Apartamenty na gruzach stoczni – szansa dla Radziwia czy przestępstwo? Lewica nie chce bloków w porcie. Zaskoczyli ją politycy PSL
Tereny stoczniowe to według niej doskonałe miejsce np. dla rzecznej jednostki wojskowej, zakładu produkującego sprzęt dla przemysłu obronnego. A nowoczesne osiedle mieszkaniowe na Radziwiu? Jak najbardziej, ale nie tu.
Stocznia Residence – tak ma się nazywać nowe osiedle z mariną, o którym w największym skrócie można powiedzieć: miejsce z widokiem.

To najnowsza inwestycja WAN SA z Warszawy, właściciela terenu, który pozwolenie na budowę ma już od jakiegoś czasu, dokładnie od stycznia. Z tablicy informacyjnej na stoczniowej bramie przy ul. Popłacińskiej można jeszcze wyczytać, że:
- spółka ma na razie pozwolenie na budowę pięciu bloków z podziemnymi garażami, parkingami, drogami wewnętrznymi,
- roboty formalnie trwają już blisko półtora miesiąca,
- a powinny się zakończyć do połowy lipca 2027 r.
W pierwszym etapie inwestycji mają powstać trzy czterokondygnacyjne i dwa pięciokondygnacyjne apartamentowce. Łącznie 191 mieszkań, z których 86 ma być oddane do użytku w pierwszym podetapie. W ofercie znajdą się lokale 1-, 2- i 3-pokojowe, z balkonami, przestronnymi tarasami lub prywatnymi ogródkami.
Docelowo, przez 10 lat, bloków ma być ponad 20, mieszkań – o powierzchni od 29 do 75 m kw. – powyżej tysiąca. Jak dość odważnie zarzeka się inwestor, razem z całym otoczeniem staną się „sercem miasta”, z którego widok „rozpościerać się będzie bezpośrednio na Wisłę oraz Wzgórze Tumskie. (…) Inwestycja będzie podzielona na kilka etapów. Intencją było stworzenie zabudowy o spokojnym, kameralnym i eleganckim charakterze o odpowiedniej skali, harmonijnie wpisanej w istniejącą i projektowaną zieleń”.

Będziemy burzyć, a co się da, zostanie wywiezione na złom. Pozostanie tylko stary żuraw
Był początek września, gdy inwestor poinformował, że „w ciągu miesiąca pojawią się maszyny i zaczniemy działać”. Okazją do tej deklaracji była uroczystość wmurowania kamienia węgielnego. „Gazety” na niej nie było, więc posiłkujemy się informacjami z „Dziennika Płockiego”:
„Pierwsze budynki powstaną od ulicy i od basenu stoczniowego, czyli od wody. – Będziemy chcieli, aby były tu pomosty pływające dla mieszkańców, a potem stałe. Aby mieszkańcy osiedla też mogli trzymać swoje łódki. Chcemy iść w ekologię i w małe elektryczne łódki, którymi będzie można popływać – mówi o planach członkini zarządu WAN SA.
Aneta Zdulska nie ukrywa, że chciałaby, aby w tym miejscu powstało takie miasto w mieście. Spółka planuje tu lokale usługowe, przedszkole, żłobek czy sklepy. Brzmi atrakcyjnie. Kropkę nad >>i<< postawił jednak Ryszard Burbicki, projektant osiedla z biura projektowego FDA, który powiedział, że zaplanowane są także miejsca cumownicze dla jednostek pływających oraz… dla domów na wodzie. Do dyspozycji mieszkańców przewidziano także basen czy restaurację na barce.
Co ze starą infrastrukturą stoczni? – Będziemy to burzyć, a co się da, zostanie wywiezione na złom – wyjaśnia Zdulska. Spółka planuje, aby na nowym osiedlu został stary żuraw, jako symbol byłej stoczni”.
Członkini zarządu WAN SA chwaliła też urząd miasta: – Dziękujemy za przychylność, miasto pomaga nam bardzo, nie jest nastawione na „nie, bo nie”, są gotowi do rozmów.
O tym, że firma WAN SA jest w Płocku obecna już od kilkunastu lat, mówił szef rady nadzorczej Witold Anyszka. Przekonywał, że spółka nie jest grabarzem stoczni: – Jesteśmy właścicielami ziemi, a Centromost przez kilkanaście lat wynajmował od nas ten teren. Później, gdy zakończyła się jego działalność, próbował jeszcze jeden najemca…. Ale w pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że to już jest koniec.

Politycy PSL wspierają inwestora
W uroczystości wmurowania kamienia węgielnego brali udział politycy PSL. Byli: Adam Struzik (marszałek Mazowsza), Piotr Dyśkiewicz (wiceprezydent Płocka), Sylwester Ziemkiewicz (starosta płocki) i Tomasz Kominek (szef płockiej delegatury urzędu marszałkowskiego i miejski radny).
Adam Struzik:
– Przyjęliśmy zaproszenie z dużym zainteresowaniem. Płock jest jednym z najważniejszych ośrodków mazowieckich, przeżywał różne koleje losu, zwłaszcza w ostatnich latach, gdy obserwujemy problemy problemy demograficzne, migracje. Taka inwestycja, w szczególnie malowniczym miejscu, może być w naszych odczuciach dobrą ofertą nie tylko dla mieszkańców Płocka, ale i okolicznych powiatów, a może nawet Warszawy. Życzę inwestorowi realizacji tej inwestycji, a nam wszystkim, żeby zakończyło się to wspólnym sukcesem.
Piotr Dyśkiewicz:
– Chciałbym na początku pogratulować panu prezesowi i całemu zarządowi za to, że państwo doceniacie to miejsce i że odkryliście jego potencjał. To bardzo ważne dla rozwoju Radziwia. To potężna inwestycja, dla nas, władz miasta, to bardzo dobra informacja. Bardzo byśmy chcieli, by pojawili się nowi mieszkańcy miasta, nowi obywatele Płocka, a my możemy im w przyszłości tylko pozazdrościć tego widoku Wzgórza Tumskiego, katedry. Szanowny zarządzie, panie prezesie, życzę wszystkiego najlepszego.
Sylwester Ziemkiewicz:
– To jest bardzo ważna chwila w historii Płocka, regionu. Chciałbym pogratulować inicjatorom, przedstawicielom firmy, panu prezesowi, całemu zarządowi tak wspaniałego pomysłu. Zawsze podkreślaliśmy, że są potrzebne projekty i przedsięwzięcia, które będą pozytywnie wpływały na rozwój, a jestem przekonany, że ta inicjatywa będzie miała takie odzwierciedlenie. Do tego cieszy, że akurat taka inwestycja będzie tu, na Radziwiu, czyli w wyjątkowej części miasta.
Tomasz Kominek:
– (…) tak znakomity inwestor, działający na rynku ponad 30 lat, zainteresował się naszym osiedlem i postanowił tu ulokować swoje prywatne pieniądze, swój biznes, żebyśmy my jako lokalne społeczeństwo mogli się rozwijać. Bo zapewne dziś może życzeniowo, ale wyobrażamy sobie, że będą tu goście z całego Mazowsza i z całej Polski, ci, którzy zakochają się w tej przestrzeni, pięknym widoku katedry, pięknym zbiorniku wodnym, ale zakochają się też w nas, lokalnej społeczności, z którą będą się utożsamiać.





Z troski o dobre imię i jak najlepsze intencje
Słowa ludowców najwyraźniej nie przekonały przedstawicieli płockiej Lewicy. W opozycji do inwestora, samorządu Płocka, który wydał pozwolenie na budowę osiedla, i polityków PSL zwołali przez bramą główną stoczni swoją konferencję prasową.
Adrian Brudnicki z płockiej Lewicy zwrócił się do dziennikarzy: – Jest coś, co nas zniesmacza… Nie zamierzamy nikogo stawiać w złym świetle. Chcemy raczej pomóc w wyeliminowaniu złych domysłów. Bardzo zaskoczyła nas uroczystość wmurowania kamienia węgielnego. Dokładnie 11 dni temu pojawiła się na niej duża grupa polityków tylko jednego ugrupowania, która sprawiała wrażenie współorganizatorów wydarzenia.
Brudnicki obliczał, że tych polityków „było chyba więcej niż przedstawicieli dewelopera”.

– Za pośrednictwem mediów – kontynuował – zwracamy się z zapytaniem do polityków promujących wmurowanie kamienia węgielnego tego dnia: czy dla zupełnej pewności i spokojności ducha nie chcieliby zapewnić mieszkańców, że byli obecni na tej uroczystości tylko i wyłącznie dlatego, że to osiedle bardzo, bardzo im się podoba, i z żadnego innego. To zapytanie wynikające jedynie z troski o dobre imię i jak najlepsze intencje. Bo my generalnie uważamy, że politycy nie powinni wspomagać prywatnych inwestycji.
Ona stworzyła nasze miasto i żywiła je przez wieki
Najważniejszym tematem konferencji byla jednak likwidacja stoczni. – Polityka to roztropna troska o dobro wspólne. W tym przypadku są nim nasze tereny o funkcji portowo–stoczniowej – zaczął Adrian Brudnicki. – Pod dawną bramą stoczni sprzeciwiamy się decyzji urzędu miasta o zmianie – w studium przestrzennym – terenów stoczniowych na mieszkaniowe. Skutkuje ona definitywnym zakończeniem dawnej działalności tego typu w Płocku, utratą szansy na przemysłowe wykorzystanie tych terenów, ściągnięcie nowych inwestorów i stworzenie nowych miejsc pracy
Brudnicki nawiązywał do Wisły: – Ona stworzyła nasze miasto i żywiła je przez wieki. Handel rzeczny, spichlerze, szkutnictwo i rybactwo stanowiły o charakterze i sile Płocka. Przez dekady kwitł tutaj przemysł rzeczny, bo przez dekady był wpisany w tym miejscu w studium uwarunkowań przestrzennych. Aż w końcu zostało to potajemnie zmienione. Bez konsultacji z najbliższymi sąsiadami. W zupełnej ciszy, poza wzrokiem i uszami mieszkańców.

Przedstawiciel Lewicy zaznaczał, że nie krytykuje pomysłu budowy nowoczesnego osiedla nad Wisłą. – To doskonały pomysł. Takie osiedle o prestiżowym standardzie rozpocznie z pewnością nowy okres w rozwoju lewobrzeżnego Płocka – komentował. I po chwili potwierdzał: – Tak, jesteśmy za budową osiedla na Radziwiu, nad Wisłą i z pięknymi widokami, ale…
… ale nie kosztem terenów stoczniowych.
Ktoś jedną pieczątką z podpisem na zawsze przekreślił…
Organizatorzy konferencji przypominali, że początek stoczni to lata 20. ubiegłego wieku, a 80. to jej najlepszy okres. Zatrudniała ponad 1000 osób i była największą stocznią śródlądową w Polsce i jedną z największych w Europie.
– Nie używajmy dzisiaj zwrotu, że stocznia upadła, zbankrutowała. Upadł podmiot, który na jej terenie prowadził działalność gospodarczą – dodawał Adrian Brudnicki. – Przez lata infrastruktura, pochylnie, nabrzeża, dźwigi, baseny portowe i hale przechodziły z rąk do rąk. Budowano tu nie tylko barki i statki rzeczne. Budowano też mosty, słupy energetyczne, różne konstrukcje. Wszystko dzięki strategicznym zapisom, że tu, w tym miejscu, jest i ma być nadal przeznaczenie stoczniowo–portowe. Na potrzeby portu i stoczni jako terenów potencjalnie zalewowych wybudowano też wielką bramę przeciwpowodziową, której wrota zamykają się w wypadku wysokiej fali powodziowej.

Według Brudnickiego, teraz zamówienia na barki będą realizowane przez stocznię gdańską. Ubolewał, że do takiej sytuacji dochodzi, gdy tyle mówi się o przyciąganiu do Płocka nowych firm, tworzeniu atrakcyjnych miejsc pracy. – W miejsce bankrutującego przedsiębiorcy przyszliby następcy. Być może mieliby inny pomysł na produkcję z wykorzystaniem infrastruktury stoczniowej i budowaliby coś innego. Może elementy turbin wiatrowych, może bezzałogowe drony rzeczne lub latające, a może coś zupełnie innego. Tymczasem ktoś jedną pieczątką z podpisem na zawsze przekreślił możliwości stoczniowo-portowe Płocka.
Powinniśmy mieć wojsko „o charakterze rzecznym”
Prowadzący konferencję przywoływali przykład Ukrainy, która pokazuje całej Europie znaczenie rzek w konflikcie wojennym.
– Stabilna i bezpieczna linia frontu to linia rzecznego frontu – wyjaśniał Brudnicki. – Dniepr jest w Ukrainie linią życia i śmierci. Wojska ukraińskie do perfekcji doprowadziły panowanie nad tą dużą rzeką przy pomocy bezzałogowych, pływających dronów rzecznych. Jednostki o małym zanurzeniu zapewniają w warunkach wojennych transport żołnierzy i sprzętu, działania zwiadowcze, ratowanie poszkodowanych, prowadzenie ataków na nieprzyjaciela.

Dziennikarze usłyszeli, że Płock jako miasto strategiczne powinien mieć jednostkę wojskową, nawet niewielką, o charakterze rzecznym: – To nasze zabezpieczenie na tzw. „w razie czego”. Ochrona mostów, działania obronne, transport i ewakuacja poszkodowanych na drugi, bezpieczny brzeg, zmagazynowany most zwodzony to przynajmniej w teorii nasze być lub nie być. Jednostka taka musi mieć zaplecze portowo–stoczniowe, hale, bocznicę kolejową. My to mieliśmy.
Mieliśmy, ale – jak powtórzyła Lewica – „ktoś pieczątką z podpisem załamał naszą szansę na obronę i ratunek”.
Stocznia jest nam dziś potrzebna
W konferencji wziął udział właściciel Żeglugi Wyszogrodzkiej, kapitan Jerzy Pielaciński. – Owszem, budowa nowego osiedla na Radziwiu jest bardzo dobrym pomysłem. W ogóle w ostatniej dekadzie, ostatnich latach to miejsce zaczęło się fajnie rozwijać, powstały duże markety… Ale jest jeden jedyny problem…
Tym problemem jest zapowiadana likwidacja „ostatniej, największej stoczni na śródlądziu”.

– Jako kapitan, właściciel firmy współpracuję z nią od 40 lat – uzupełniał Pielaciński. – Zostały tu zbudowane setki jednostek, z których 80 proc. holowałem do Gdańska, ostatnią w ub.r. Dlatego mam do stoczni sentyment. Poza tym, mamy teraz trudne, niebezpieczne czasy, więc przypomnę, że nasza stocznia budowała jednostki dla wojska, np. pontony do przepraw czołgowych. W tej chwili wojsko nimi nie dysponuje, a na przykładzie Ukrainy widzimy, jak w obliczu zniszczonych mostów niezbędne są takie przeprawy pontonowe. Swoją drogą, do dziś jest tu hala, na którą my zawsze mówiliśmy: wojskowa, czyli wykorzystywana dla potrzeb wojska. Zlikwidować taką stocznię, taką, która ma największą pochylnię śródlądową i która jest w stanie wyciągnąć największe jednostki, byłoby przestępstwem.
***
Lewica daje sobie kilka dni na szczegółową analizę decyzji urzędu miasta, nie wyklucza, że ją zaskarży. Na przyszły tydzień zapowiada kolejną konferencję prasową, już teraz wspomina o prawdopodobnej – jej zdaniem – wadzie prawnej decyzji. Miałaby ona polegać m.in. na tym, że pozwolenie na budowę zostało wydane bez konsultacji z sąsiadami inwestycji.
Wizualizacje: WAN SA
Udostępnij artykuł:
Zobacz także

Skala negatywnych skutków jest już niewyobrażalna i nie dotyczy wyłącznie młodych. Peron odjechał przede wszystkim nam, dorosłym
Autor: Jarosław Wanecki
Zagłębiak z Sosnowca, który sympatyzował z Górnikiem Zabrze, ale serce i sześć dekad życia oddał Płockowi i Wiśle. Szczepan Targowski nie żyje
Autor: Arkadiusz Adamkowski
Jedna osoba ranna po zderzeniu ciężarówki z autem osobowym
Autor: Gazeta Płocka
Rok bezwarunkowego więzienia, dożywotni zakaz prowadzenia aut, przepadek równowartości samochodu – sąd bezwzględny dla 33-latka…
Autor: Gazeta Płocka
Statek pasażerski z Warszawy do Płocka omijał zator lodowy. Zniesiony przez prąd rzeki rozbił się o filar mostu od strony Radziwia
Autor: Michał Kacprzak
Napady złości, agresja, izolacja, wady postawy, pogorszenie wzroku, zakłócenia snu, zaniedbanie szkoły… Co ci grozi, jeśli nadużywasz internetu
Autor: Jarosław Wanecki
Awaria na Podolszycach. Zimne kaloryfery i brak ciepłej wody w kranach w blokach, budynkach przy blisko 20 ulicach
Autor: Gazeta Płocka
Poszukiwany listem gończym „prokurator okręgowy” przez kilka tygodni zacierał za sobą ślady. Wpadł na jednym z płockich osiedli
Autor: Gazeta Płocka


