Kamienne płockie lwy wcale nie są z Płocka. Budował się kombinat, gdy na pace ciężarówki jako element napływowy przyjechały…

… z miejsca, którego już właściwie nie ma.

Dziś trudno wyobrazić sobie bez nich płocki Stary Rynek i ratusz. Dzieci wdrapują się im na grzbiety, dorośli trzaskają zdjęcia, turyści pytają o historię. Tymczasem nie wszyscy wiedzą, że kamienne zwierzaki – po pierwsze – nie są z Płocka i że – po drugie – magistrat nie jest ich jedyną przystanią w naszym mieście.

Przypominamy dziś ich historię, bo właśnie, parę dni temu, wyjechały sprzed urzędu miasta na kompleksową konserwację do specjalistycznej pracowni w Warszawie. Informuje o tym jak zwykle prezydent Płocka Andrzej Nowakowski (z tą poprawką, że lwy nie stoją przed ratuszem 25, tylko 20 lat).

Nie patrzyły sobie prosto w oczy

Ich pierwszym domem był dwór w Bronowie-Zalesiu, czasem błędnie podaje się: Bronowicach, jakieś 10 km drogi na Proboszczewice, Zągoty.

Dwie strzegące wejścia kamienne rzeźby stanęły przed pałacykiem prawdopodobnie już w XIX wieku . Zostały ustawione heraldycznie, czyli obok siebie, nie patrzyły sobie – jak teraz – prosto w oczy, tylko były zwrócone w tę samą stronę. Można przypuszczać, że miały robić wrażenie na gościach właścicieli majątku. Któż mógł przewidzieć, że ich najbardziej niezwykła historia dopiero się zaczyna.

Dekadę temu płocka „Wyborcza” przypominała, że po II wojnie światowej dwór zaczął znikać. Budynek niszczał, odpadał z niego tynk, zapadał się balkon, park zarastał. Na zachowanym zdjęciu z lat 50. widać już właściwie ruinę dawnego świata. Widać też charakterystyczną rzeźbę.

Tak, gdzie kiedyś stały, dziś jest biskupi ogród

W 1966 roku stało się coś, co na zawsze zmieniło tożsamość lwów. Kamienne zwierzęta zostały zabrane z Bronowa-Zalesia i przywiezione do Płocka. Za sprowadzeniem rzeźb stał ówczesny prezes Towarzystwa Naukowego Płockiego Jakub Chojnacki. Dziś nie da się już pewnie powiedzieć, na jakiej dokładnie zasadzie lwy zmieniły właściciela. Czy zostały kupione, jak twierdził Chojnacki, czy też ustalono coś innego z właścicielami majątku? Dokumentów, które rozstrzygnęłyby tę sprawę, nie ma.

W Płocku lwy początkowo stanęły pod wieżą zegarową na Wzgórzu Tumskim – była tam wtedy dostępna dla wszystkich alejka, kultowe dla płocczan miejsce, niestety dziś zagrodzone, zajęte już w XXI w. przez biskupi ogród. Choć konserwator zabytków na początku kręcił trochę nosem, lwy zostały w tym miejscu aż na trzy dekady. I to wtedy stały się dla kolejnych pokoleń po prostu płockimi lwami. Przy nich robiono zdjęcia, umawiano się ze znajomymi, fotografowano dzieci (czytajcie na końcu tekstu). Przez lata narosły wokół nich miejskie historie i przesądy. Nikt specjalnie nie zastanawiał się, skąd się właściwie wzięły. Były już tak długo, że wydawały się starsze od pamięci mieszkańców.

Nie wszystkim, niestety, było z nimi po drodze. W latach 90. ktoś pomazał je farbą, pokrył napisami, odłupał fragmenty głów, uszkodził łapy. Zwierzęta stoczyły nierówny bój z wandalami i przegrały. Zostały zabrane spod wieży zegarowej, po renowacji wyglądały jak nowe. Ale na dotychczasowe miejsce już nie wróciły. Konserwator obawiał się, że ponownie padną tam ofiarą wandali.

Od Zielińskich do Starego Rynku

Proponowano m.in. Plac Narutowicza – okolice sądow, odwach, ostatecznie stanęły przed Biblioteką im. Zielińskich. Znów zmagały się z bazgrołami, poprzyklejanymi gumami do żucia. Po kilku latach zapadła więc decyzja o przeprowadzce pod ratusz. Oczywiście znów trzeba je było odnowić, tym bardziej, że demontaż solidnie przytwierdzonych do podłoża rzeźb zakończył się ich uszkodzeniem.

Na Starym Rynku mamy już lwy ok. 20 lat. Ich prawdziwy dom zniknął, dwór przepadł, dawny majątek też, w międzyczasie udało się przetrwać działania wojenne, zmianę ustroju, wandali, różne urzędnicze pomysły na przyszłość. I kolejne renowacje. Właśnie zaczyna się następna…

Też macie zdjęcia z lwami?

Przed laty płocka „Wyborcza” zaprosiła mieszkańców miasta do akcji-zabawy. Nazywała się „Fotka, jak ujeżdżam kotka”. Gazeta poprosiła o zdjęcia czytelników z czasów ich dzieciństwa z lwami w roli głównej (stały jeszcze przed wieżą zegarową). I została nimi zasypana, choć nie było wtedy maili, pendrive’ów, płyt, a zdjęcia – jedynie papierowe, w albumach, niezeskanowane. Od tamtej pory minęło ok. 30 lat, może jeszcze raz zachcecie się tymi i innymi fotkami podzielić? Jeśli tak – wklejajcie pod tekstem na Facebooku albo przesyłajcie: redakcja@gazetaplocka.com.pl.

Na zdj.: Fotka z lwem pod wieżą zegarową (ma już więc ponad ćwierć wieku); to zdjęcie z naszego archiwum, nie wiemy, kto na nim jest, może się rozpoznacie?

Kategoria: Ciekawostki, News, Stary Płock

Udostępnij artykuł:

Polityka prywatności © 2026 Gazeta Płocka. Projekt i wykonanie: Hedea.pl