Aleksander NiwelińskiAleksander Niweliński
CAŁE ŻYCIE ZE ZWIERZĘTAMI

Były dinozaury, epoki lodowcowe, wulkany — dramaty ekstremalne. Planeta dała radę. Aż w końcu – i tego żałuje – pojawił się człowiek (z reklamówką)

Od tego momentu zaczęła mieć pod górkę. Owszem, jeszcze działa, ale jej cierpliwość ma ograniczoną pojemność.

Kryzys klimatyczny? To już nie jest „kiedyś tam”. To dzieje się teraz. Niski poziom wody, przegrzane rzeki i jeziora dają w kość zwierzętom i całej przyrodzie. Efekt? Dramaty w stylu masowego śnięcia ryb w Odrze.

Pogoda też totalnie wariuje. Raz piekarnik i susza, raz ściana deszczu i powódź. Coraz więcej gatunków znika bezpowrotnie, natura ma coraz mniej miejsca, a całe ekosystemy są bezlitośnie maltretowane.

I tak, to wszystko jest efektem naszej działalności: globalne ocieplenie + wymieranie gatunków = poważny problem. Taki, który uderza w podstawy naszego życia.


Można by teraz wygłosić długie kazanie… ale serio? Wszyscy wiemy, co się dzieje. I raczej nikt nie potrzebuje kolejnej dawki stresu – zwłaszcza w świecie, który i tak nie daje nam chwili spokoju.

Środowisko naturalne przez miliony lat radziło sobie całkiem nieźle. Były dinozaury, epoki lodowcowe, wulkany — dramaty ekstremalne. I nagle pojawił się człowiek. Z reklamówką.

Od tego momentu przyroda zaczęła mieć pod górkę. Lasy znikają szybciej niż promocje w supermarkecie, rzeki czasem bardziej przypominają zupę śmieciową niż źródło życia, a powietrze w niektórych miastach da się gryźć. Zwierzęta muszą się nieźle nagimnastykować, żeby przetrwać — jedne uczą się żyć w miastach, inne po prostu… znikają. Bez bisów.

Do tego dochodzi klimat, który wyraźnie się obraził. Zimy nie wiedzą, czy mają być zimami, lata próbują pobić wszystkie rekordy, a pogoda zachowuje się jakby losowała opcje w ruletce: dziś susza, jutro powódź. Lodowce topnieją szybciej niż lody w lipcu, a poziom mórz rośnie, jakby chciał wejść na ląd bez zaproszenia.


Ale spokojnie — to jeszcze nie koniec świata (choć bywa blisko). Coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że planeta nie jest jednorazowa. Pojawiają się odnawialne źródła energii, torby wielorazowe robią karierę, a segregacja śmieci przestaje być czarną magią. Okazuje się, że gaszenie światła i zakręcanie kranu naprawdę coś zmienia. Szokujące, prawda?

Środowisko naturalne ma trudne losy, ale wciąż daje nam szansę. Pytanie tylko, czy przestaniemy zachowywać się jak goście, którzy po imprezie nie sprzątają. Bo Ziemia może i jest cierpliwa — ale nawet ona ma swoje granice.

Na świecie istnieją miejsca absolutnie bezcenne — takie, bez których planeta zaczęłaby kaszleć jak palacz bez papierosów. Należą do nich m.in. lasy deszczowe Amazonii…

… Trójkąt Koralowy…

… Kotlina Konga…

… oraz Wyspy Galapagos. To one pochłaniają dwutlenek węgla, regulują obieg wody i chronią gatunki, które nie występują nigdzie indziej. Krótko mówiąc: robią robotę, za którą nikt im nie płaci. A mimo to są systematycznie niszczone. Brawo, ludzkość.


Tymczasem w miastach pojawili się nowi mieszkańcy. I nie, nie chodzi o kolejne osiedle apartamentowców. Coraz częściej spotykamy lisy, dziki, kuny, szopy, króliki oraz ptaki — od sokołów wędrownych po gołębie grzywacze. Zwierzęta doszły do prostego wniosku: skoro człowiek zniszczył ich domy, to trzeba się wprowadzić… do jego domów.

Niepowstrzymany rozwój miast działa jak walec — miażdży naturalne siedliska, więc zwierzęta nie mają wielkiego wyboru. Albo się przystosują, albo znikną. A że natura jest sprytna, miasta stały się dla dzikich zwierząt czymś w rodzaju całodobowego supermarketu. Kosze na śmieci, kompostowniki, karmniki, karma dla psów i kotów — wszystko podane na tacy.

Do tego parki, cmentarze, ogrody i nasypy kolejowe jako darmowe mieszkania. Lokalizacja? Centrum. Czynsz? Zero.

Czasem wzruszamy się losem orangutanów. I słusznie — bo w ciągu ostatnich 20 lat straciły około 80 proc. swoich siedlisk. Na Borneo i Sumatrze lasy deszczowe są wycinane i wypalane pod plantacje, co oznacza dla tych zwierząt głód, konflikty z ludźmi i dramatyczny spadek liczby osobników. A ponieważ orangutany rozmnażają się wyjątkowo wolno — młode pojawiają się co 8–9 lat — każde zniszczone drzewo to niemal wyrok.

Podobnie oburzamy się losem słoni i nosorożców, masowo zabijanych przez kłusowników. Mimo zakazów, rogów nosorożca wciąż używa się (zupełnie bez sensu) jako „lekarstwa” lub afrodyzjaku. Na czarnym rynku potrafi on kosztować więcej niż złoto. Nauka mówi „nie działa”, ale chciwość odpowiada: „to nieważne”. Życie za zysk. Świetna wymiana.

Nic dziwnego, że filozofowie i krytycy polityczni nazywają poświęcanie życia dla zysku moralnym bankructwem. I nie trzeba szukać przykładów daleko. U nas, w wielu miastach, na oczach mieszkańców wycina się drzewa, likwiduje resztki zieleni i cenne przyrodniczo tereny pod „atrakcyjne inwestycje”, dostępne dla nielicznych, a opłacalne dla jeszcze mniejszej grupy. Zyski są prywatne — straty wspólne i nieodwracalne.


Na koniec warto oddać głos tym, którzy potrafili nazwać problem bez owijania w bawełnę:

  • aktor i reżyser, ekolog Ed Begley Jr. trafnie zauważył, że niszczenie dzieł człowieka nazywamy wandalizmem, a niszczenie dzieł natury — postępem,
  • pisarz i eseista Edward Abbey przypominał, że milczenie wobec niszczenia przyrody jest jego akceptacją,
  • stare proroctwo Indian Cree ostrzega: gdy zniknie ostatnie drzewo i ostatnia ryba, zrozumiemy, że pieniędzy zjeść się nie da.

To uniwersalne proroctwo brutalnie uświadamia, że zasoby naturalne są skończone, a raz utracone nie wracają — niezależnie od tego, ile pieniędzy na to wydamy.

Planeta jeszcze działa. Ale cierpliwość ma ograniczoną pojemność.

Proste, brutalne i wciąż aktualne.

Aleksander Niweliński

Mgr inż. zootechnik, zatrudniony w Zoo w Krakowie w latach 1975–1997, od 1990 r. – z-ca dyrektora ds. hodowlanych. W latach 1997–2014 dyrektor Zoo w Płocku, następnie – 2014-2015 – dyrektor Zoo w Poznaniu. Staże zawodowe w ogrodach zoologicznych w Brazylii, Holandii, Niemczech, Austrii i Stanach Zjednoczonych. Przedstawiciel Polski w Radzie Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów i Akwariów (EAZA Council). Przewodniczący Rady Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych w latach 2013-2015, obecnie honorowy członek Rady. W latach 2001-2015 członek ARTAG – Zespołu Doradczego EAZA ds. Hodowli Gadów i Płazów. Biegły Ministerstwa Środowiska ds. fauny ex situ. Zajmuje się doradztwem z zakresu żywienia i hodowli zwierząt, opracowywaniem ekspertyz przyrodniczych oraz fotografią przyrodniczą. Autor 32 publikacji i tłumaczeń naukowych.

Kategoria: News, Opinie, Przyroda

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl