zwykły fałszywy wpis można łatwo uznać za żart. Znacznie trudniej, gdy fikcyjna postać otrzymuje biografię, zdjęcia, funkcję publiczną, profile w mediach społecznościowych i „wydarzenia” ze swojego życia.


Historię Kowalenki opisały m.in. Onet („Strefy parkowania dla Ukraińców? Nie daj się nabrać na dezinformację”), Wrzuc.info („Fikcyjny radny, prawdziwy człowiek. Tak internet stworzył Kamila Kovalenkę”). Na Wykop.pl pojawiło się znalezisko zatytułowane „Kamil Kovalenko w TVP Info xDDD”. Internetowy żart, który zaczął się od profilu na X i fałszywych grafik, przeszedł do tradycyjnych mediów. Kovalenko stał się kimś więcej niż jednym z wielu internetowych memów. Stał się tematem medialnym samym w sobie.


W kolejnych dniach na światło dzienne zaczęły wychodzić następne „wydarzenia” z życia Kovalenki. W internecie przedstawiano go m.in. jako kandydata do Sejmu z Płocka, były informacje sugerujące jego rzekomy start z list Koalicji Obywatelskiej. Jedna z takich publikacji trafiła na Wykop.pl pod tytułem „Pierwszy Ukrainiec w Sejmie? Ma wystartować z list KO”. W komentarzach użytkownicy zwracali uwagę, że mamy do czynienia ze sztucznie wygenerowanym materiałem, ale były również wpisy sugerujące, że Kovalenko już został przecież posłem, zastąpił kogoś w Sejmie.

Były i inne „historie”: o działalności pana Kamila jako radnego, o jego stosunku do Ukrainy, propozycji (spełnionej, co widać na sztucznie inteligentnym zdjęciu) udekorowania ratusza w ukraińskie flagi, innych decyzjach dotyczących Płocka, a nawet o odznaczeniach czy działaniach na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Są fikcyjne zdjęcia z Donaldem Tuskiem, jest filmik, w którym Kovalenko wygłasza oświadczenie, siedząc z biurkiem z wizytówką z nazwiskiem i funkcją „Radny miasta Płock”.


Paradoks polega na tym, że Kamil Kovalenko rzeczywiście stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w ostatnich dniach postaci kojarzonych z Płockiem. Jego nazwisko zaczęło być znane w całej sieci. Staliśmy się świadkami historii o tajemniczym polityku, który nagle zrobił karierę. To historia o tym, jak internet potrafi stworzyć polityka szybciej, niż rzeczywista polityka jest w stanie go zweryfikować.

Kamil Kovalenko nie zdobył mandatu. Nie wygrał wyborów. Nie zasiada w Radzie Miasta Płocka. Nie został posłem. A mimo to w krótkim czasie dostał wszystko, czego potrzebuje współczesny polityk: twarz, nazwisko, biografię, konto na X, „sztab”, program, przeciwników, zwolenników, kontrowersje, medialne publikacje, a nawet występ w telewizji.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że jest bardziej rozpoznawalny niż większość prawdziwych płockich radnych, wiceprezydentów, a może i prezydent. Smutne.

Jednego tylko tu nie ma.

Jego nie ma.


Konto Kovalenki na X-ie zostało tymczasowo zablokowane, co zauważyły media. Teraz znów działa, ale musiało skorygować nazwę na: „Komentator Samorządowy – Kamil Kovalenko”, Nowy jest też opis: „Konto parodystyczne. Oficjalne konto Kamila Kovalenki – bezRadnego Płocka. Członek Galicji Obywatelskiej. Parodia polityczna i satyra. Postać oraz wydarzenia są fikcyjne”.

Ale hasła, wpisy – tak jak wcześniej – prowokacyjne: „Uczyńmy z Polski Ukropolin”, „Nie ma mojej zgody na barbarzyńskie niszczenie pomników bohaterów UPA!”.

I ogłoszenie: „w ramach programu wsparcia ogłaszamy decyzje o natychmiastowym skróceniu czasu pracy ukraińskich urzędników w Płockim Ratuszu”.

Oraz prośba-manifest: Wyznaczone, niebiesko-żółte strefy postojowe przy placówkach oświatowych to symboliczny i praktyczny gest zadośćuczynienia oraz solidarności. Prosimy kierowców o wyrozumiałość i respektowanie nowych oznaczeń – integracja społeczna wymaga czasami ustępstw w przestrzeni miejskiej”.


Teraz chyba już wiecie, dlaczego dwa razy prosiłem, byście podeszli do tego tekstu z dużym dystansem.


A może to był eksperyment społeczny?

Na zdj.: strefa Kiss&Ride (fot. Gmina Raszyn), sztucznie wygenerowane spotkanie Kamila Kovalenki z Donaldem Tuskiem (Facebook, X)

Kategoria: News, Polityka

Udostępnij artykuł:

mb

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl