Stok narciarski, tor saneczkowy, trzy wyciągi, sztuczne naśnieżanie, ogromne zaplecze… Projekt kompleksu na Grabówce robił wrażenie

Choć brzmi to dziś jak miejska legenda, jeszcze kilkanaście lat temu budowa centrum sportów zimowych w sąsiedztwie nowego mostu przez Wisłę wydawała się niemal pewna.

W połowie pierwszej dekady XXI wieku nie brakowało entuzjazmu, koncepcji, były plany, wizualizacje, przetargi i zapewnienia, że „za dwa lata” płocczanie będą szusować w swoim mieście na nartach.

Już w 2006 r. miasto rozpoczęło poszukiwania miejsca pod 200-metrowy stok narciarski z wyciągiem. Na stole leżały trzy lokalizacje: płocka skarpa, okolice nowego mostu przez Wisłę oraz teren pomiędzy Imielnicą a Borowiczkami. Pojawiały się opinie, że inwestycja szybko się zwróci i stanie się jedną z najpopularniejszych atrakcji rekreacyjnych w mieście.

Dwa lata później władze miasta zaprezentowały jednak zupełnie nową koncepcję. Przypominamy ją z okazji rozpoczynających się właśnie zimowych ferii 🙂

Z południa obrócony na zachód

Stok miał powstać na Grabówce, nieopodal dawnej strzelnicy wojskowej, w sąsiedztwie przepompowni PERN-u, w miejscu, gdzie przed laty znajdował się wiszący most rurociągu „Przyjaźń”.

Początkowo planowano trasę o długości 220 metrów, zwróconą na południe. Projektanci szybko jednak uznali, że to błąd – stok byłby zbyt narażony na słońce. Trasa została więc obrócona bardziej na zachód i wydłużona do 300 metrów. Miała mieć trzy półki, stopniowo się poszerzać (od 15 metrów na szczycie do 25 na dole) i być widoczna z nowego mostu – jako wizytówka miasta.

Zmiana ta jednak nieco wstrzymała inwestycję, bo aby zrealizować nowy pomysł, trzeba było dokupić grunt od prywatnej osoby.

– Przygotowujemy dokumenty do zlecenia opracowania projektu technicznego – w marcu 2008 r. mówił ówczesny wiceprezydent Płocka Tomasz Kolczyński. – W tym roku chcielibyśmy zacząć prace od ukształtowania terenu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, z uroków nowego stoku narciarskiego płocczanie mogliby w pełni korzystać w sezonie 2009/10.

Narciarze, saneczkarze, rowerzyści…

Po jednej stronie stoku miały działać dwa wyciągi dla narciarzy – talerzykowy i krzesełkowy, po drugiej zaś orczyk dla saneczkarzy. Dla nich zaplanowano wijący się tor saneczkowy o długości ponad 550 metrów, który w jednym miejscu miał przechodzić tunelem pod stokiem.

Na tym nie koniec. W planach znalazły się również: tor pontonowego tubbingu (155 m), trasa downhillowa do ekstremalnej jazdy dla rowerów górskich (270 m), ścieżka dydaktyczna do spacerów (ponad 400 m).

U podnóża stoku miały stanąć budynki z wypożyczalnią sprzętu, serwisem, przebieralniami, gastronomią i całym zapleczem technicznym. Przewidziano system sztucznego naśnieżania, osobną pompownię oraz – w przyszłości – możliwość położenia nawierzchni igelitowej, by stok mógł funkcjonować także poza zimą.

W górnej części Grabówki planowano stację kolei linowej, punkt startowy saneczek. Łącznie miało powstać 237 miejsc parkingowych dla użytkowników oraz 28 dla obsługi hotelu.

Była nawet koncepcja, aby obok stoku powstały hala sportów walki i aquapark. Mówiło się jeszcze o budowie na szczycie skarpy niedużego centrum hotelowo-konferencyjnego. Jednak urzędnicy dowiedzieli się podobno, że w pobliżu powstanie takie samo centrum prywatne; uznali, że nie ma sensu robić sobie konkurencji.

Ale nie było partnerów

Miasto zarezerwowało pieniądze na dokumentację – około 300 tys. zł – licząc, że koszt samej budowy, szacowany na kilkanaście milionów zł, weźmie na siebie inwestor zewnętrzny. Problem pojawił się szybko. Wysokie koszty inwestycji podskoczyły przez mające trwać rok obowiązkowe badania flory i fauny, konieczne na tym terenie. Ostatecznie ogłoszony przetarg na projekt i opracowanie kosztorysu nie przyciągnął żadnego oferenta.

Kolejne próby wyboru projektanta również nie przyniosły jednak przełomu. Z czasem stało się jasne, że nie ma chętnych na realizację stoku w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Inwestycja okazała się zbyt ryzykowna i – zdaniem potencjalnych partnerów – mało opłacalna. W kuluarach zaczęto mówić, że jeśli stok w ogóle powstanie, to co najwyżej jako obiekt czynny wyłącznie zimą.

Później pojawił się pomysł lokalizacji stoku w Ciechomicach lub w Górach – tam stok byłby zdecydowanie mniej narażony na działanie słońca. Inna propozycja to Podolszyce Północ – jedna z radnych sugerowała, by taką inwestycję zacząć od zakupu armatki śnieżnej. Byłaby wykorzystywana przy górce saneczkowej, którą następnie można by rozbudować.

Ostatecznie stok nie powstał. Tymczasem mamy stok naturalny, trzeba przyznać, że cieszy się dużym zainteresowaniem:

Kategoria: News, Płock niespełniony, Sport

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl