Jarosław WaneckiJarosław Wanecki
NASTĘPNY PROSZĘ

Zanim brzuch zaboli z przejedzenia, a głowa od kaca… Kolejny artykuł z cyklu „mało kto przeczyta, a jeśli już, to i tak nie zastosuje się do zaleceń”

Wiadomo bowiem wszem i wobec, że życie szkodzi, ale żyć trzeba tu i teraz.

Wypełnione produktami sklepowe kosze jadą w grudniowe dni do domowych kuchni, gdzie z dbałością o rodzinną tradycję przetwarzane są w potrawy, które lubimy i bez których nie wyobrażamy sobie świętowania. Dodatkowo, nie raz i nie dwa, pod choinką lub w paczkach z zakładowych działów socjalnych, obdarowywani jesteśmy słodyczami i alkoholami, czasem wbrew własnym upodobaniom. Niespodzianki dla dzieci wypełniają czekoladowe smakołyki, przebrane w Mikołaje. A wszystko razem przewiązane jest wstążeczką bożonarodzeniowej dyspensy.

Tymczasem w gabinecie lekarskim coraz częściej padają zalecenia dietetyczne. W kończącym się roku każdy pacjent był przynajmniej raz ważony i mierzony, a wyniki ogólnopolskiego liczenia BMI będą zapewne znane już niebawem. Intuicyjnie przewiduję, że nie wypadniemy zbyt dobrze. Lubimy przecież jeść, pić i popuszczać pasa, od karnawału począwszy, przez trzy pory roku grillowania, aż po adwentowe „śledziki”. Odmówić przecież nie wypada.


Zmasowana reklama namawiająca do zakupów, której ulegamy od listopada do października. Iluzoryczne promocje z krańcówek. Kolejki, które umacniają przekonanie, że wszyscy robią tak samo i wyruszyli na polowanie najlepszych kąsków. Długie listy składników, półproduktów i gotowych dań zapełniają lodówki i spiżarnie, by móc w odpowiedniej godzinie stanąć na długich stołach. Trawienie wspomagaja wódka i suplementy. Oto magia, na której efekty długo nie trzeba czekać, gdy brzuch boli z przejedzenia, a głowa od kaca. Im więcej świątecznych dni, tym więcej szans na wizytę w przychodni. Hamulce głodu puszczają, a moc truchleje dopiero nazajutrz.

Schemat jest zawsze podobny. Kucharze i cukiernicy podają przepisy doskonałe, z których mamy korzystać w Wigilię i kolejne świąteczne dni. Na deser dziennikarz dzwoni do dietetyka albo lekarza i pyta, czego unikać, aby przetrwać pokarmowe przesilenie. Powstaje wówczas, taki jak ten, artykuł o umiarkowaniu w jedzeniu i piciu, z uczonymi zaleceniami, których prawie nikt nie słucha i nie czyta, ale przede wszystkim, nie stosuje. Wiadomo wszem i wobec, że życie szkodzi, ale żyć trzeba tu i teraz.

I tak oto gospodarka rośnie rekordami grudniowej sprzedaży, a Polacy przybierają na wadze, zajadając rodzinne troski i osobiste depresje. Toast za toastem odreagowujemy zawodowe frustracje. Gorzką czekoladą odpieramy medyczny atak na odrobinę przyjemności w świecie przewlekłego stresu.


Z życzeniami zdrowia wyjmujemy prezenty zgromadzone pod choinkami. Rum i wino z półki konesera od pracodawcy, co chciałby mieć trzeźwych pracowników. Czekoladowe pierniki babci dla tłustych wnucząt siedzących przed ekranem. Miody z domowej pasieki w profilaktyce przeziębień i ku rozchwianiu cukrzyc. Pasztety cieniutko smarujące tętnice wieńcowe cholesterolem. Słodkie syropy do herbat zimowych. Ciasto, ciastko, ciasteczko – jedno, drugie, trzecie. Aż do utraty tchu.

Czy noworoczne i wielkopostne zobowiązania odwrócą kartę? Intuicyjnie przewiduję, że nie.

Jarosław Wanecki

Lekarz, były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku

Fot. Freepik

Kategoria: News, Opinie, Zdrowie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl