Czy wiecie, że orlenowską Nową Chemię dziś budują 34, a wcześniej nawet 54 (!) narodowości? Albo że gdyby użyty beton wlać do… Stadionu Narodowego, wypełniłby go po sam dach?

I że rurociągi mają długość trasy z Gdańska do Zakopanego, a w rurach o największej średnicy zmieściłby się samochód?

Już pomijam to, że z najwyższego punktu Nowej Chemii (wcześniej znanej pod nazwą Olefiny III) widać w oddali Włocławek, zwłaszcza – całkiem wyraźnie – kominy Anwilu.

– Czy to dla mnie przygoda życia? Tak, przygoda, wyzwanie, wspaniałe odczucie – komentuje Damian Olewnik, dyrektor kontraktu Nowa Chemia. – Bo jeśli człowiek pracuje w tej firmie od początku, idzie od najniższego stanowiska, wchodzi na tak duże tematy, to jest ogromna satysfakcja, że może w tym uczestniczyć i że Orlen dał tak ogromną szansę rozwoju.


Zaawansowanie całego projektu to obecnie ponad 80 proc.

– Rozruchy planujemy na 2028 r., gotowość na 2029. Gotowymi produktami będą etylen i propylen, szacujemy, że dzięki Nowej Chemii pracę w Orlenie znajdzie ok. 300 osób, poza tym będą firmy zewnętrzne, dostające od nas zlecenia – dodaje Damian Olewnik. Znów sięga do przeszłości: – To była i jest bardzo bezpieczna budowa; jeśli chodzi o tę skalę, to jedna z najbezpieczniejszych na świecie. Szczycimy się tym, że udało nam się zachować wszystkie standardy bezpieczeństwa.

Co było najtrudniejsze?

Najpierw wybór samej lokalizacji. Zakład główny ma już kilkadziesiąt lat, jego infrastruktura została w części wyeksploatowana. Dlatego, choć początkowe założenia mówiły o lokalizacji w środku, ostatecznie zapadły decyzje, by wyjść na zewnątrz, na tzw. teren czysty. – Na początku mówiliśmy: fajnie, ale potem i tu wyzwaniem stała się infrastruktura – wspomina Olewnik. – Różnica wysokości, teren jest niższy o 2,5 m, poza tym trudny, gliniasty. Był problem z odwodnieniem, trzeba było zbudować specjalny basen, wbić kilkanaście tysięcy pali.


Wyzwaniem były też kwestie porozumienia z ogromnym kilkutysięcznym międzynarodowym zespołem.

W Nowej Chemii obliczyli, że w szczycie budowy po sąsiedzku z głównym zakładem pracowali ludzie 54 narodowości, obecnie – 34. – Po pierwsze wszystkim służbom Orlen zapewnił tłumaczy. Razem z Hyundaiem narzuciliśmy też prosty klucz: każdy brygadzista musi mówić w języku narodowym wszystkich swoich pracowników plus znać angielski. Na tej podstawie można już było ustawić hierarchię w górę z angielskim, żeby dobrze działać. Nie było to łatwe, bo są języki, w których jest wiele dialektów, widzieliśmy, że nawet ludzie jednej narodowości nie są są w stanie się ze sobą porozumieć, Z tym też musieliśmy sobie poradzić.

Kategoria: Biznes, News

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl