Radek ŁabarzewskiRadek Łabarzewski

Kino „Nowości” przy Kościuszki 5 – co za piękna płocka historia! Mieszkania na start to dobry pomysł, ale czy tam? Podyskutujmy

Dawna siedziba płockiego teatru świetlnego (czytaj: kina) „Nowości”, niemal rówieśnika szczecińskiego „Pioniera”, otrzymała właśnie szansę na ocalenie. Miasto zamierza wyremontować budynek — ale czy przywróci mu także przedwojenny szyk i blask?

Płock, 2 sierpnia 2030 roku – lokalna prasa donosi: po 90 latach nieobecności Kino-Teatr „Nowości” ponownie otwiera swoje podwoje.

„Jak się dowiadujemy, sala widowiskowa oraz poczekalnia zostały gustownie odnowione, urządzono efektowne oświetlenie, a także zainstalowano nowoczesny system dźwiękowy, który w sposób naturalny oddaje muzyczną ilustrację obrazu” – piszą dziennikarze. Zapowiadają, że pierwszym seansem przy ulicy Kościuszki 5 jest „znakomity film dźwiękowy >>Małżeństwo na złość<< z Busterem Keatonem w roli głównej” – ten sam tytuł, który wyświetlano tu dokładnie sto lat wcześniej…

To oczywiście fantazja, lecz fantazja, którą wciąż można urzeczywistnić.

„Nie mamy wątpliwości, że publiczność Płocka szczelnie wypełni salę kinoteatru >>Nowości<<, by podziwiać film i jego oprawę muzyczną” – czytamy w prasowej zapowiedzi sprzed wieku, która mogłaby brzmieć podobnie za kilka lat.


Planowany remont budynku ma jednak zupełnie inny cel – adaptację obiektu na potrzeby mieszkaniowe. Cel bez wątpienia słuszny. Warto jednak zadać pytanie, czy miasto dysponujące tak znaczącym budżetem, zdolne do finansowania własnego klubu sportowego oraz budowy potężnego stadionu, nie mogłoby dostrzec i wykorzystać potencjału, jaki wciąż drzemie pod adresem Kościuszki 5.

Nie jest to próba zawoalowanej krytyki samorządu. To raczej zaproszenie do dyskusji o sprawach fundamentalnych: o tożsamości miasta, jego dziedzictwie kulturowym, pamięci miejsc, na których można i warto budować przyszłość, a także o atrakcyjności oferty turystycznej. To głos w sprawie przyszłości miasta: zrównoważonego – nowoczesnego, ale też czerpiącego inspiracje z historii.

Adres pod napięciem

Ulica Kościuszki 5 w Płocku to prawdziwa kopalnia ciekawych narracji i symbol lokalnej przedsiębiorczości. To właśnie tutaj, jeszcze przed I wojną światową, działały wspominane dziś „Nowości” – jeden z pierwszych płockich kinoteatrów. W przylegającym do niego budynku powstała wcześniej pierwsza miejska elektrownia – inicjatywa rodzinnego klanu Górnickich, będącego symbolem innowacyjności i odwagi w biznesie.

W okresie międzywojennym pod tym adresem funkcjonowały również skład materiałów elektrotechnicznych, siedziba Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” oraz zakład stolarski Józefa Archity – cenionego w przedwojennym Płocku fachowca, wykształconego w Berlinie. To on wykonał m.in. – według projektu ks. Aleksandra Dmochowskiego – szafę, która do dziś znajduje się w zbiorach Muzeum Diecezjalnego w Płocku. W domu przy ulicy Kościuszki 5 mieszkał także wraz z rodziną Antoni Żochowski (1805–1866) – patron Trybunału Płockiego oraz pisarz Dyrekcji Szczegółowej Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego Guberni Płockiej. W XXI wieku siedzibę miało tutaj Katolickie Stowarzyszenia Pomocy św. Brata Alberta w Płocku.

W innych miastach

Dziś zniszczony, choć kompletny budynek stoi pusty, otoczony płotem z drucianej siatki. Jego historia i architektura czekają na nowe życie. To niepowtarzalna szansa, by przywrócić temu miejscu należny blask . W Polsce wiele miast udowodniło już, że takie obiekty można ocalić i tchnąć w nie nową energię kulturalną: Wrocław zamierza odnowić budynek dawnego kina „Kijów”, a Szczecin uratował niedawno jedno z najstarszych kin na świecie – działającego nieprzerwanie od 1907 roku „Pioniera”, który nie mógł się podnieść po pandemicznych lockdownach.

Równie wymowne są przykłady adaptacji dawnych obiektów przemysłowych – takich jak Fabryka Emalii Oskara Schindlera, w której dziś mieści się krakowski MOCAK, dawna gorzelnia i zakład piwowarski Kazimierza Bojańczyka we Włocławku, przekształcone w Centrum Kultury Browar B, czy dawne elektrownie w Łodzi i Radomiu, zaadaptowane odpowiednio na EC1 Łódź – Miasto Kultury oraz Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia”. Ta ostatnia od 2014 roku mieści muzeum, galerię, kino studyjne i rozbudowane przestrzenie wystawiennicze. Wszystkie te przykłady pokazują, że historyczna, poindustrialna architektura znakomicie łączy się z nowoczesnymi funkcjami kulturalnymi, tworząc miejsca tętniące życiem społecznym i artystycznym.

Szansa na sukces

Budynek przy Kościuszki 5 ma wszelkie predyspozycje, by stać się kolejnym takim sukcesem – unikalnym w skali Płocka, o wysokiej wartości kulturowej i urbanistycznej, z przestrzenią idealną dla instytucji kultury czy organizacji pozarządowych.

Co istotne, cały obiekt znajduje się w rękach samorządu. To realna szansa na ocalenie lokalnej pamięci, stworzenie mieszkańcom nowoczesnego miejsca spotkań oraz powołanie do życia ciekawego miejsca kultury.

Gruntownie i ze smakiem

Historyczna siedziba płockich „Nowości” przetrwała do naszych czasów w niemal niezmienionym kształcie. Początkowo posiadała dwie sale: górną ze 140 i dolną ze 147 krzesłami. Jednak w 1926 roku w kinie rozpoczął się gruntowny remont.

„Jedyna w obecnej porze rozrywka w Płocku — Kino >>Nowości<< — gruntownie i ze smakiem odnowiona, z nowym nierażącym oświetleniem, doskonałym ekranem, z ulepszoną i pilnie przestrzeganą wentylacją – ściąga wieczorem tłumy publiczności płockiej” – donosił cztery lata później „Dziennik Płocki”.

Z zachowanych planów z 30 grudnia 1925 roku…

… wynika, że dwie małe salki połączono w jedną – długą na 28,44 m i szeroką na 7,05 m. Dzięki temu powstała duża widownia z 324 miejscami siedzącymi. Krzesła, ustawione przy ścianach, w 29 rzędach po 12 w każdym, rozdzielone przejściem o szerokości 1,43 m. Po lewej stronie krzeseł było mniej. Ta dysproporcja wynikała z faktu, że w połowie sali znajdowało się wyjście (zajmujące przestrzeń 2dwóch rzędów), a tuż przed ekranem – wejście do sieni, prowadzące do elektrowni.

Tak, kino miało własną elektrownię. Posesja należała przecież do Stanisława i Józefa Górnickich, którzy w tym miejscu, w 1908 roku, założyli pierwszą w Płocku wytwórnię prądu.

Połowa sali kinowej lekko opadała w kierunku ekranu i była niższa. Zaraz przy wejściu, dokładnie naprzeciwko ekranu, pomieszczenie miało zaledwie 3,75 m wysokości, a przy wyjściu z sali, zaraz przed kabiną projekcyjną – już 4,14 m. Sama kabina z projektorem (o wymiarach 2,20 x 4,58 m i wysokości 2,2 m) znajdowała się nad 13, 14 i 15 rzędem krzeseł, „wchodząc” w drugą, wysoką na 6 m część sali, na głębokość 1,55 m, co umożliwiało montaż świetlika do dolnej projekcji.

Wszystko można odtworzyć

Do dziś istnieje wejście do dawnej operatorki. Prowadzą tam – już nieoryginalne – ażurowe schody na ścianie północno-zachodniej. Tam też można znaleźć puste otwory po wentylatorach elektrycznych, zapewniających widzom dopływ świeżego powietrza.

(ciąg dalszy pod galerią zdjęć)

Nie zobaczymy jednak głównego wejścia do kina, znajdującego się niegdyś na głównej elewacji przy ulicy Kościuszki. W latach 30. XX wieku zdobiło je wysunięte głęboko nad chodnik trójkątne zadaszenie z ażurowym fryzem, podparte dwoma wąskimi kolumnami. Zapewne był na nim szyld kina. Dziś jest tu okno.

Znajdujące się w środku schody ukryto pod podłogą. Nie ma też śladu po przestronnej poczekalni z kasą, w której mogło przebywać naraz 76 osób.

Tak naprawdę wszystko można jednak odtworzyć. Nałożenie planów z 1925 roku na obecne zdjęcie satelitarne obiektu przy ul. Kościuszki 5 udowadnia, że przez ponad 100 lat kubatura budynku nie uległa zmianie.

W starym kinie…

Jeszcze przed I wojną światową działało w Płocku co najmniej kilka kin – „Oaza”, „Sfinks”, „Corso” i „Nowości”, później też wojskowy „Czwartak”.

„Nowości” słynęły z doskonałych taperów. Grał tu, m.in. St. Grabowski, później Wasilenko, również duety i tria. Wieloletnim taperem był w tym kinie Aleksander Chmurowski.

W obliczu kryzysu gospodarczego w 1925 roku właściciele „Sfinksa” i „Nowości” zawiązali spółkę. „Dziennik Płocki” informował, że „połączenie się kinematografów daje dobre wyniki zarówno dla ich właścicieli, jak i dla publiczności”. Po 1927 roku „Nowości” należały do spółki „Anna Kaczmarska i s-ka”, której wspólnikami byli: A. Kaczmarska, Alina Puternicka, Janina Rogulska, Kamila Adamska, Janina Staniszewska, Henryk Puternicki. Upoważnionym do występowania w imieniu spółki był Wojciech Rogulski.

(ciąg dalszy tekstu pod galerią zdjęć)

W 1932 roku „Nowości” sprzedały 77 314 biletów. Przeciętny płocczanin (według spisu z 1931 r.) był w kinie 3,2 razy w ciągu roku (w grupie wiekowej powyżej 10 lat – 4 razy). W 1937 roku, łącznie w obu kinach, sprzedano blisko 185 tys. biletów, co oznaczało 5,6-krotną wizytę płocczanina (7-krotną dla osoby powyżej 10 lat).

Kino było tak popularne, że gdy „Nowości” ogłosiły bezpłatne seanse, „tłumy publiczności zaległy widownię”. Widzów przyszło 5 razy więcej niż było dostępnych krzeseł.

Co pisał zachwycony recenzent?

Od 1930 roku grano w płockich kinach filmy dźwiękowe. Zaczęły tez docierać produkcje Hollywood, kinematografii europejskiej i polskiej. W „Nowościach” były filmy z Polą Negri, Marleną Dietrich, Jadwigą Smosarską, Zulą Pogorzelską, Adolfem Dymszą i Eugeniuszem Bodo. Były to filmy o różnej wartości artystycznej i rozrywkowej, zarówno lekkie, jak i ambitniejsze, m.in. „Trędowata” (reklamowana w płockiej prasie jako film równy arcydziełom zagranicznym), „Znachor” (opisany jako najlepszy film polskiej produkcji ostatnich lat, wyświetlany w Płocku przy wypełnionej sali).

Były też wyświetlane filmy René Claire’a czy Jeana Renoira, niełatwe kino Fritza Langa. „Chcąc ściśle określić to, co chciałbym napisać, musiałbym napisać traktat. (…) Nie wierzyłem osobiście, by dr Mabuse był dany do Płocka – ale >>verbum caro factum est<< – i tylko nadzwyczajnej energii dyrekcji kino>>„Nowości<< zawdzięczać – że można dr. Mabuse też w Płocku oglądać” – pisał w kwietniu 1923 roku zachwycony recenzent „Dziennika Płockiego”.

Płocki hub kultury

Oczywiście, Płock miał już plany drugiej „Fabryki Trzciny” (na siedzibę typowano budynek po dawnym kinie „Diana”). W sferze deklaracji pozostało, przyjęte z zadowoleniem przez ówczesne władze miasta, Muzeum Zawodów Filmowych, pokłosie skądinąd ciekawej inicjatywy jaką był festiwal Cinemagic. Trudno zliczyć też, ile pomysłów było na POKiS borykający się od zarania z problemami lokalowymi. Mówiło się o dawnej drukarni Detrychów, młynie przy Bielskiej, kamienicy przy Starym Rynku 22, siedzibie dawnego Hortexu czy – najbardziej bliskim realizacji – budynku przy Tumskiej 13, będącym niegdyś częścią fabryki Sarny, a po II wojnie światowej, m.in. siedzibą klubu Metalowiec.

Płocka elektrownia na Radziwiu, wpisana niedawno do rejestru zabytków, zapewne nie ma szans stać się płockim EC1, MOCAK-iem czy choćby galerią handlową Manufaktura. Podobnie z pozostałościami po fabryce Maurycego Marguliesa czy rodziny Sarnów, w których nie powstanie drugie Soho Factory (niegdyś fabryka Norblina). Dawne biura Fabryki Maszyn i Narzędzi Rolniczych M. S. Sarny przy ul. Sienkiewicza 48 zostały niedawno wyremontowane. Budynek przeznaczony został na cele mieszkaniowe.

Inwestycja w kapitał symboliczny miasta

Miałem nadzieję, że budynek przy ul. Kościuszki spotka los podobny do radomskiej „Elektrowni”, która po gruntownym remoncie pełni wiele funkcji; muzealną, wystawienniczą i galeryjną. Mogłoby tu działać kino społecznościowe, teatry amatorskie. Mogłoby powstać Płockie Centrum Filmowe im. Tadeusza Wybulta lub F. i S. Themersonów, w ramach którego działałby Płocki Fundusz Filmowy im. Leona Forberta, wzorem podobnych instytucji działających już w Warszawie, Lublinie, Gdańsku , Olsztynie czy Toruniu.

Wpisywanie w historyczną tkankę nowych miejsc kultury, albo szerzej – miejsc wspólnych, w których można byłoby organizować wydarzenia kulturalne, działania animacyjne i edukacyjne, posiłkując się historią miejsca i ludzi z nim związanych, ma ogromy sens. Adaptacja budynku przy Kościuszki 5 na cele mieszkaniowe nie rozwiąże całości problemów mieszkaniowych miasta, ale z pewnością zamknie wiele możliwości.

Miasta, które burzą swoje kina zwykle zyskują metry kwadratowe. Jednak te, które potrafią je ocalić – zyskują dużo więcej: pamięć, tożsamość i publiczność. Zachowanie i twórcze wykorzystanie tego miejsca mogłoby stać się inwestycją w kapitał symboliczny miasta – trudniejszą do wyceny, lecz bez porównania trwalszą.

Radek Łabarzewski

animator kultury

Za pomoc w przygotowaniu artykułu dziękuję Michałowi Sokolnickiemu oraz Gabrieli Nowak-Dąbrowskiej z Fundacji Nobiscum. Cytaty pochodzą z przedwojennej prasy.

Źródła:

  • „Z kino-teatru >>Nowości<< w: „Dziennik Płocki”: organ narodowy, polityczny i gospodarczy (R. 9), nr 178 z dn. 2 VIII 1930
  • „Kino w międzywojennym Płocku”, Michał Sokolnicki, w: „Notatki Płockie”, nr 54/4(221)
  • Archiwum Państwowe w Płocku, „Akta Miasta Płocka”, z l. 1919-1932.

Kategoria: Kultura, News, Opinie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl