„Czy mogę nakręcić o pani film?” – zapytałam. „OK” – odpowiedziała kobieta z papierosem i makrelą w ręce
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że rozmawiam z królową Łeby.
Iga Lis, reżyserka, o tamtej rozmowie przy metalowej budce w popularnej nadmorskiej miejscowości opowiadała podczas spotkania na rozpoczętym w piątek w Płocku Big Festivalowskim. Tym, którzy przyszli się z nią spotkać w Przedwiośniu, nie musiała tłumaczyć, że ta kobieta z papierosem i makrelą to Miecia, a budka – „Wędzarnia u Mieci”. I że obydwie, i Miecia, i jej wędzarnia, zagrały w „Bałtyku” i że zrobiło się o nich głośno, mimo że premiera pełnometrażowego debiutu Lis w kinach dopiero za kilka dni.
Obraz zdążył już jednak otworzyć 65. Krakowski Festiwal Filmowy, a na Big Festivalowskim miał w piątek pokaz przedpremierowy.
Fot. Maciej Zygmunt / Materiały prasowe KFF

To opowieść, która pokazuje w swojej prostocie turystykę nadmorskich miejscowości – czasem groteskowo i przede wszystkim przez pryzmat historii Mieci.
Z opisu producenta: „Miecia, zwana Królową Łeby, prowadzi nadmorską wędzarnię – prawdziwą perłę i chlubę lokalnej społeczności. Przez 40 lat jej ambicja i poświęcenie stanowiły fundament biznesu, zapewniając pracę okolicznym mieszkańcom. Teraz, gdy zdrowie zmusza Miecię do zwolnienia tempa, przyszłość wędzarni wisi na włosku. Czy dziedzictwo Królowej Łeby przetrwa próbę czasu? Film eksploruje splot kobiecości, ambicji i tożsamości, pytając: Co tracimy, a co zyskujemy, gdy nie definiujemy siebie wyłącznie przez pracę?
Trzy lata, 50 dni
W poszukiwaniu inspiracji Iga Lis wybrała się w kilkutygodniową podróż po polskim wybrzeżu – od Gdańska po Kołobrzeg. Wtedy nie wiedziała jeszcze czy będzie to zlepek nadmorskich pocztówek czy opowieść o jakimś miejscu lub postaci. Jednym z celów wyprawy była Łeba i, jak się później okazało, zupełnie przypadkowo, niekoniecznie zachęcająca swoim wyglądem metalowa budka.
Budka była niezwykła, bo była w niej Miecia.


– Kręciliśmy od trzeciej do dziewiątej i od siedemnastej do dwudziestej, bo wtedy było najlepsze światło – opowiadała w kinie Przedwiośnie Iga Lis. – A kiedy w ciągu dnia nic szczególnego się nie działo, po prostu zostawialiśmy kamerę w jednym miejscu, na przykład na pięć godzin. Później przed montażem oglądałam te zapisy na przyspieszeniu, myślałam, że nie będzie nic ciekawego, aż nagle… W pewnym momencie kamera uchwyciła rozmowę Ferdka i Dawida, czyli pracownika i zięcia Mieci, który jest typowany na przyszłego bossa, czyli następcę królowej. Dyskusja dotyczyła męskości i tego, co oznacza bycie prawdziwym mężczyzną. Bardzo zależało mi, żeby ten fragment znalazł się w filmie.
Nagranie filmu, który początkowo miał być krótko-, potem średnio-, a ostatecznie okazał się pełnometrażowy, zajęło trzy lata, w sumie było 50 dni zdjęciowych! Tak wielkiej produkcji nie spodziewał się chyba nikt – nawet Miecia, która początkowo myślała, że Iga jest studentką, która musi zrobić projekt na zaliczenie i dlatego do niej przyszła.
Tyle że później znów przyszła, potem jeszcze raz, a w końcu to… już w ogóle nie odchodziła.
… i nikt już nie zwracał uwagi na kamerę
– Przełom nastąpił, gdy cała ekipa dostała zaproszenie na urodziny dziewczynek – wnuczek Mieci – wspominała w kinie przy Tumskiej pani Iga. – Chodziliśmy pomiędzy bliskimi Mieci z kamerą i wtedy zorientowaliśmy, że nikt nie zwraca już na nią, kamerę, uwagi. To także dzięki tej naturalności widz nie tyle wysłuchuje rozmowy, co ma wrażenie, że w nich uczestniczy.
– Jesteśmy jednym organizmem, tworzymy łańcuszek. Tu nie ma hierarchii, nie ma szefa. Wszyscy jesteśmy równi – to z kolei słowa Mieci, skierowane do pracowników wędzarni, bo film nie skupia się tyko na niej. To też opowieść o drugoplanowych bohaterach – Piccolo, Ferdku, Dawidzie czy Puszku – psie Mieci.
Taki np. Piccolo to pracownik, który ma zakaz wchodzenia do sklepu z rybami, bo adoruje turystki, które mają do niego słabość. Reżyserka wyjawiła, co dzieje się u niego po zakończeniu zdjęć: – Nie chcę łamać wam serca, ale Ula zghostowała Piccolo [nagle zerwała kontakt bez słowa wyjaśnienia]… Ale spokojnie, on ma powodzenie w Łebie, da sobie jakoś radę, a po premierze filmu szczególnie.


Premiera „Bałtyku” – 22 sierpnia
– Czy kolejny film będzie też związany z Bałtykiem? – zapytał ktoś z sali.
– Niewykluczone że jeszcze kiedyś wrócimy na Pomorze, jest tam tak wiele różnych historii do opowiedzenia. Słuchajcie, jest jeszcze jedna ciekawa postać w Łebie – Criss Sparrow! Pirat zabawiający turystów na statku, który codziennie przepływa obok “Wędzarni u Mieci” to w rzeczywistości Krystian Durman, aktor Narodowego Starego Teatru w Krakowie. A może ktoś z was nagrałby o nim film?
Przez ostatnie miesiące trwają spotkania promocyjne z reżyserką i nie tylko, bo na niektórych pojawia się również sama Miecia. W Płocku jej nie było…
– Miecia jest na zlocie motocyklowym. No wiecie, są sprawy ważne i ważniejsze – szybko wyjaśniła Iga.
Iga Lis o pani Mieci i „Bałtyku”
(za noizz.pl)
- Punktem wyjściowym w mojej pracy był wzajemny szacunek. Obiecałam sobie, że ten dokument nie ujrzy światła dziennego, jeśli nie otrzymam zielonego światła od pani Mieci.
- Ponad trzy lata temu, gdy odwiedziłam panią Miecię po raz pierwszy [zjadłam] wędzoną makrelę, bo to jest jej danie popisowe (a przy okazji i moja ulubiona ryba). Za każdym razem, kiedy wracam do Łeby, to Pani Miecia karmi mnie akurat makrelą.
- Wchodząc do świata i życia Mieci jako obserwatorka, miałam tezę w głowie, że dla miejscowych przyjezdni muszą być jakimś obciążeniem. Że oni tylko czekają, aż skończy się okres wakacyjny i wszyscy wrócą do domów. Okazało się, że byłam w totalnym błędzie (a przynajmniej w kontekście Mieci). (…) To podejście Mieci do klienta sprawia, że jej lokal jest tak oblegany. Ludzie pragną ciepła i akceptacji Mieci, które ona oferuje poprzez swoją gościnność.
- Aktualnie inaczej zerkam na Bałtyk niż te trzy lata temu, zanim jeszcze pierwszy raz skosztowałam makreli u Pani Mieci. Dziś wiem, że Bałtyk jest dla mnie ważniejszy niż kiedykolwiek.
Iga Lis
Reżyserka filmowa. Absolwentka historii i stosunków międzynarodowych na London School of Economics. Współtwórczyni projektów „Olśnienie” i „Przebudzenie” mających na celu aktywizację wyborczą młodych Polaków. Ma na koncie realizację teledysku do utworu „Gelato” Taco Hemingwaya, jest autorką krótkiego metrażu „Za moich czasów”. Córka dziennikarzy Kingi Rusin i Tomasza Lisa.
Fot. Materiały prasowe

A w sobotę na festiwalu Big Festivalowski…
Na zdj.: pani Miecia. Fot. Materiały prasowe
Udostępnij artykuł:
Zobacz także

Kto choć raz odbył podróż nocnym pociągiem, zobaczy w tych fotografiach trochę własnej drogi, a kto nigdy nie podróżował…
Autor: Henryk Malesa
Bałwochwalczo bądź krytycznie, nieustannie albo okazjonalnie. Z załzawionymi oczami, ze śmiechu lub wzruszenia. Na dobre, na złe, na zawsze
Autor: Jarosław Wanecki
Fotowystawa i fotokonkurs „Mój Płock” po raz 46. Najlepsze zdjęcia wybrane przez jury i publiczność
Autor: aa
Co słychać w Płocku? 43 nagrania na nowej mapie dźwięków. Gwar imprez, odgłosy ulic, stadionu, ale i strefy ciszy. Posłuchajcie miasta
Autor: Piotr Dąbrowski
Spotkaj się z kobietą, która zmienia sposób patrzenia na rzeczywistość. Przyjdź, usłyszysz historie opowiedziane bez strachu i kompromisów
Autor: Arkadiusz Adamkowski
Andrus i Chmielarz. Garkowska i Ostrowski. Kicia Kocia i Ciocia od Klocków. Oni będą na Weekendzie z Kulturą na Fali
Autor: Arkadiusz Adamkowski
Daniel Olbrychski w Płocku – spotkanie w Mediatece już w środę
Autor: aa
„Portret z Maską”, czyli dziennikarka Lena Szatkowska napisała kolejną książkę o artystach rodzimej sceny
Autor: Jarosław Wanecki


