Jarosław WaneckiJarosław Wanecki
NASTĘPNY PROSZĘ

„Cali i zdrowi” czyli 20-stopniowy mróz nie przeszkodził, by ciepło rozlało się wokół ZAZ, a ja…

… wynotowałem sobie fragment zaleceń artystki. Zatem, aby pokonać trudności trzeba „zająć się sobą. Codziennie znaleźć coś, co daje radość. Jesteśmy zbiorem częstotliwości – poczucie winy to najgorsza z nich…”.

Łączenie zdrowia i sztuki nie jest przypadkowe. Zaryzykuję stwierdzenie, że ludzie, którzy lubią muzykę, malarstwo i literaturę są nie tylko bardziej przygotowani na ból, ale więcej rozumieją z przekazywanych im lekarskich zaleceń. Terapia słowami, nutami i obrazami znana jest przecież od bardzo dawna. Śpiew pozwala na lepszy oddech. Rytmiczny trans daje chwile zapomnienia. Malarskie pejzaże przenoszą w świat ukrytych tęsknot, zapatrzonych w łagodne linie horyzontów, za którymi jest iluzja lepszego życia. Tam, gdzie nie sięga wzrok.

Jadąc w mroźny wieczór na warszawski Torwar, przeczytałem krótki wywiad z Isabelle Geffroy, francuską piosenkarką, znaną publiczności pod pseudonimem ZAZ. Od kilku miesięcy znam utwory z nowego albumu „Sains et saufs”, ale dopiero teraz zrozumiałem ich twórcze przesłanie.

Proste tłumaczenie tytułu „Cali i zdrowi” można odczytać także jako „Ocaleni dla siebie”, o ile uda się ludziom wyrwać z przygotowanych przez cywilizację ram i klatek. Jak łatwo to zaśpiewać, tak trudno, poza sztuką oczywiście, ową nieuchwytność różnorodności wygrać, nie biorąc udziału w „wilczych grach”.

Warto jednak choć na chwilę oderwać się od medialnego jazgotu i kłótni wszystkich ze wszystkimi. Warto wyjść z opresji szarego dnia cało i zdrowo, podejmując wysiłek zerwania z nałogami, planowych wytchnień, równoważenia pracy i pasji. Wówczas może pojawić się szansa na lepszy sen, mniejsze zmęczenie i radość życia.

Hale sportowe nie należą do moich ulubionych miejsc odbioru muzyki. Tym razem było jednak inaczej. Nawet nieznajomość języka francuskiego i krzesło przy krześle na płycie głównej, nie przeszkodziły większości publiczności, by zasłuchać się w premierowe, nostalgiczne utwory, naprzemiennie wykonywane z przebojami z poprzednich płyt. Półgodzinny bis był stojącą owacją na cześć energii wykonawczyni, niosącej i ze sceny, i z wypowiedzi udzielonych w Polsce wywiadów zachętę do ocalenia samego siebie.

Dwudziestostopniowy mróz nie przeszkodził, by ciepło rozlało się wokół ZAZ, a ja wynotowałem sobie fragment zaleceń artystki. Zatem, aby pokonać trudności trzeba „zająć się sobą. Codziennie znaleźć coś, co daje radość. Jesteśmy zbiorem częstotliwości – poczucie winy to najgorsza z nich. Złość bywa twórcza, jeśli ją dobrze ukierunkować. Warto dbać o ciało, ruszać się, jeść zdrowo. I próbować nowych rzeczy. To najlepszy sposób na wyrwanie się z depresji. Trzeba zaszokować własny mózg, wprowadzić zmianę. Nie zastanawiać się za dużo, po prostu działać. A przede wszystkim: stanąć twarzą w twarz ze swoimi demonami. Najważniejsza relacja, jaką musimy zbudować, to relacja z samym sobą”.

Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko dodać do ulubionych z dopiskiem: zalecam.

Jarosław Wanecki

Lekarz, prezes Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru.

Kategoria: News, Opinie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl