Jarosław WaneckiJarosław Wanecki

„Blisko raj, gdy ktoś, tak jak Pan, na człowieka się otwiera! Tego szukam…”. Moje spotkania ze Stanisławem Soyką

Pamiętam pożegnanie, gdy umawialiśmy się na spotkanie w Płocku i wspólne kolędowanie z chórem Małachowianki. Życie napisało jednak swój scenariusz i tego już nikt nie zmieni…

Pamiętam naszą ostatnią rozmowę w Opolu. Siedzieliśmy przy kawiarnianym stoliku hotelu DeSilva po zakończonym kilka godzin wcześniej koncercie polskich chórów lekarskich w Teatrze Jana Kochanowskiego. Był rok 2023. Upalny wrzesień. Swobodna atmosfera sobotniego wieczoru. Odprężenie, a przecież nasz artystyczny projekt wymagał od Pana dodatkowego zaangażowania, mimo bólu stawów i piątego piętra sali prób bez windy. Opowieści zawieszały się co chwila, żeby mógł Pan podpisać kolejną kartkę ze swoim zdjęciem i odebrać podziękowania od lekarzy i lekarzy dentystów, z którymi i dla których Pan wystąpił.

Pamiętam naszą pierwszą rozmowę telefoniczną. Na ekranie pojawił się numer Pańskiej żony, menadżerki i anioła, jak później mogłem się przekonać, Pani Ewy, z którą umawiałem kilka dni wcześniej warunki koncertu. I nagle Pana głos i szczegółowe omówienie nie tylko scenariusza, ale także idei wspólnego śpiewania i wyboru aranżacji Marcina Wawruka. Na koniec padło kilka cierpkich słów o edukacji muzycznej w Polsce i plan kolejnych kroków organizacyjnych.

Pamiętam dzień, w którym Jerzy Lach – rehabilitant i dziennikarz – wymyślił Lekarski Przegląd Piosenki Polskiej w Opolu, w którego realizacji napotkaliśmy kilka fal pandemii koronawirusa. Scenariusz przewidywał część indywidualnych wykonań chórów z dziesięciu izb lekarskich, a potem koncert z zaproszoną gwiazdą. Uratował nas Pan wtedy z potężnych opresji, zgadzając się na wspólne zaśpiewanie „Tolerancji” z udziałem dwustu czterdziestu aktywnie pracujących lekarzy.

Pamiętam moment Pana wejścia do sali prób i kilkuminutową owację moich koleżanek i kolegów, a potem pierwsze wykonanie, po którym chciał Pan wyjść, mówiąc, że tutaj już nic nie ma do poprawiania i że będzie cudnie. Podobnie było na scenie dzień później, gdy dopinaliśmy oświetlenie i akustykę. Zaledwie jedno ćwiczenie wystarczyło, aby znaleźć porozumienie i osiągnąć harmonię wykonania finałowego utworu. Koncert potwierdził tę perfekcję każdą nutą.

Pamiętam, jak z Krzysztofem Małachowskim – płockim scenografem – wymyśliliśmy przestrzeń kilkuset krzeseł na scenie, która na czas Pańskiego koncertu stała się powiększoną widownią Teatru Jana Kochanowskiego w Opolu. „Na miły Bóg… / Życie nie tylko po to jest, by brać / Życie nie po to, by bezczynnie trwać / I aby żyć siebie samego trzeba dać”.

Pamiętam pożegnanie w niedzielny poranek, gdy umawialiśmy się na spotkanie w Płocku i wspólne kolędowanie z chórem Małachowianki. Od kilku tygodni omawiałem z dyrektor Katarzyną Góralską zamiar zaproszenia Pana do obchodzącej jubileusz 845-lecia szkoły. Zaraz po wakacjach miało dojść do rozmowy ze Sławkiem Gałczyńskim i już cieszyłem się na rozmowę z Panem i panią Ewą. Życie napisało jednak swój scenariusz i tego już nikt nie zmieni…

Pamiętam to słowo, które słyszę najczęściej od tych, którzy Pana znali, słuchali, cenili, kochali i krytykowali, bo przecież i tacy byli. Ale moja pamięć nuci dzisiaj tylko jeden zmodyfikowany wers: Blisko raj, gdy ktoś, tak jak Pan, na człowieka się otwiera! Tego szukam…

Jarosław Wanecki

Lekarz, były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku, prezes Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru

Na zdj.: Stanisław Soyka podczas Lekarskiego Przeglądu Piosenki Polskiej w Opolu

Kategoria: Kultura, News, Opinie

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl