Jarosław WaneckiJarosław Wanecki
NASTĘPNY PROSZE

Mobilne szpitale pancerne, roboty chirurgiczne, algorytmy AI… Medycyna pola walki – nadrabiamy stracony czas, nie tracąc nadziei, że katastrofy nie będzie

Studiując w Łodzi, spotykałem czasem kolegów z Wojskowej Akademii Medycznej. Kilka lat później WUM zlikwidowano, uznając, że wojna to przeszłość, a równie dobrą opiekę zapewnią lekarze cywilni, po kursie nazwanym niemal literacko medycyną katastrof.

Cztery lata po rozpoczęciu wojny za wschodnią granicą adaptacja sytuacji kryzysowej pokonała poranny strach, a fantazja husarska uderzyła niektórych w głowę. Komputerowe symulacje, kino akcji, wybuchy i egzekucje wyświetlane w mediach wydają się większości obserwatorów wciąż odległe i coraz mniej zastanawiają się nad tym, co byłoby, gdyby wróg uderzył w polskie drzwi.

Nie znam się na wojskowości, ale z uwagą zapoznaję się z informacjami przekazywanymi przez kolegów, którzy zawodowo zajmują się działem nazywanym niemal literacko medycyną pola walki. Niepokój lekarza pierwszego kontaktu w czasie wojny najczęściej zaczyna się od utrudnionego procesu leczenia osób przewlekle chorych. Świadomość przerwania łańcuchów dostaw nie ułatwia myślenia o starzejącym się społeczeństwie, przyjmującym stale niewyobrażalną ilość leków recepturowych. Cukrzyca, nadciśnienie, astma, choroby tarczycy wymagają codziennych dawek i nie do końca wiadomo, jak długo chorzy przetrwaliby stan pustych aptek. Z zasady przecież nie namawiamy do przechowywania leków, dbając o bieżącą płynność rynku farmaceutycznego.

Tymczasem, w oderwaniu od osiedlowych trosk z leczeniem grypy i podtrzymywaniem dobrej kondycji, wojna „fascynuje” ludzi zajmujących się techniką. Medycyna, paradoksalnie i od zawsze, korzysta z pomysłów, które przygotowano dla wojska. Ukraina jest zatem polem walki, gdzie ścierają się nie tylko granaty z rakietami, ale także bezzałogowe pojazdy dostarczające żywność, krew, leki, opatrunki lub… pomagające w ewakuacji rannych.

Z jednej strony ratownicy i lekarze powinni być bardzo blisko zdarzeń, z drugiej jednak rośnie obawa o bezpieczeństwo udzielających pomocy. Dlatego tam, gdzie jest to możliwe wykorzystuje się urządzenia do diagnostyki obrazowej z telemetrią, jak również sprawdzoną telemedycynę. Zdalne konsultacje i leczenie, łącznie z operacjami wykonanymi za pośrednictwem robotów chirurgicznych, stają się pilnym planem przyszłości. Wkrótce ruszą w pobliże linii frontu mobilne szpitale pancerne, złożone z jedenastu naszpikowanych elektroniką pojazdów, w których zaawansowane algorytmy AI przetworzą dane o pacjentach, aktualizując dalsze kroki.

Abyśmy mogli się uczyć, pracować, pić kawę, chodzić do teatru, kłócić o drobiazgi i roztaczać teorie nie z tej ziemi, ktoś za wschodnią granicą dosłownie przelewa krew. Masywne krwotoki są najczęstszą przyczyną zgonów żołnierzy, ale także cywilów atakowanych co noc. Rewolucją byłoby wynalezienie produktu zastępującego krew, który naśladowałby jej wszystkie funkcje jednocześnie. To marzenie, które na tym etapie jest nierealne. Dlatego intensywnie bada się inne metody tamowania krwawień z zastosowaniem pianek i hydrożeli, zwłaszcza tam, gdzie nie można uzyskać efektywnego ucisku, głównie w obrębie jamy brzusznej.

Studiując w Łodzi, spotykałem czasem kolegów z Wojskowej Akademii Medycznej. Kilka lat później WUM zlikwidowano, uznając, że wojna to przeszłość, a równie dobrą opiekę zapewnią lekarze cywilni, po kursie nazwanym niemal literacko medycyną katastrof.

Od czterech lat próbujemy nadrabiać stracony czas, nie tracąc nadziei, że katastrofy nie będzie.

Jarosław Wanecki

Lekarz, były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku

Kategoria: News, Opinie, Zdrowie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl